Połamaniec i Historia Kociej Mamy

9 dni do końca
Wsparło 6 osób
85 zł (5,66%)
Brakuje jeszcze 1 415 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 3 Kwietnia 2019

Zakończenie: 3 Lipca 2019

W każdej współpracującej z Kocią Mamą lecznicy wisi plakat z kolorowo-szarym kotem, stoi puszka na datki, leżą reklamowe ulotki. Opiekunowie potrafią wyciągać z tego właściwe wnioski w sytuacjach kryzysowych.

Tym razem alarm w środku dnia. Pani nie bardzo wiedziała, czy najpierw przepraszać, że nie respektuje informacji zawartej na stronie odnośnie kontaktów z szefową, czy od razu przedstawić problem. Z reguły petentów odsyłam do konkretnej wolontariuszki, bowiem są granice i mojego wolontariatu, tym razem jednak zrobiłam wyjątek i weszłam w kompetencję Moniki. Skłoniły mnie do tego forma i sposób przedstawiania problemu.

– Droga Pani – zaczęłam bardzo stanowczo – wysłucham Pani prośby, ale mam warunek:  odpowiada Pani wyłącznie na moje pytania, pomijamy wszystkie inne wątki, jestem teraz w pracy, skoro mam pomóc, proszę tylko o konkrety.

Wybiłam ją z rytmu opowieści o wszystkim. Opiekunowie czasem zachowują się kompletnie nieracjonalnie. Niby dzwonią o pomoc dla kota, ale nie skupiają się na tym, jak wspólnie działać, by ogarnąć problem, a zamiast tego dążą w pierwszej kolejności do wystawienia sobie laurki jak to cudnie, oddanie i z przejęciem opiekują się swoim stadem.

Pamiętajmy, że Fundacja jest od tego, by pomagać, ratować, operować, leczyć. Nam nie trzeba tłumaczyć naszych obowiązków, ale zanim udzielimy wsparcia, musimy przede wszystkim zadać kłopotliwe z pozoru pytania, by wyeliminować przejmowanie za inne organizacje należących do nich zobowiązań. Bywało, że osoby działające w innych organizacjach, w przypadku konieczności operacji czy kosztownego leczenia, zgłaszały się o wsparcie do Kociej Mamy tłumacząc się, że ich organizacja nie posiada stosownych środków. Nie interesuje mnie motywacja przynależności i trwania w źle zarządzanej organizacji, każdy wybiera dla siebie najlepszą formę wolontariatu, ale nie mam zamiaru przejmować zobowiązań innych. I pełnić funkcję parasola pomocowego dla tych, którzy nie potrafią zadbać o powołane przez siebie organizacje. Od tego stanowiska nigdy nie odstąpię. Za bardzo szanuję niesłychaną pracę moich wolontariuszek i ich troskę o budżet na pomaganie kotom.

Kot zwany Pieszczochem dokarmiany był na Osiedlu Mireckiego. Do tej pory nie wyrażał chęci socjalizacji, ale nie uciekał przed opiekunką w popłochu. Pewnego dnia zaczął kuleć. W lecznicy stwierdzono, oprócz kociego kataru i złego stanu uzębienia, konieczność operacji złamanej łapki. Do tego Pieszczoch nie był kastratem, więc i ten zabieg został zasugerowany. Koszty zabiegu, hospitalizacja i wszelkie przygotowania przerosły możliwości finansowe pani, która do tej pory nie była związana z żadną organizacją. Kiedy była z kotem w lecznicy i siedziała w kolejce, zobaczyła plakat fundacyjny - dostrzegła szansę. Droga słuszna, wręcz zrozumiała. Szybko zawarłyśmy porozumienie: podzieliłyśmy się kosztami. Fundacja przejęła finansowanie operacji i kastracji, a pani resztę okołooperacyjnych kosztów. Ponadto uzgodniłyśmy, że opiekunka podpisze z Fundacją umowę adopcyjną na tego właśnie kota. Ustalenie tego zajęło mi, to bagatela, niecałe pół godziny, wliczając weryfikację interwencji z lecznicą. To również rutynowe działanie, konsultacja z lekarzem prowadzącym kota.

Każdy, kto zechce wspomóc kota, kto docenia skalę pracy Kociej Mamy i opiekę, jaką zapewniamy tym, w sumie najtrudniejszym kotom, może przekazać drobny datek. Dziękujemy!

Pomogli

Ładuję...

Organizator
8 aktualnych zbiórek
75 zakończonych zbiórek
9 dni do końca
Wsparło 6 osób
85 zł (5,66%)
Brakuje jeszcze 1 415 zł
Wesprzyj