Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kochani, z ogromną radością pragnę poinformować, że od dziś istnieje możliwość Wirtualnej Adopcji Śnieżynki TUTAJ.
Stan zdrowia klaczy jest stabilny. Obawialiśmy się, jak zareaguje na upały, dlatego ze strachem monitorujemy jej oddech (Śnieżynka nigdy nie będzie w pełni zdrowym koniem, lecz udało się wyregulować jej stan zdrowia do takiego stopnia, że aktualnie nie przyjmuje żadnych leków). Wszystko wskazuje na to, że 4 miesiące walki dały nader pozytywny efekt!

Dziękuję Wam!
Dziś Śnieżynka zbiera grosiki na siano - załadowaliśmy całą stodołę świeżo zebranym sianem w kostkach. Dzięki temu, że braliśmy siano "prosto z łąki" jego cena jest nawet o 2-3zł niższa niż ta, jaką trzeba będzie zapłacić za jedną kostkę zimą. Dlatego braliśmy wszystko, co nasi sąsiedzi skosili i mamy do zapłaty rachunek opiewający na 4500 zł.
Pomożecie?
Aga ze SzkapoStada
Mieliśmy nietypowego gościa. Zazwyczaj ktoś konie nam próbuje wcisnąć - tym razem gość pytał, czy sprzedajemy. Nie sprzedajemy, ale nawiązała się rozmowa. I nagle krzyk: ONA ŻYJE!
Patrzę na typa, bo może ma udar albo co. A ten powtarza: ONA ŻYJE!
Poczekałam chwilę. Pytam - kto żyje? NO ONA. aha...
Podeszliśmy do Śnieżynki. Gość opowiada, że miał ją kiedyś kupić, ale jak zobaczył, w jakim jest stanie, to zrezygnował. Było to kilka miesięcy temu.


Patrz, Śnieżynko, patrz na konie! Jeszcze tylko trochę lepiej się poczujesz i będziesz mogła z nimi biegać po dużym pastwisku!

Śnieżynka wbrew prognozom czuje się lepiej. Ma apetyt, dobry humor, sama decyduje, z którymi końmi ma ochotę spędzać czas. A my staramy się uchylić jej nieba...

Wiosenna aura zdecydowanie sprzyja naszej "małej" bohaterce!
Śnieżynka usłyszała wyrok - ŚMIERĆ - 3 tygodnie temu. W sobotę będziemy obchodzić pierwszy miesiąc jej nowego życia.

W tym czasie wprowadziliśmy leczenie antybiotykiem i sterydami. Zrobiliśmy rtg głowy, endoskopię, punkcję zatoki. Dobraliśmy Śnieżynce dietę, spiłowaliśmy zęby, które były tak ostre, że dosłownie pocięły jej język. Śnieżynka zaprzyjaźniła się z Kasztanką i zbudowaliśmy dla nich wybieg, na którym mogą cieszyć się wiosenną trawą. Nie udało nam się zebrać środków na podzielenie stodoły na boksy, ale wierzę, że i to uda się zrobić!

Dziś Śnieżynka pilnie potrzebuje inhalatora! Używamy dziecięcego, ale jest to dosyć trudne. Ceny inhalatora dostosowanego do użytku dla koni wahają się między 1000 a 2500zł.
Aktualnie prowadzimy rozmowy z weterynarzami, jaki sprzęt byłby najlepszy do naszych potrzeb. Należy tutaj nadmienić, że taki inhalator mógłby pomagać również innym koniom - takim jak malutki Zefir, który podobnie jak Śnieżynka usłyszał wyrok śmierci.

Przyjechała do nas 12 marca. Zapadła w serca na zawsze! Oaza spokoju. Anioł w ciele konia. Chociaż ma dopiero 1,5 roku - okazuje się, że całe życie spędziła w bólu.

Od razu rozpoczęliśmy diagnostykę i leczenie Śnieżynki. I choć jesteśmy już 12 dni później - niewiele wciąż wiemy. Na pewno natura popełniła błąd... Na zdjęciach RTG pojawiły się zęby w zatokach nosowych. Do tego zbita masa. Ropy? A może to guz? W piątek podczas operacji cokolwiek więcej się dowiemy.

Jedno jest jednak pewne. Śnieżynka chce żyć! Ze spokojem przyjmuje kolejne zastrzyki. Ufnie wtula się w człowieka. Stara się zjadać każdy zadany posiłek - żeby nabrać siły do walki.
Kochani, dajmy jej szansę!

Przez pierwsze dwie doby pobytu u nas - Śnieżynka unikała zamkniętych pomieszczeń jak ognia... Pomimo tego, że padał deszcz, temperatury nie rozpieszczały, ona bała się, że ją zamkniemy, więc korzystała z każdej możliwej chwili na zewnątrz.

Trzeciego dnia zmęczenie wzięło górę i Śnieżynka postanowiła się położyć. Poszła do stodoły i zasnęła na sianku. Zapadła w tak głęboki sen, że bałam się o jej życie. Nie wiedziałam też, czy uda jej się następnie podnieść. Jedynym pocieszeniem był fakt, że wybrała sobie do spania ciepłe, suche miejsce, więc pozostawała nadzieja, że ten sen był w pełni kontrolowany.

Śnieżynka wyspała się, wstała i poszła szukać podwieczorku! Od tamtej pory regulanie ucina sobie drzemki na leżąco, a ja już nie reaguję na nie paniką. Między drzemkami Myszeczka stara się coś podjeść, żeby mieć siłę. Do tego odwiedza Okruszka, którego wybieg graniczy z podwórkiem!

Kochani, dziękuję za wszystko, co do tej pory udało nam się razem ze Śnieżynką wywalczyć! Kolejnym celem jest budowa boksów w stodole - jeśli macie wolną chwilę, zerknijcie na filmik: widać na nim, o co mniej więcej chodzi. Bo Śnieżynka jest kolejnym "nadprogramowym" koniem, jakiego ratujemy.
NASZE GOSPODARSTWO PĘKA W SZWACH!
Zdjęcia nawet w połowie nie ukazują dramatu Śnieżynki... ale może to i lepiej. Wystarczy, że ja będę nad nią płakała. A potrzebujemy, żeby ktoś był silny i tym razem ten obowiązek zrzucam na Was.

Proszę, bądźcie siłą napędową w tej nierównej walce. Ja ze swojej strony oferuję ręce, które doglądają Śnieżynki. Więcej nie mogę. Moje możliwości finansowe skończyły się dawno temu (zresztą zerknijcie na nasz domek w tle, on jest w podobnym stanie co ja).
Mam jednak jeszcze łzy, które mogę wypłakiwać nad tym małym nieszczęściem i dłonie, które pogłaskają bolącą głowę, żeby dać chociaż odrobinę zapomnienia.
Bądźcie siłą, której Śnieżynka dziś tak bardzo potrzebuje.


Dziękuję wszystkim, którzy wspierają Śnieżynkę w jej walce o życie - jesteście cudowni!

Dziś mieliśmy przełom, powolutku od rana, a z biegiem czasu coraz chętniej Śnieżynka zerkała w stronę siana i miski z jedzeniem!
Odwiedził nas również Doktor i zaaplikował klaczy antybiotyk (kolejna wizyta w sobotę).
Zamówiłam zapas paszy dla koni wrzodowych: musli, sieczkę wzbogaconą w olej i drugą z dodatkiem mięty, otręby pszenne i ryżowe, wysłodki buraczane oraz mesz, ponieważ zakładamy, że układ pokarmowy Śnieżynki przy takiej niedowadze bardzo potrzebuje pomocy. Malutka nie zjada siana, musimy więc oprzeć jej dietę na intensywnie pachnących papkach, przynajmniej na ten przejściowy czas leczenia.
Jutro zaczynamy inhalacje!
Uwierzyłam - a najważniejsze jest to, że Śnieżynka uwierzyła!!! Musi się udać!
Niestety koszt zakupu samego jedzenia wyniósł już 900zł, ale ta Myszeczka tak strasznie się cieszy, jak dostaje miseczkę!

Kiedy pod bramę podjechał samochód oznakowany "skup żywca", serce na moment przestało mi bić. "Podobno ratuje pani koniki?"...

Zanim przeszłam przez podwórko, trap stał już otworem. A tam siwy zadek przytulony do burty auta. Jakby pasażer chciał się wcisnąć w najciemniejszy kąt. "Miła, ładna, kładzie pani 4000 zł i dobijamy targu!" - ale ja mam tylko 1500, zaczęłam się jąkać. "Dobre, w piątek wpadniemy po resztę".

Chwilę później stałam totalnie oszołomiona z koniem na końcu sznurka. Charczącym, przerażonym, chudym.
Śnieżynka ma 1,5 roku. Zniekształconą głowę. Trudności z oddychaniem.

Te półtora tysiąca, które właśnie dałam handlarzowi, miały być na weterynarza dla kocich bezdomniaczków. Zadzwoniłam do lecznicy z zapytaniem, czy dostanę płatność przelewem 7 dni - dostanę. To jedno zmartwienie mniej. Zadzwoniłam do końskiego Doktora - podjedzie jutro.

Wróciłam do domu, usiadłam i nerwy znalazły w końcu ujście... Łzy popłynęły zupełnie niekontrolowanie. Po chwili zanosiłam się płaczem jak małe dziecko. Z żalu nad Śnieżynką. Z bezsilności. I z przerażenia - co dalej?! Jak trochę się uspokoiłam, postanowiłam napisać do Was. Tyle już razy wspólnie dokonaliśmy niemożliwego... Spróbujemy raz jeszcze?
Aga ze SzkapoStada
Ładuję...