Lusia - ofiara ludzkiej obojętności

Zbiórka zakończona
Wsparło 297 osób
10 035 zł (100,35%)

Rozpoczęcie: 11 Grudnia 2020

Zakończenie: 2 Kwietnia 2021

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
15 Lutego 2021, 20:57
Wodogłowie powoli mnie zabija...

Hej!
Z tej strony Sandra- domek tymczasowy Lucynki. Chciałabym opisać jej (naszą) historię.
Lucynka trafiła do mnie w listopadzie po nieudanej adopcji. Pani, która ją zaadoptowała po dwóch tygodniach uznała, że jednak jej nie chce. Powodem było nadmierne siusianie...

Odkąd Luca pojawiła się w moim domu codziennością stały się podkłady higieniczne i kilometry ręcznika papierowego, aby sprzątać jej siusianie. Na początku wraz z behawiorystką, która pomagała mi zaadaptować psiaka do nowego otoczenia myślałyśmy, że te siusianie może być na tle nerwowym- nowy dom, nowe zapachy, nowi ludzie... Ale gdy to nie przechodziło uznałam, że warto jest odwiedzić po raz kolejny weterynarza (tym bardziej, że dziwnym był fakt nienaturalnie dużej główki Lusi).

Znalazłam świetnego specjalistę, weterynarza neurologa, który zlecił wykonanie usg jamy brzusznej, a także rezonansu czaszki, aby wykluczyć/potwierdzić wodogłowie.

Usg pokazało, że sterylizacja Lucynki nie poszła zbyt dobrze.
-Diagnoza? Został kikut macicy, na którym jest ciągły stan zapalny. Możemy jedynie sobie wyobrażać jak musi to ją boleć.
-Leczenie? Wycięcie ropiejącego kikuta, aby nie było więcej stanu zapalnego... Na tę operację Lusia jeszcze czeka, koszt jej to ponad 600 zł.

Przejdźmy teraz do wyników rezonansu czaszki (który notabene kosztował ponad tysiąc złotych). Okazało się, że Lucynka ma ogromne wodogłowie. 90% jej czaszki zajmuje płyn. Pies, o takiej wadzie powinien być warzywkiem, a Lucynka jest pełnym energii psiakiem... Cud? A może wola życia? To wie tylko ona. Taki przypadek jakim jest Lucynka lekarz widział tylko raz- na sympozjum na Malcie, gdzie psiak o takiej wadzie był pokazywany jako cud natury, jako coś nad czym medycyna weterynaryjna mogłaby się pochylić, badać, sprawdzać... Na żywo lekarz nie widział takiego przypadku, mimo ogromnego, długoletniego doświadczenia. Można by było pomyśleć, że super Lucynka jest chodzącym cudem ale niestety tak kolorowo nie jest.
Płyn, który zbiera się w jej czaszce jest produkowany codziennie, u zdrowych psów jest on odprowadzany do pęcherza i wydalany wraz z moczem. U Lucy gromadzi się, powodując nacisk na mózg (który w tym momencie zajmuje jedynie kilka mm, a jej móżdżek wypchnięty jest aż w stronę szyi), codziennie przeżywa ona ból jaki myśle, że możemy sobie jedynie wyobrazić. Ciśnienie w jej czaszce cały czas napiera na tę małą główkę. W tym momencie Lusia żyje prawie jak normalny pies, ale jest to tykająca bomba. Nagle może ona dostać ataku padaczki, paraliżu, drgawek, czy w najgorszym wypadku umrzeć...
Niezbędne jest wykonanie operacji wstawienia zastawki do mózgu. Taka zastawka, będzie odprowadzała płyn specjalną rurką umieszczoną pod skórą, aż do jamy brzusznej, a z tamtąd jest już krótka droga, aby wydalić ten płyn z moczem.
Niestety taka operacja kosztuje 7000 zł.
Fundacja nie dysponuje takimi środkami, aby pokryć te leczenie. Stąd też ta zbiórka. Wierzę w dobro ludzi. W fakt, że wiedzą iż karma wraca i każdy dobry uczynek sprawi wiele dobra w ich życiu.

Wierzę, że te operacje sprawią, iż Lucynka nie będzie cierpiała, że będzie mogła żyć jeszcze kilka-naście lat we względnym zdrowiu.
Potrzebujemy na ten moment zebrać ponad 8000 zł.
Czy się uda? To zależy od wszystkich, którzy zechcą wpłacić nawet symboliczną złotówkę. W kupie siła jak to mówią

Kiedyś była bezdomna... Poszukiwania domu nie trwały długo, odezwała się kobieta z propozycją adopcji Lusi.

W późniejszym  czasie dowiedzieliśmy się, że dom i jego gospodyni okazała niewypałem, ogromną pomyłką. To nie była ta sama Lusia. Smutna, lękowa, z problemami behawioralnymi. Jest już bezpieczna. Trafiła do domu tymczasowego pod wspaniałą opiekę.

Niestety, jej czas w obecnym miejscu wkrótce  się skończy i zaczną się ponowne szukania domu. Musimy koniecznie podjąć  leczenie, a żeby do tego się zabrać, potrzebna jest konkretna diagnoza. Lusia ma problemy z częstym oddawaniem moczu. Badania wykluczają chorobę. Lekarz weterynarz podczas  ostatniej  wizyty  zauważył u Lusi  nietypową budowę czaszki - jest mała z dużymi oczami. Możliwe, że to taka uroda. Musimy wykluczyć problemy neurologiczne. Potrzebny jest rezonans. Koszt to ok 1500 tys zł. Za nią koszmar ostatnich lat, przed nią  wielka niewiadoma.

Błagamy, pomóżcie jej w drodze po zdrowie. Do końca stycznia ma zapewniony dom tymczasowy. Po nim musi trafić w ręce ludzi, ktorzy zadbają  o jej komfort psychiczny. Będzie to możliwe, po pełnej diagnostyce. 

Pomogli

Ładuję...

Organizator
12 aktualnych zbiórek
137 zakończonych zbiórek
Wsparło 297 osób
10 035 zł (100,35%)