Po piąte - nie zabijaj

Wsparły 1 104 osoby
19 523 zł (219,36%)
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 07 Sierpnia 2018

Zakończenie: 07 Listopada 2018

"Bądź człowiekiem pośród stworzenia..."

Niedzielne przedpołudnie, upalny dzień… Wielu Polaków modli się na mszy świętej, wśród kościołów przechodzą tłumy ludzi. Obok jednego z nich w jednej z podlubelskich wsi leży pies, nie podnosi się, oddycha z trudem, miejscami przerzedzona skołtuniona i zalepiona brudem sierść odkrywa zaczerwienienia na brzuchu i wewnętrznych powierzchniach ud, wśród niej kłębią się liczne pasożyty. Pies jest słaby, osowiały.

W kościele msza. Kilkadziesiąt osób, może więcej mijało to stworzenie wchodząc do kościoła. Nikt nie zareagował. Kilkunastoletnia dziewczyna, przejazdem przebywająca w tej miejscowości, uczestniczy wraz z rodziną w mszy, nie może jednak skupić myśli podczas nabożeństwa...

Wchodząc do kościoła, zauważyła leżącego wycieńczonego psa. Sama nie potrafi mu pomoc. W rozmowie telefonicznej i na podstawie nadesłanych zdjęć i filmików ustaliliśmy, że pies może być w stanie zagrożenia życia.

Bez chwili zastanowienia udajemy się na miejsce. Szukamy psa w okolicy Parafii, gdzie się wcześniej znajdował. Niestety, ani śladu. Podczas poszukiwań dopytujemy okolicznych mieszkańców o los zwierzęcia. Kto go zna? Do kogo należy? I tu jesteśmy zszokowani! Znają wszyscy!

Wszyscy określają stan psa, jako zły i potwierdzają, że pies żyje wolno, bez stałego miejsca zabezpieczającego go przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, jednak trzyma się terenu Parafii, ponieważ... Od wieku szczenięcego należał do księdza, który ponad rok temu odszedł na emeryturę i wyprowadził się z Parafii. Według napotkanych przez nas osób, ów ksiądz zostawił go, nie powierzając nikomu nad nim opieki!

Obecny miejscowy proboszcz potwierdza w rozmowie z nami powyższe informacje i absolutnie nie poczuwa się do zapewnienia psu jakiejkolwiek opieki, tym bardziej weterynaryjnej. Mówi, że przecież „nie będzie go łapał, bo gdyby pies miał budę, był uwiązany…” Pytamy, czy pies agresywny? Odpowiedź brzmi „nie”.

Przecież pies sam sobie budy nie postawi! Pies budy nie ma, korzysta z dziur w ścianie stodoły, aby się schronić przed deszczem czy mrozem. Przed plebanią stoją dwa naczynia brudnej wody. Proboszcz przyznaje, że to on wystawił je psu oraz że daje mu jeść – czasami…. Od mieszkańców wsi dowiadujemy się również, że pies był dokarmiany przez uczniów i pracowników szkoły podstawowej w czasie roku szkolnego, ale teraz wakacje.

Mamy dość informacji na temat sytuacji psa, kontynuujemy poszukiwania. Jest! Stan tragiczny! Pies dużej rasy, starszy, wyniszczony, wychudzony, słaniający się na nogach, brudny, ze skołtunioną sierścią, cuchnący. Serce pęka, rozum nie ogarnia, łzy cisną się do oczu.

Jak się dowiedzieliśmy, pies nigdy nie chodził na smyczy. Mimo, że jest podobno łagodny w kontaktach z ludźmi, resztką sił reaguje agresywnie na próbę schwytania, założenie obroży, włożenie do klatki transportowej. Determinacja nie pozwoliła nam się poddać. Jedynym sposobem na pomoc jest natychmiastowe przewiezienie do kliniki weterynaryjnej.

Podróż autem minęła spokojnie. Odwodniony, wycieńczony pies spokojnie pozwolił się zbadać lekarzom, jednak cierpienie widoczne w jego oczach łamie nam serca.
 
Nikt z miejscowych osób nie reagował. Jak się okazało po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego, pies został porzucony ponad rok temu. Podobno 2 tygodnie biegał rozpaczliwie po wsi po wyprowadzce właściciela. Potem się poddał i żyjąc na terenie Parafii cierpiał z rozpaczy, sędziwego wieku, chorób, niedożywienia i samotności.

Skąd taka znieczulica u ludzi? Pies dokarmiany przy szkole! Gdzie odpowiedzialność nauczycieli i rodziców, choćby w aspekcie bezpieczeństwa dzieci? Jak się ma ta sytuacja do wiary w Boga? Czy w tej Parafii dekalog św. Franciszka jest nieznany? Oto jego fragment: 
1. Bądź człowiekiem pośród stowerzeia, bratem między braćmi.
2. Odnoś się z miłością i czcią do wszystkich istot stworzonych.

Pies przebywa w całodobowej klinice, jest w trakcie diagnostyki. Prosimy o wsparcie finansowe dla tego skrzywdzonego stworzenia. Jego pysk emanuje smutkiem i rozpaczą. Oczy przepełnione żalem i rezygnacją. Nie wiemy, co bardziej go wyniszczyło, tęsknota, czy stan fizyczny. Pierwsza doba w klinice to kwota rzędu niemal 900 zł (!) Dla nas nie do przebrnięcia! Rozpaczliwie prosimy w jego imieniu o pomoc!

[Aktualizacja 11.08.2018]

W dniu, kiedy Atos vel Benek do nas trafił był osowiały, osłabiony, odwodniony, niewstający. Sierść miejscami przerzedzona, matowa, z kołtunami z wplątanymi fragmentami roślin, o obniżonej elastyczności ukazywała zaczerwienienia na brzuchu i wewnętrznych powierzchniach ud. Na skórze ujawniono liczne pchły i ich odchody, liczne zabrudzenia. Zwierzę musiało zostać w całości ogolone.

Kanały słuchowe wypełnione były wydzieliną ciemno-brązową, cuchnącą – zapalenie. Na zębach obecny kamień nazębny, usunięto niestabilnego trzonowca, który utrudniał psiakowi pobieranie pokarmu. W kale pojawiły się liczne pasożyty.

Niestety, po wykonaniu RTG ujawniono śrut w klatce piersiowej, na szczęści nienaruszający organów wewnętrznych. Jedno z jąder ma niepokojące zmiany – wg. lekarzy należałoby wykonać kastrację, jednak ze względu na obecny stan Atosa, poddanie go zabiegowi przeprowadzonemu pod narkozą równałoby się ze śmiercią.

U Atosa stwierdzono również niedoczynność tarczycy oraz bardzo głęboką anemię. Ze względu na niedokrwistość rozważana jest transfuzja oraz pobranie szpiku – w tym drugim przypadku działanie niestety znowu staje się niemożliwe, gdyż byłby to kolejny powód do przeprowadzenia zabiegu pod narkozą.

Dzisiaj stan Atosa jest stabilny. Psiak dodatkowo ma problemy z poruszaniem, które spowodowane są spondylozą. Atos nadal przebywa w całodobowej klinice. Być może wkrótce mógłby ją opuścić pod warunkiem, że zostanie pod stałą kontrolą lekarzy.

Atos źle się czuje w szpitalnym boksie. Chłopak całe życie spędził biegając po wsi wolno, zatem najlepszym wyjściem w sytuacji byłby dom w Lublinie, u kogoś o wielkim sercu, kto byłby w stanie podarować mu kawałek kąta w przydomowym ogrodzie. Psiak, który, jak wynika z relacji świadków, całe życie „żył wolno” nie odnajdzie się w mieszkaniu. Jeśli ktoś z Państwa byłby w stanie zagospodarować mu przestrzeń u siebie na posesji byłby przeszczęśliwy.

My, jako fundacja, zapewnimy mu opiekę medyczną, karmę i budę. Fundacja EX LEGE nie posiada schroniska, dlatego też wszyscy nasi podopieczni przebywają w domach tymczasowych u wolontariuszy. Szukamy zatem domu tymczasowego dla Atosa, najlepiej na terenie Lublina lub najbliższych okolic, który zapewni mu komfort życia.

Drodzy, tutaj, przepełnieni wzruszeniem, pragniemy podziękować serdecznie za wsparcie finansowe dla Atosa vel Benka! Na zbiórce wsparło Atosa już ponad tysiąc osób! <3

Codziennie odbieramy dziesiątki telefonów od osób z całej Polski(!), których poruszył los psiaka. Dzwonią zarówno kobiety, jak i mężczyźni, słyszymy w słuchawce głęboko poruszone głosy, czasami płacz, który nie pozwala rozmówcom wypowiedzieć kolejnych słów, padają słowa uznania i pozdrowienia dla Atosa, rozmowy toczą się przy zaciśniętym gardle. Dziękujemy, że jesteście z nami!

Pomogli

Ładuję...

Wsparły 1 104 osoby
19 523 zł (219,36%)
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość