Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Marcel po raz drugi walczy z FIP… i niestety również tym razem choroba nie oszczędza jego organizmu. Pierwszego FIP-a przeszedł bardzo ciężko, a choroba zostawiła po sobie ślad — Marcel stracił wzrok w jednym oczku
Od 13 kwietnia trwa leczenie i każdego dnia robimy wszystko, żeby dać mu szansę. Niestety mimo podawania GS długo nie było poprawy klinicznej. Kontrolne badania krwi wykazały bardzo mocno podwyższone parametry nerkowe, a USG jamy brzusznej pokazało znacznie powiększone węzły chłonne — jeszcze większe niż na początku terapii. Do tego utrzymująca się obniżona temperatura, złe samopoczucie i spadek apetytu…
To wszystko sprawiło, że Marcel już drugi tydzień spędza „na szpitalu dziennym”. Codziennie jest dowożony do weterynarza na kroplówki i leczenie wspomagające. W domu dostaje GS, leki na nadciśnienie, leki na nerki…
Widać jednak, że to zaczyna przynosić efekty. Marcel teraz ładnie je, ma apetyt, jest bardziej aktywny. Badania również pokazują stopniową poprawę, choć niestety obniżona temperatura nadal się utrzymuje.
Czekamy jeszcze na wyniki biopsji węzłów chłonnych Marcela i bardzo się boimy, co pokażą…
Marcel bardzo, bardzo potrzebuje Waszego wsparcia. Ratowanie jego życia i leczenie są niezwykle kosztowne, a nam po prostu zaczyna brakować środków. Prawda jest brutalna — bez pieniędzy nie będziemy w stanie dalej go leczyć.
Prosimy Was o pomoc dla Marcela
Każda wpłata daje mu szansę na dalszą walkę i powrót do zdrowia.

Bardzo chcielibyśmy, żeby teraz było już tylko lepiej… Żeby ta walka w końcu przyniosła mu spokój i zdrowie ❤️
Prosimy Was o dalsze wsparcie dla Marcela. Leczenie FIP to długie i bardzo kosztowne miesiące walki.
Niestety nasz kochany Hugo się poddał. To ogromna strata, mimo tak ogromnej walki, stracić tak cudownego kota.
Kochany Hugo, biegaj szczęśliwie za tęczowym mostem. Już nie cierpisz.
A my zostaliśmy tu, z rachunkami do opłacenia... prosimy, pomóżcie nam, bez Was nie damy rady.
Za nami kolejne przetaczanie krwi i biopsja szpiku. To były decyzje, nad którymi bardzo się zastanawialiśmy… ale doszliśmy już tak daleko w tej walce, że nie potrafimy się wycofać. Zwłaszcza że wciąż jest szansa, że uda się Hugo uratować. A skoro jest szansa jak odpuścić?

Stan Hugo nadal jest bardzo poważny. Organizm wciąż nie regeneruje się tak, jak powinien, dlatego konieczna była dalsza, pogłębiona diagnostyka. Biopsja szpiku ma nam dać odpowiedzi czy idziemy w dobrym kierunku, czy leczenie trzeba jeszcze zmienić, czy jest realna droga do poprawy.
Na ten moment leczenie zostało zmienione, ale wszystko jest jeszcze wielką niewiadomą. Czekamy na wyniki biopsji, to one zdecydują, co dalej.

Koszty… są ogromne i cały czas rosną.
Sama biopsja szpiku to koszt około 1000–1500 zł (ze znieczuleniem), do tego około 700 zł za badanie histopatologiczne i cytologię. Przed tym była kolejna transfuzja krwi - nawet do 2000 zł. A to tylko ostatnie dni… dochodzą jeszcze faktury, które nie zostały wystawione (około 2000 zł), i te wcześniejsze, które wciąż czekają na opłacenie.
Jesteśmy już na etapie, gdzie koszty leczenia znacznie przekraczają to, co byliśmy w stanie sobie wyobrazić.
Ale Hugo wciąż walczy.

Musimy dodać bardzo ważną aktualizację dotyczącą Hugo - i jednocześnie wyjaśnić, dlaczego koszty jego leczenia tak bardzo wzrosły
Jak już wiecie, Hugo przeszedł bardzo poważną operację. To, co lekarze zobaczyli w środku, było wstrząsające, perforacja przewodu pokarmowego, ubytek około 12x5 mm i aż 200 ml płynu w jamie brzusznej. To była walka o życie w najczystszej postaci.
Koszt samej operacji, 2 transfuzji i pobytu w szpitalu to aż 18 000 zł.
Do tego doszły transfuzje krwi, hospitalizacja, intensywna opieka, diagnostyka… i nadal dochodzą kolejne koszty.
Na początku wszystko wskazywało na FIP. Objawy, wyniki, obecność płynu - wszystko ukierunkowało leczenie właśnie w tę stronę. Działaliśmy natychmiast, bo przy tej chorobie liczy się każda godzina.
Dziś wiemy, że to nie był FIP.
Przyczyną całego dramatu była perforacja żołądka, a płyn w jamie brzusznej od początku wprowadził nas w błąd i skierował diagnostykę na inną drogę. Dopiero operacja pokazała prawdę.
To zmienia wszystko… ale nie zmienia jednego, Hugo był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i bez tej operacji nie miałby żadnych szans.
Na szczęście dziś możemy powiedzieć coś, co daje ogromną nadzieję…
Hugo powoli wraca do nas. Jest bardziej kontaktowy, ma trochę więcej siły. Parametry się stabilizują, temperatura i ciśnienie wyglądają lepiej.
Przed nim jednak nadal długa rekonwalescencja. Po tak rozległej operacji to tygodnie dochodzenia do siebie, leczenia i kontroli. Wciąż czekamy też na wyniki histopatologii. Bardzo się boimy, żeby przyczyną nie była choroba nowotworowa…
Najważniejsze teraz to, żeby Hugo bezpiecznie przeszedł przez ten czas i mógł wrócić do domu.
Dlatego musieliśmy zwiększyć kwotę zbiórki. Koszty leczenia znacznie przekroczyły nasze możliwości, a wszystko wydarzyło się nagle i w trybie ratowania życia.
Dwa koty, jedna diagnoza… i walka o życie, która dzieje się na naszych oczach!

Przyszło to, czego zawsze boimy się najbardziej - FIP. Choroba, która jeszcze niedawno oznaczała wyrok śmierci, a dziś daje cień nadziei… ale tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie podjąć natychmiastowe, bardzo kosztowne leczenie. Dziś walczymy o życie dwóch naszych kotów, Hugo i Marcela.

Hugo to kot, obok którego nie da się przejść obojętnie. Piękny, puszysty, majestatyczny, a przy tym spokojny i dobry. Trafił do nas wiosną 2022 roku w bardzo złym stanie, ale szybko się podniósł i odnalazł w Runie. Nigdy wcześniej nie chorował. W zeszłym roku był bohaterem, oddał krew, ratując życie innemu kotu, Baheerze. Dziś to on walczy o swoje życie.
Wszystko zaczęło się kilka dni temu. Hugo przestał jeść, był osłabiony, przyjmował pozycję bólową. Pierwsza myśl: zęby, ale coś się nie zgadzało. Sylwia natychmiast zabrała go do weterynarza. Badania… i diagnoza, której nikt nie chce usłyszeć - FIP, zakaźne zapalenie otrzewnej.

Rozpoczęliśmy leczenie. Po dwóch dniach podawania leku pojawiła się nadzieja - Hugo zaczął jeść, był bardziej obecny, jakby wracał. Codziennie był pod opieką weterynarza, dostawał kroplówki, walczyliśmy o każdy dzień.
I nagle wszystko się załamało. Temperatura zaczęła gwałtownie spadać - do 37, potem 36 stopni. Hematokryt spadł do krytycznego poziomu 10. To był stan bezpośredniego zagrożenia życia. Trzeba było działać natychmiast. Udało się znaleźć krew. Sylwia niemal na sygnale ruszyła do Warszawy na transfuzję.
Hugo jest już po dwóch transfuzjach. Walczy. Ale to nie koniec. Pojawił się płyn w jamie brzusznej. Badanie wskazuje na coś jeszcze gorszego - podejrzenie perforacji jelit. Jedyną szansą jest operacja, laparotomia, która pokaże, z czym tak naprawdę mamy do czynienia i czy da się go uratować.

Laparotomia to bardzo poważna, inwazyjna operacja otwarcia jamy brzusznej, wykonywana w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia. To nie jest „zwykły zabieg” — to moment, w którym lekarze walczą o każdy centymetr i każdą szansę dla Hugo. Dopiero po otwarciu okaże się, z jak rozległymi uszkodzeniami mamy do czynienia i czy będzie możliwe ich naprawienie.
To ogromne obciążenie dla tak osłabionego organizmu. Po operacji Hugo czeka długa, trudna rekonwalescencja, trwająca nawet kilka tygodni. To czas intensywnej opieki, leczenia, kontroli, leków i kolejnych wizyt. Każdy dzień po takim zabiegu to nadal walka -o to, żeby organizm się nie poddał, żeby wszystko zaczęło się goić, żeby nie doszło do powikłań.

To kolejny etap tej dramatycznej walki o życie… i kolejny ogromny koszt, którego sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć
Koszty rosną z godziny na godzinę. Sama transfuzja i doba szpitalna to około 4–5 tysięcy złotych. Operacja może kosztować kolejne kilka tysięcy, być może więcej. A przed nami jeszcze pełne leczenie FIP - 84 dni bardzo drogiego leku. Operacja to około 8 tysięcy złotych.
Bez wsparcia Hugo nie ma szans. A to nie jedyna walka, którą teraz toczymy.

Marcel… około 8-letni kot, który już raz wygrał życie. Pięć lat temu jego opiekunka chciała go uśpić, bo „się znudził”. Lekarki weterynarii odmówiły i zadzwoniły do Sylwii. Sylwia pojechała i go zabrała. I tak Marcel trafił do Runy.
Dziś znów musi walczyć. Zaczęło się od oka — jedno stawało się coraz ciemniejsze, aż w końcu całkowicie zmieniło kolor. Pojawił się płyn. Początkowo były krople, próby leczenia, ale coś było nie tak. Zlecono badania w kierunku FIP.
Diagnoza potwierdziła najgorsze.


To kolejny przypadek tej samej, ciężkiej choroby. Marcel potrzebuje natychmiastowego leczenia, które trwa tygodniami i kosztuje ogromne pieniądze - szacunkowo około 10 000 zł, a wszystko zależy od przebiegu choroby i reakcji na lek.
Fundacja Runa to jedna osoba i ponad setka zwierząt pod opieką. Każdy dzień to walka o utrzymanie wszystkiego, o leczenie, o podstawowe funkcjonowanie. A teraz dochodzi walka o życie dwóch kotów jednocześnie. Łączne koszty leczenia Hugo i Marcela przekroczą 20 000 zł, a to kwota, której nie jesteśmy w stanie udźwignąć sami.
Dlatego prosimy, pomóżcie nam walczyć o nich. Każda wpłata to realna szansa na życie. Każde udostępnienie może sprawić, że ktoś jeszcze zobaczy tę historię i pomoże.
Ładuję...