Część psów nie żyje, ratujemy pozostałe!

Zbiórka zakończona
Wsparły 1 573 osoby
22 422 zł (112,11%)

Rozpoczęcie: 08 Lipca 2018

Zakończenie: 01 Sierpnia 2018

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

W małej wsi pod Łodzią jest takie miejsce, gdzie serce ściska aż do bólu. 30 chorych, głodnych psów "żywcem zjadanych przez pchły".

Zwierzęta mają rany, strupy, wyłysienia. Możesz pomóc je wyleczyć.

W trakcie interwencji odkryliśmy na miejscu martwe szczeniaki. Reszta poukrywana w stertach śmieci szukała pożywienia...

Szczenięta były mocno zapchlone i miały potwornie wzdęte brzuchy, co wskazywało na silne zarobaczenie.

Wszystkie zwierzęta oprócz potężnego zapchlenia miały liczne wyłysienia, strupy i rany po pogryzieniach oraz mocno poprzerastane pazury.

Przed nimi długie i intensywne leczenie. Koszty tych działań są ogromne, większe niż planowaliśmy. Cały czas możesz pomóc w ratowaniu życia i zdrowia tych zwierząt. 

Prosimy o Waszą pomoc - by opłacić leczenie, transport,  utrzymanie, sterylizacje i kastracje

Psy pod Łodzią mieszkały w takich warunkach. Już nie raz udowodniliśmy, że chcieć to móc. Tak było i tym razem. Nie był dla nas problemem odbiór tak dużej liczby zwierząt. Dzięki Państwa wsparciu pomoc dociera do kolejnych zwierząt.

Kiedy weszliśmy na posesję,  zobaczyliśmy dramatyczną scenę. Psia mama z wyciągniętymi sutkami pochylona jest nad szczeniakiem, który od kilku godzin nie żyje. To ostatnie z jej dzieci. Reszta poumierała wcześniej. Pytamy właścicielkę dlaczego umarły? - Bo taka ich kolej - słyszymy w odpowiedzi. Martwego psa zabezpieczamy do badań. Musimy poznać przyczynę śmierci.

Ruszamy do kolejnych pomieszczeń w jakich mieszkają psy. 



Zwierzęta mieszkały w śmieciach, polowały na myszy i szczury. To warunki, w jakich żyły już wiele lat.

W śmieciach, w budynkach gospodarczych, na krowich łańcuchach...

Nikt wcześniej tu nie był. Nikt nie widział tragedii tych zwierząt. Wiele z nich było rannych, poprzywiązywanych na terenie do różnych sprzętów, przyczep czy przypalikowane do ziemi.



Są bardzo wystraszone, przy człowieku wciskają się w kąt, by tylko ich nie dotknął. Te na fotografii poniżej koczują pod wozem.

Właścicielka psów przyznała, iż umiera jej dużo zwierząt. Chowała kolejne zwierzęta, które przelewały się przez palce i bez nas wszystkich nie miały szans na ratunek. 

Przez kilka godzin walczyliśmy w trudnych warunkach, by odszukać poukrywane na terenie gospodarstwa psy i udzielić im pomocy. Zwierzęta zdziczałe, bojące się dotyku człowieka bardzo trudno będzie socjalizować. 


Aby udzielić pomocy wszytskim psom od ręki i ocalić je od tego piekła potrzebujemy ok. 660 zł dla jednego psa. To koszty sterylizacji (ok. 300 zł) odrobaczenia, odpchlenia (70 zł) opieki weterynaryjnej po odbiorze (ok. 250 zł) i transportu (ok. 40 zł dla jednego psa). Niestety przy tylu tak chorych psach koszty przerosną nasz oczekiwania. Błagamy Was o pomoc. Błagamy za tych, co sami o pomoc nie poproszą...

Pomogli

Ładuję...

Organizator
7 aktualnych zbiórek
33 zakończone zbiórki
Wsparły 1 573 osoby
22 422 zł (112,11%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość