Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Wczoraj tj. 03.08 trafił do nas młodziutki, rudo-biały chłopczyk. Został złapany do klatki-łapki przez działkowców i miał pojechać na zabieg kastracji. Plan był prosty: odebrać kota, zawieźć go do lecznicy, zapewnić mu opiekę po zabiegu, a następnie wypuścić w miejscu bytowania.
Wszystko zmieniło się, gdy tylko otworzyliśmy klatkę. Piotruś nie jest dzikim kotem. To całkowicie oswojony, łagodny i spragniony bliskości miziak. Nie ma nawet roku, lgnie do człowieka i z ogromną ufnością domaga się głaskania. Całe życie jest jeszcze przed nim.
Jak miałam po zabiegu wywieźć go z powrotem na działki i tam zostawić? Nie potrafię tego zrobić. Tak właśnie Piotruś został pod opieką Stowarzyszenia DaKota. Teraz musimy zadbać o jego zdrowie i przygotować go do znalezienia bezpiecznego, kochającego domu. Kastracja Piotrusia zostanie sfinansowana ze środków Budżetu Obywatelskiego, jednak wszystkie pozostałe koszty musimy pokryć sami. Piotruś został już odrobaczony oraz miał wykonane testy FIV/FeLV. Przed nim pozostają jeszcze:
- szczepienie,
- leczenie świerzbu w uszach,
- zabezpieczenie przeciwko pasożytom,
- dalsza opieka weterynaryjna,
- karma i utrzymanie do czasu adopcji.
W dniu, w którym do mnie trafił, wyciągnęłam z jego ciała aż osiem kleszczy. Osiem pasożytów na tak młodym kotku. To pokazuje, w jakich warunkach musiał dotychczas żyć. Piotruś dostał szansę, aby już nigdy nie musiał walczyć o przetrwanie na działkach. Potrzebujemy jednak Waszej pomocy, aby opłacić jego profilaktykę i leczenie.
Każda, nawet najmniejsza wpłata, przybliża go do zdrowia i własnego domu. Prosimy również o udostępnianie zbiórki — dzięki temu historia Piotrusia może dotrzeć do osób, które pomogą odmienić jego życie.
Piotruś zaufał człowiekowi. Zróbmy wszystko, żeby już nigdy nie musiał się na nim zawieść 🧡
Ładuję...