Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Drogie i Drodzy,
są w naszej pracy chwile, które zatrzymują oddech — nie krzykiem, lecz cichym, głębokim zdumieniem nad tym, jak wiele może uczynić wspólnota ludzi wrażliwych.
Po raz pierwszy od 2018 roku udało nam się przekroczyć 100% celu i uzbierać ponad 25 tysięcy złotych. To nie jest tylko liczba. To świadectwo, że w świecie pełnym chaosu i rozedrgania istnieje jeszcze przestrzeń, w której dobro ma swój ciężar i sens.
Dzięki Państwa wsparciu możemy spłacić nasze długi — te najtrudniejsze, te spędzające sen z powiek — i opłacić żwirek zarówno zaległy, jak i ten na cały grudzień, tak potrzebny naszym stworzeniom, które często mają już za sobą zbyt wiele bólu i samotności.
Profesor Mikołejko pisał, że „świat składa się z istot kruchych, a prawda o nas samych objawia się dopiero w trosce o nie”.
I my tę prawdę widzimy dziś wyraźnie. To Państwo pozwalają nam podnosić te kruche istnienia z miejsc, w których nigdy nie powinny się znaleźć.
Dziękujemy z całego serca.
Za wiarę.
Za powtarzalność dobra.
Za to, że nie odwracacie wzroku.
Wasze
Koty Prezesowej
Drogie i Drodzy,
w świecie, w którym każde słabsze istnienie zdaje się drżeć na krawędzi ludzkiej obojętności, Wasze gesty są jak ciepłe światło podane w dłoniach. Dzięki Wam mogłyśmy uregulować zaległości w Vet Med oraz zapłacić za żwirek — ten najprostszy, a przecież tak fundamentalny ślad troski o stworzone życie. Załączamy potwierdzenia, bo szanujemy Waszą obecność, Wasze zaufanie i wiarę, że dobro może być przejrzyste.
To także dzięki Wam trzy dni temu mogłyśmy wykonać dwie sanacje zębów, zdejmując z cierpiących pyszczków ciężar bólu, który — jak mówiłby Profesor — potrafi kształtować całe kocie istnienie w milczeniu.
I dzięki Waszym otwartym sercom możemy teraz przygotować endoskopię polipa u ucha Teodora. To drobny zabieg w ludzkiej perspektywie, a dla niego — kociego filozofa naszych codziennych trosk — może być otwarciem na świat wolny od dyskomfortu i niepokoju.
W takich chwilach naprawdę widzimy sens: że każde stworzenie, nawet najbardziej zranione, może stać się opowieścią o odzyskiwaniu godności. A my możemy być jedynie tymi, które tę opowieść niosą — razem z Wami.
Dziękujemy, że jesteście.
Dziękujemy, że wierzycie, że warto.
Wasze
Koty Prezesowej





Rudolf odszedł w sposób, który nie ma początku ani końca — jakby wysunął się z tego świata bokiem, po cichu, zostawiając po sobie jedynie lekki przeciąg i kilka pytań, na które nikt już nie odpowie.
Nie wiemy, dlaczego. Nie wiemy, gdzie przebiega ta cienka granica, po której zwierzę zaczyna się oddalać, choć jeszcze patrzy w oczy.
Wiemy tylko, że próbowałyśmy. I że to czasem nie wystarcza.
Koszt tej walki — około 1800 złotych — leży teraz przed nami jak otwarta księga, której nie da się zamknąć jednym gestem.
Dziękujemy Wam za to, że udało się zebrać 14 tysięcy złotych. Dzięki temu mogłyśmy opłacić stary, zaległy rachunek z Vet Med — ten, który ciążył nam jak kamień w kieszeni, przypominając o kolejnych tygodniach, kiedy wszystkiego było za dużo: bólu, kosztów, strachu o następne dni.
A jednak życie kotów toczy się dalej.
One nie wiedzą, czym jest śmierć, zaległość, faktura. Wiedzą tylko, że potrzebują czystego żwirku, miski i ciepła.
A my, choć zmęczone stratą Rudolfa, musimy patrzeć naprzód.
Zostały nam dwie faktury za żwirek — zaległe za dwa poprzednie miesiące, a teraz dochodzi trzecia, bieżąca. Sterty worków, z których każdy to codzienność kolejnych istot, które zostały i które się jeszcze nie poddały.
Czasem mam wrażenie, że ten dom kotów oddycha razem z nami: drży, kiedy tracimy jednego z jego mieszkańców, i uspokaja się, kiedy uda się spłacić choć jedną zaległość.
Jeśli możecie — pomóżcie nam zamknąć te ostatnie rachunki.
Robimy, co możemy, ale bez Was świat tych najmniejszych i najcichszych rozsypałby się jak domek z kart.
Dziękujemy, że trzymacie z nami ten kruchy, zmienny, a jednak uparty świat kotów.
Dzięki Wam trzyma się jeszcze na ciepłym, żywym fundamencie.
AKTUALIZACJA — podnosimy kwotę zbiórki do 20 000 zł
Szanowni Państwo, w teatrze naszego codziennego absurdu zaszła kolejna zmiana dekoracji. Gdy już wydawało nam się, że znamy wszystkie akty i sceny, życie dopisało nowy rozdział – i to taki, który Gombrowicz nazwałby „formą przekraczającą formę”, a Mrożek po prostu… dramatem z elementami kabaretu. Przybyły nowe faktury.

Oczywiście — za koty. Za te z panleukopenią z cmentarza, które ktoś przywiózł, wstawił, odsapnął i zniknął jak postać poboczna w sztuce o wspólnym sumieniu.
W tym tygodniu dołączy Rudolf – przerzucony przez furtkę niczym paczka inPostu, tylko że z panleukopenią, osłabieniem i strachem zamiast kodu odbioru. Czy przeżyje? Nie wiemy. Wiemy jedno: będzie faktura. A jakby tego było mało – nasi rezydenci ze stałego składu aktorskiego, ci, którzy od lat grają role „tych niechcianych”, właśnie szykują się do kolejnego przedstawienia: ekstrakcji zębów, leczenia, badań. Reżyserem spektaklu jest biologia, scenografem — rachunek.
Dlatego podniosłyśmy kwotę zbiórki do 20 000 zł. Nie dlatego, że jesteśmy rozrzutne. Nie dlatego, że lubimy dramatyzm. Ale dlatego, że absurd ma to do siebie, że — jak u Mrożka — stale się rozrasta, napompowany realnością, z którą nie da się negocjować.
Prosimy o wsparcie.
Nie w imię patosu, ale w imię czystej logiki:
- koty potrzebują leczenia.
- Leczenie kosztuje.
Gmina nie płaci. Paragraf nie pocieszy. A my — jeszcze walczymy.
Są takie słowa, które zbyt często pozostają na papierze: obowiązek, odpowiedzialność, gmina. U nas te słowa mają twarz kotów:
Władziu umarł nam na rękach — żołądek zatrzymał się jak urząd, temperatura spadała jak empatia w budżecie. 1 000 zł długu po życiu, które gasło jak zdmuchnięty znicz.
Grzesiu - 1 listopada na grobie. Cisza pełna wyrzutów sumienia, ale nie tych, które mają pieczątki. Szajba i Calvados
przeżyli panleukopenię, teraz walczą o każdego dnia więcej (o oko, o oddech, o sens). Już 4 000 zł, a będzie więcej, bo choroba nie zna terminarza finansowego.
I do tego wszystkiego: dług za wcześniejsze leczenie 15 000 zł, żwirek — zwykły, potrzebny, tak mało poetycki — 4 600 zł. Razem: ponad 20 000 zł, czyli cena przyzwoitości w tym kraju. Gmina odpowiada jak bohater z komedii absurdu: „Brak możliwości.” Ale śmierć nie zna „braku możliwości”. Choroba nie czeka na nowy rok budżetowy. Kot nie ustawia się w kolejce po uchwałę.
To my płacimy, bo oni nie mogą. To koty cierpią, bo ktoś nie czuje. To Wy jeszcze możecie przerwać ten absurd. Nie chcemy cudów. Nie chcemy fanfar. Nie chcemy orderów za odwagę. Chcemy tylko tego, co najprostsze i najbardziej ludzkie: nie zostawiać słabszych na później. Bo później bywa za późno. Władziu już o tym wie.
Jeżeli możesz — wpłać. Jeżeli nie możesz — udostępnij. Jeżeli patrzysz — pomóż zobaczyć innym. Bo przyzwoitość zaczyna się tam, gdzie kończy się pismo z odmową.
KOTY ODPOWIADAJĄ BURMISTRZOWI CALVADOS:
Szanowny Panie Burmistrzu, panleukopenia nie zapytała mnie o plan finansowy 2024. Przyszła. I żre. Czy mogę prosić o „możliwość”?

SZAJBA:
Pisze Pan: „brak podstaw formalnych”. Moja podstawa to krew i gorączka. One nie mają formularza.
GRZESIU (pośmiertnie):
Zmarłem. Ale jeśli to Panu pomorze — umierałem bez świadomości planów budżetowych na przyszły rok.
W świecie, w którym codziennie mierzymy się z bólem, chorobą i bezsilnością, zdarzył się moment światła. Przyjechało do nas Radio Kolor, w ramach kampanii „Pomocna Łapa”, by powiedzieć jedno krótkie, a jakże ważne zdanie: „Widzimy was.”
Przywieźli karmę firmy Kares, dwa vouchery – na kampanię 1,5% i pomoc weterynaryjną od Zviropolis – i coś jeszcze: poczucie, że dobro nie jest abstrakcją. Że naprawdę istnieje.
Jak pisał prof. Zbigniew Mikołejko, „świat trwa tylko dlatego, że ktoś pochyla się nad słabszym”. A my pochylamy się codziennie – nad kotem, który przestał wierzyć w dotyk, nad życiem, które trwa tylko siłą czyjejś czułości. To wyróżnienie jest dla nas nie nagrodą, lecz chwilą oddechu – jakby ktoś zapalił świecę w naszym zmęczonym, kocim świecie i powiedział: „To, co robicie, ma sens.”
Apel o przyzwoitość — kiedy rachunek jest prawdziwszy od życia. W piśmie z Urzędu Miejskiego w Brwinowie czytamy: „Nie jesteśmy w stanie zwiększyć przydzielonych środków. Kot po zabiegu wraca w to samo miejsce, w którym żył”.
Tymczasem my codziennie wracamy z lecznic z kotami, które nie miały już dokąd wracać. Z panleukopenią, z zapaleniem ropnym płuc, z ostrą niewydolnością nerek. Dwumiesięczne, trzymiesięczne, często w stanie agonalnym. To nie był nasz obowiązek — to był obowiązek gminy, zapisany w ustawie o ochronie zwierząt. Ale gdy urzędowe drzwi się zamykają, ktoś musi otworzyć swoje własne. Więc otworzyłyśmy.


Bo serce nie potrafiło przejść obok.
Bo rozum dawno przestał się kalkulować, kiedy trzeba było ratować życie.
Bo ktoś musiał.


I tak – dziś jesteśmy zadłużone po uszy. Nie dlatego, że chciałyśmy być bohaterkami. Tylko dlatego, że nikt inny nie zrobił tego, co powinien 📄 Stan zadłużenia (15 października 2025):
Vet Med Brwinów – 12 021,01 zł
BemowoVet – 8 403 zł Niutek oddzielna zbiórka
dr Kalinowska – 7 504,95 zł
Klinika Auxilium – 1 956 zł
Łącznie: 29 884,96 zł
Żwirek 2 miesiące po 2300 =4600 zł
Gmina Brwinów w budżecie na lata 2025–2027 zaplanowała 96 300 zł rocznie, czyli ponad 288 000 zł na trzy lata. A jednak odmówiła przyjęcia kotów chorych, tłumacząc, że to „ponad możliwości”. Nie przejęła nawet tych, które zgodnie z prawem powinna zabezpieczyć — chorych, rannych, zakaźnych. Nie jest prawdą, że koty wolno żyjące są przez nas wyadoptowywane wbrew procedurom. To gmina unika odpowiedzialności, bo nie chce płacić za przetrzymanie i leczenie kotów do momentu, aż mogą być bezpiecznie oddane do adopcji.



Cel zbiórki:
– spłata zadłużenia za leczenie kotów z Brwinowa i okolic,
– opłacenie dalszego leczenia chorych kotów (m.in.Posejdona,Gwiazdeczki, Sonik, Artemiday, Węgielka, Hamleta, Stefana bo te przeżyły),
– zakup leków, karm, żwirku i diagnostyki.
Potrzebna kwota: 30 000 zł + bieżące leczenie i żwirek 4500 zł
Nie prosimy o cud. Cud już się wydarzył — że wciąż walczymy. Prosimy tylko, by ktoś wreszcie dostrzegł, że nie da się ratować życia paragrafem. Bo kraj, w którym rachunek jest prawdziwszy od życia, to nie groteska. To codzienność.
Ładuję...