Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Drodzy Darczyńcy, bardzo Wam dziękujemy - udało nam się spłacić wszystkie faktury, które tutaj przedstawiliśmy. Bez Was nie dalibyśmy rady. Jesteście niesamowici, hojni, a Wasza pomoc jest bezcenna.
Jesteście Wspaniali!
To, z jakim wsparciem się spotykamy z Waszej strony, jest czymś absolutnie niesamowitym. Ogromnie dziękujemy za Wasze wpłaty, za dobre słowo, za pamięć.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie tak powinno wyglądać ratowanie braci mniejszych w naszym kraju, ale póki co jest jak jest. A dzięki Wam my możemy działać, ratować kolejne kocie życie, tak po macoszemu traktowane przez system.
Każda złotówka wpłacona na tę zbiórkę to złotówka wydana na leczenie któregoś z naszych podopiecznych, na ulżenie im w bólu, na terapię chorób przewlekłych, na diagnostykę lub wreszcie profilaktykę. I chociaż nie ma Was z nimi w tych lecznicach podczas badań i wizyt, to jednak jesteście głównymi sprawcami tego, że mogą otrzymać specjalistyczną pomoc.
I my i one dzięki Wam możemy z nadzieją patrzeć w przyszłość. Jeszcze raz - DZIĘKUJEMY!!!

Drodzy, Wspaniali, Niezastąpieni Darczyńcy! Dzięki Wam spłaciliśmy zaległe faktury. Dziękujemy po stokroć! Minęły dopiero niecałe 3 miesiące, a finansowo jakby pół roku. Znowu jesteśmy zadłużeni w lecznicach na ponad 30 tysięcy...
Ratowanie kotów niestety nigdy nie jest od-do - zdrowy kot i nie trzeba wydać już ani złotówki na weterynarza. Tak jak u ludzi zdarzają się stany nagłe, stany przewlekłe. Nigdy nie mamy pewności, co przyniesie kolejny dzień... W maju pisaliśmy Wam o kilku kotach, które wymagały szczególnej uwagi i diagnostyki.
Pamiętacie białaczkowego Niuniusia, który miał problem z zębami? A chwilę wcześniej wygrał walkę z FIP-em, czyli z zakaźnym zapaleniem otrzewnej? Szykowaliśmy się wreszcie do zabiegu sanacji jamy ustnej. Ze względu na historię chorób Niuniusia zostało wykonane badanie krwi i kontrolne usg narządów wewnętrznych.

Niestety nie będzie zabiegu sanacji. Przy kotach białaczkowych zawsze mamy z tyłu głowy, że prędzej czy później u takich kotów pojawiają się nowotwory. Ale dlaczego teraz, kiedy niedawno wygrał walkę z ciężką chorobą? To takie niesprawiedliwe. Niuniuś ma zaawansowanego chłoniaka nerki. Staramy się, aby czas, który mu pozostał był możliwie szczęśliwy i bezbolesny.
Z kolei Modrzewka, którą przyjęliśmy w maju do kociarni, ma stwierdzone zewnątrzwydzielnicze zapalenie trzustki - musi być na specjalnej diecie i brać leki, których koszt wynosi ponad 500 zł/2 miesiące. Trudno nie wspomnieć, że diagnostyka Modrzewki i jej pobyt w lecznicy wyniósł prawie 4 tysiące złotych.

Mila, u której nagle pojawiły się ataki padaczki, po długiej i wnikliwej diagnostyce również ma już diagnozę - czerwienica prawdziwa, która jest rodzajem nowotworu krwi. Ta choroba jest na tyle rzadka, że można powiedzieć, że jest jak wygrana w lotto - tylko co to za wygrana.
Mila przechodzi terapię onkologiczną. Jak się domyślacie, wizyty i badania podczas dopasowywania dawki leku są kosztowne. Na samą diagnostykę, co Mili dolega, wydaliśmy również ok. 4 tysięcy złotych. Dobra wiadomość jest taka, że jest to nowotwór, z którym przy leczeniu, Mila może przeżyć kilka lat.

Toby, który wygrał z FIP-em, będzie za chwilę diagnozowany kardiologicznie, ponieważ po wysiłku dostaje ataków duszności. A to nie jedyne przypadki wymagające leczenia w naszej Fundacji.
Co możemy napisać? Nasze nastroje są koszmarne. Jedyna dobra informacja dotyczy Jeżynki - niedawno znalazła kochający domek! Jeszcze raz ogromnie dziękujemy, że możemy dzięki Wam ratować koty takie jak Jeżynka.
Drodzy, Wspaniali, Niezastąpieni Darczyńcy, czy możemy Was prosić o jeszcze trochę wsparcia? Od momentu założenia zbiórki otrzymaliśmy z lecznic jeszcze 2 faktury na łączną kwotę 18 312,81 zł.
Blisko 6 tysięcy wyniosło tylko ratowanie powypadkowej kotki Jeżynki (w tym zabieg osteosyntezy kości ramiennej). Kotka miała duszności, przewracała się, nie mogła utrzymać równowagi ani w pozycji siedzącej, ani stojącej, obracała się wokół własnej osi, a jej źrenice nie reagowała.
Miała złamaną prawą przednią łapę, oderwaną skórę z żuchwy i rozerwany język. Gdyby tego wszystkiego było mało, to okazało się jeszcze, że jest w ciąży. Myśleliśmy, że nie da się jej pomóc, bo była w bardzo złym stanie. Ale daliśmy jej czas. I Jeżynka wygrała życie.



Blisko 3 tysiące z tej kwoty to koszt diagnostyki i leczenia naszej podopiecznej Mili, która przebywa w jednym z naszych domów tymczasowych, i na samym początku marca miała atak padaczki. Najpierw zwymiotowała, potem 1-2 minuty leżała na podłodze i miała drgawki, a po tym wszystkim głośno wokalizowała, ze strachu, bo nie wiedziała, co się dzieje.
W lecznicy dostała lek przeciwpadaczkowy, pobraliśmy krew na profil padaczkowy oraz w kierunku toksoplazmozy.


To koszty m.in. 8 kastracji, ale też:
- leczenia naszego białaczkowego Niuniusia, który miał stan zapalny zębów,
- badania kontrolne Tobiego, który był w trakcie terapii fip-owej
- badania i leki Zefirka, u którego wyszła toksoplazmoza
- profilaktyka Modrzewki przed jej przyjęciem do kociarni
Niestety to także koszty leczenia Bolusia, którego nie udało się uratować. Myślałyśmy, że to tylko problemy jelitowe, ale na wszelki wypadek został w lecznicy. Niestety mimo badań, wdrożenia leczenia i profesjonalnej opieki Boluś odszedł. Wyniki sekcji, którą musieliśmy zlecić ze względu na inne koty z kociarni, są jednak niejednoznaczne.

Tak nam przykro, Bolciu, że nie zdążyłeś zaznać własnego domu i miłości człowieka, a jedyna rzeczywistość, którą znałeś, to była fundacyjna kociarnia.
Drodzy Darczyńcy, czy pomożecie nam w opłaceniu jeszcze tych dwóch faktur?
Faktury do wglądu w załączniku na zbiórce.
Jesteśmy zadłużeni w lecznicach na blisko 50 tysięcy złotych. Przed chwilą przyjęłyśmy kota bez łapki i kotkę po wypadku – weterynarze walczą o nią. Na pokładzie mamy w tej chwili 65 kotów w tym: 2 koty z przewlekłą niewydolnością nerek, 4 z białaczką, 1 nosiciel wirusa FIV, 1 kocurek kończy właśnie terapię na FIP, 2 koty dostają co miesiąc lek na stawy (1 dawka – 300 zł).




Przed samym sylwestrem nasze koty w kociarni dopadł okropny wirus. 7 kotów musiało być hospitalizowanych z gorączką, ostrą biegunką i wymiotami. Czuły się źle i musiały być pod obserwacją 24h. Na szczęście po kilku dniach leczenia wszystkie wróciły do zdrowia.



W styczniu w jednej części kociarni doszło do samozapłonu piecyka i zadymienia pomieszczenia. W wyniku czego 13 kotów trafiło do lecznicy – na podstawowe badania kontrolne i osłuchowe, czy nie ucierpiały płuca. Po dwóch dniach obserwacji mogliśmy odetchnąć z ulgą, bo żaden z kotów nie miał problemów oddechowych. Wszystko zakończyło się względnie szczęśliwie poza nieznacznymi zniszczeniami podłogi w kociarni. Po gruntownym sprzątaniu i kilkukrotnym ozonowaniu kociarnia wróciła już do użytku. Zainstalowaliśmy czujki dymu, gaśnice oraz kamery. Zleciliśmy również kontrolę instalacji elektrycznej.



W miarę możliwości wspieramy również w naszej okolicy karmicieli kotów wolno żyjących i przede wszystkim finansujemy kastracje tych kotów, w przypadku wyczerpania się dofinansowań w gminach lub przy braku takich dofinansowań.


Jednak w tej chwili nie mamy środków na spłaty zaległości w lecznicach, a co dopiero na pomoc kolejnym kotom. Zaraz zacznie się sezon kocich ciąż i ratowania kociąt z kocim katarem – bo tak jest co roku. Ponadto sezon porzuceń i wypadków.


Dzięki charytatywnemu bazarkowi możemy kupować karmę i żwirek dla kotów. Spłata innych zobowiązań jest poza naszym zasięgiem.
Teraz niestety potrzebujemy Waszego wsparcia, by móc działać. Błagamy o pomoc!
Ładuję...