Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Nie wiemy, jak napisać ten tekst, żebyście poczuli choć część tego, co czujemy my.
Paraliżuje nas strach o przyszłość azylu i jego mieszkańców. Bo po raz pierwszy od powstania tego miejsca naprawdę nie wiemy, czy damy radę. Przyjaciel Zwierz powstał dla tych, o których świat najczęściej zapomina.


Dla zwierząt starych. Chorych. Niepełnosprawnych. Skrzywdzonych. Tych, które nie mają swojej „medialnej historii”, tłumu obserwujących i setek osób gotowych natychmiast zapłacić za ich ratowanie. Nie wybieramy zwierząt dlatego, że łatwo je uratować. Wybieramy je dlatego, że potrzebują pomocy. Zwierzęta niewidzialne, lub zbyt zwyczajne dla internetowych algorytmów.

Schorowany dziadzio Tadzio trafił do nas, prosto z kliniki. Zamieszkał z nami, aby dostał namiastkę domu i indywidualną opiekę.

Hugo został uratowany przez zamarznięciem podczas akcji mrozy, jest psim seniorem. Azyl stał się jego domem.
Przyjmujemy zwierzęta z interwencji, które szukają bezpiecznego miejsca, ale też takie których właściciele nie byli już w stanie zapewnić im opieki i prosili o przyjęcie ich do nas. Opieka nad nimi często jest trudna, wymagająca, czasochłonna czasem wymagająca całodobowego czuwania.

Trafiają do nas zwierzęta zaniedbane, chore lub z koszmarnych warunków.

Źrebica Basia, 11 miesięcy życia spędziła w niewyobrażalnym brudzie na obroży i łańcuchu przykuta do ściany obory.

Basia przed przyjazdem do azylu

Wystarczyło kilka miesięcy, aby Basia bardziej zaufała, ale i przeszła ogromną metamorfozę. Odpowiednia dieta, suplementy i warunki utrzymania zrobiły swoje. Basia dziś jest nie do poznania!
Ostatni czas przyniósł nam również walkę o konie na zupełnie innym froncie. Zaangażowaliśmy się w działania prawne związane z systemowymi nadużyciami wobec koni na wyścigach. W prokuraturze toczą się dwa postępowania dotyczące znęcania się nad końmi na wyścigach konnych. Jedno dotyczy okrutnej praktyki wiązania niektórym koniom języków na czas trwania gonitw.

Wiązanie języka do żuchwy konia zakazane jest nawet w regulaminie wyścigów konnych, określonym w rozporzadzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Ta walka ma swoją cenę. I nie jest nią tylko obciążenie finansowe. Odebrała nam także spokój. Mierzymy się z hejtem, presją, a ostatnio również z telefonami z pogróżkami. Od początku roku mierzymy się również ze skutkami zatrucia zwierząt sianem, w którym najprawdopodobniej znajdowała się toksyna. Leczenie zwierząt i ich hospitalizacja to ogromne koszty, z którymi do dziś musimy się mierzyć, bo zbiórki nie zamknęły się, więc zostaliśmy z ogromnymi długami.

Walka o życie Tymusia

Eve w oczekiwaniu na transport do szpitala

Badanie byczka Gumisia
Spirala długów coraz bardziej nakręcała się, tym bardziej że razem z leczeniem straciliśmy również zapas siana, który kupiliśmy z wyprzedzeniem na cały sezon. Siano, które mogło mieć związek z zatruciem, zostało wycofane Straciliśmy więc nie tylko pieniądze wydane na leczenie. Straciliśmy również ogromny zapas paszy, za który już wcześniej zapłaciliśmy.
Przyszły wakacje a wpływy nie wystarczały, żeby pokryć tego, co wydarzyło się przez kolejne miesiące. I właśnie dlatego dzisiejsza sytuacja jest tak dramatyczna. To efekt miesięcy walki z konsekwencjami chorób, utraty zapasu paszy, leczenia i kosztów, których nie mogliśmy przewidzieć.
Teraz przyszedł kolejny cios. Ostatecznie zepsuł się samochód, którego nie da się już naprawić.

To może wydawać się drobiazgiem, ale dla Azylu samochód jest narzędziem codziennej pracy. Azyl nie miał własnego samochodu. Zwierzętom służyło nasze prywatne auto. To nim jeździliśmy do klinik. Po odbiór zwierząt. Po paszę. Po pomoc. W sprawach związanych z ratowaniem i prowadzeniem Azylu. Przez kilkanaście lat prywatny samochód był po prostu samochodem dla zwierząt. Dzisiaj go nie ma.
Kolejny element, który przez lata działał dzięki temu, że dokładaliśmy wszystko, co mieliśmy prywatnie, właśnie się skończył. A mimo tego…nie powiedzieliśmy: „nie możemy”. Kiedy inni odmówili, kiedy nie było chętnych, przyjęliśmy 43 kury z koszmarnej interwencji, która ujawniła dramat przebywających na posesji zwierząt. Nie potrafiliśmy powiedzieć, że skoro mamy problemy, to ich cierpienie przestaje być naszym problemem.


Ciała martwych ptaków porozrzucane były po całej posesji.

Kory miały chore oczy, ich stan był na tyle poważny, że pozostałości po gałkach ocznych musiały zostać usunięte chirurgicznie
Przyjęliśmy również cierpiącego, konia z nowotworem. Nie po to, żeby obiecywać cud. Nie po to, żeby przedłużać jego cierpienie za wszelką cenę. Przyjęliśmy go po to, by mól odejść za tęczowy most i przestał cierpieć. Pomimo wsparcia kilku osób i ta akcja pozostawiła za sobą dług.


Ale Przyjaciel Zwierz to miejsce, które powstało po to, żeby pomagać tym, dla których często nie ma już żadnej innej możliwości. Tylko że dzisiaj sami znaleźliśmy się w sytuacji, w której potrzebujemy, żeby ktoś pomógł nam.
Dzisiaj to my musimy powiedzieć: POTRZEBUJEMY RATUNKU.
Wakacje przyniosły dramatyczny spadek darowizn. Koszty utrzymania ponad setki zwierząt nie spadły. Wręcz przeciwnie. Mamy zobowiązania wobec weterynarzy i kowala. Nasze konto jest praktycznie puste. Ponad 100 istnień. Ponad 100 historii. Ponad 100 powodów, dla których nie możemy się poddać.




Ale sami już tego nie udźwigniemy. Dlatego dzisiaj prosimy Was nie o rozwój Azylu. Nie o nowe ogrodzenia.
Błagamy o przetrwanie. O to, żeby w najbliższych tygodniach było za co kupić siano i paszę. Żeby spłacić weterynarzy by nadal leczyli nasze zwierzęta. Żeby starczyło na jedzenie.

Koziołek Goofie i niepełnosprawna kózka Gpoofinka - "odpady" hodowlane. Miejsce w azylu zapewniło im bezpieczne życie.

Nasz niewidomy staruszek Krecik witający gościa w azylu Każda wpłata ma znaczenie. Nie musisz uratować całego Azylu. Pomóż nam uratować jeden kolejny dzień... Prosimy. Pomóżcie nam przetrwać.
❤️ Przyjaciel Zwierz
Ładuję...