Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Jesteśmy na granicy wytrzymałości... 💔 Od lat walczymy o każde życie. Leczymy, karmimy, kastrujemy, sprzątamy, jeździmy do lecznic, odbieramy telefony i wiadomości z prośbami o pomoc. Każdego dnia robimy wszystko, co jesteśmy w stanie.
Ale dziś naprawdę czujemy, że zaczynamy tonąć. Najbardziej boli nas jednak to, że coraz częściej same stajemy się celem. Kiedy nie jesteśmy już w stanie przyjąć kolejnego kota, słyszymy pretensje, że „przecież jesteście fundacją, więc macie się nimi zająć”. Coraz częściej czytamy wiadomości, że jeśli nie zabierzemy zwierząt, zostaną wyrzucone na pastwę losu. Dostajemy informacje, że dwutygodniowe kocięta zostaną oddzielone od mamy i „wystawione do adopcji”, jeśli natychmiast ich nie zabierzemy.
To są wiadomości, po których nie da się spokojnie zasnąć. A kiedy prosimy o pomoc w opłaceniu leczenia zwierząt, czytamy, że jesteśmy „żebraczkami”, że fundacja znowu tylko „dej, dej”. To bardzo boli. Bo my nigdy nie prosiłyśmy dla siebie. Nie prosimy o wygodne życie. Nie prosimy o urlopy ani wynagrodzenia.
Prosimy wyłącznie o szansę na leczenie tych zwierząt, których cierpienia nie potrafiłyśmy zignorować. Coraz częściej mamy poczucie, że jesteśmy karane za to, że pomagamy. Jakby odpowiedzialność za bezdomność wszystkich kotów spadła na trzy kobiety prowadzące fundację. A przecież bezdomność zwierząt nie jest problemem fundacji. Jest problemem całego społeczeństwa. To nie fundacje rozmnażają zwierzęta. To nie fundacje je porzucają. To nie fundacje doprowadzają do tego, że na świat przychodzą kolejne niechciane mioty. My każdego dnia próbujemy jedynie posprzątać skutki ludzkiej nieodpowiedzialności.
I coraz częściej zwyczajnie nie mamy już siły robić tego same. Nasze zadłużenie w lecznicach weterynaryjnych osiągnęło poziom, który nas przeraża. Otwieranie kolejnych faktur stało się źródłem ogromnego stresu. Od wielu miesięcy żadna z naszych zbiórek nie osiągnęła zakładanego celu, a koszty leczenia nie przestają rosnąć. Dziś jesteśmy w sytuacji, w której przyjęcie kolejnego chorego kota może oznaczać, że nie będziemy w stanie zapewnić mu leczenia. Bo jeśli lecznice odmówią nam dalszej pomocy na kredyt, zagrożone będą nie tylko nowo przyjęte zwierzęta, ale również wszyscy nasi obecni podopieczni.
A jest ich naprawdę wiele. Każdy z nich codziennie potrzebuje jedzenia, leków, badań i opieki. Dlatego dziś nie prosimy o litość. Prosimy o współodpowiedzialność. Jeżeli chcemy żyć w świecie, w którym chore i porzucone zwierzęta mają szansę na ratunek, nie możemy oczekiwać, że udźwignie to jedna fundacja czy garstka wolontariuszy. Dziś naprawdę potrzebujemy Waszej pomocy.
Każda wpłata, nawet najmniejsza, to nie jest dla nas „kolejna darowizna”. To kolejny dzień działania naszego azylu. To kolejna opłacona faktura. To kolejny kot, który usłyszy od lekarza: „zrobimy wszystko, żeby go uratować.” ❤️ Jeśli wierzycie w to, co robimy, błagamy – nie pozwólcie nam zostać z tym samym.
Ładuję...