Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Dzwoni do nas z płaczem Pan Jan. Ten sam Pan Jan, któremu od wielu lat pomagamy a on ze swojej maleńkiej renty pomaga zwierzętom.
- Znowu podrzucili! Znowu! Ja już nie dam rady z kolejnymi!
- Panie Janie, co się stało?
- Koty kolejne mi ktoś podrzucił! Pięć naliczyłem, w stodole są. Miałem jeszcze trochę jedzenia, które mi pani ostatnio przywiozła to im dałem, ale nie mam za wiele... Ja nie mam na kastrację, na wiosnę będę miał stadko... Pani kupi im saszetki, ja zwrócę jak dostanę rentę, bo na razie nie mam...

To cały Pan Jan. Nie przegoni, nie wyrzuci, nakarmi, choćby sam miał ostatnią kromkę chleba albo zakup jedzenia dla psów oznaczał brak wykupienia leków.
Od lat staramy się, żeby jednak nie musiał dzielić się ostatnią kromką i, żeby recepty i leki miał zawsze na czas. Z resztą wiemy, że wśród Was wciąż ma swoich "Mikołajów", którzy już bez naszego udziału przywożą lub przysyłają jedzenie dla niego i zwierzaków.
Kotów faktycznie jest 5. Dwa dorosłe i 3 maluchy.
Musimy pomóc Panu Janowi, wyłapać stadko, wykastrować, zaszczepić, zaczipować, przebadać, zrobić testy fiv/felv i... najlepiej byłoby im znaleźć domy.
Pan Jan, mimo że o kastracji wiedział już, zanim się poznaliśmy, to niestety nigdy nie uzbierałby na kastrację całego stada. Na razie podzieliłyśmy się kocią karmą, żeby Pan Jan miał czym karmić podrzutki.
Teraz pozostaje nam prosić Was o wsparcie. W ciągu wakacji wykastrowałyśmy kilkanaście kocich stad. Teraz planowałyśmy chwilę spokoju, by skupić się na szukaniu domów dla tych kotów, które nie wróciły w miejsce bytowania.
Ale życie ma swoje plany a my nie możemy zostawić starszego schorowanego człowieka z kotami, których ktoś postanowił się pozbyć.
Prosimy, pomóżcie nam ogarnąć stadko Pana Jana!
Ładuję...