Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Mamy dla Was kolejną historię z happy endem! 7 godzin szukania, czyli chodzenia, wypytywania, obserwowania i tracenia nadziei.
Zgłoszenie było proste - na przystanku w Staroźrebach od dłuższego czasu pojawiała się sunia. Wszyscy znali ją i jej plan dnia - o 6 rano jest pod sklepem mięsnym, później pod pizzerią. Tam wspaniałe kobiety dbały o nią najbardziej! Wszyscy mieszkańcy ją dokarmiali, zostawiali wodę i martwili się o nią.
Tylko że ona nigdy nie zostawała na długo. Brała jedzenie i znikała, bo jej listwa mleczna pokazywała jasno, że gdzieś były dzieci. Niestety, mikt nie wiedział gdzie.
Przez długie godziny próbowaliśmy odkryć jej sekret. Jak tylko myśleliśmy, że to już zaraz, to gubiliśmy trop. Już kilka razy byliśmy przekonani, że dziś się nie uda. Aż w końcu…
Jak zawsze Judyta zauważyła coś, co inni przeoczyli. Pod stertą gałęzi, w miejscu, do którego nikt by nie zajrzał. W pułapce pełnej ostrych patyków i zagrożeń… Właśnie tam były te rozkoszne puchate maluchy! Były tak schowane, że mogły zrobić sobie krzywdę na tysiąc sposobów, ale zdążyliśmy.
Cała rodzinka jest już bezpieczna! Mama nie będzie już musiała codziennie przemierzać okolicy w poszukiwaniu jedzenia. Wszyscy jadą po nowe życie.
Dziękujemy każdemu, kto nie odwrócił wzroku, kto dokarmiał, obserwował i próbował pomóc. To właśnie dzięki takim ludziom ta historia kończy się szczęśliwie.
Ładuję...