Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kochani! Jestem tak wdzięczna, że Was mam! Dziękuję, że razem z Wami, w zasadzie dzięki Wam mogę budować cały czas lepsze jutro dla moich podopiecznych!
W azylu jak zwykle dzieje się bardzo dużo. 5 szczeniaków znalazło nowe domy... To te wyrzucone, o których Wam kiedyś pisałam.

Odszedł nasz Fikus, azylowy weteran, staruszek, rezydent i nasz Skarbek kochany. Nadeszła już starość, taka bardzo dokuczająca... Nie mogliśmy patrzeć, jak się męczy.

Dwa dni temu na przystanku znaleźliśmy psiaka leżącego na boku bez oznak życia...

Cały czas coś. Wieczna walka o lepsze jutro. Ani minuty wytchnienia. Cieszę się, że robię to wszystko dla nich, a Wy mi w tym pomagacie. Lada moment koniec zbiórki, zaraz dobijemy do kwoty finalnej. Jestem wzruszona! Jesteście najwspanialsi, dziękuję ❤️
Kochani Darczyńcy,
Jestem przeogromnie szczęśliwa, że Was mam... dziękuję, że razem z Wami w zasadzie dzięki Wam mogę budować cały czas lepsze jutro dla moich podpiecznych. Każda nawet najmniejszą wpłata to krok do przodu i chociaż kolejne faktury gonią to dzięki Wam mam możliwość, by działać.

W azylu dzieje się ostatnio bardzo dużo. Trafiło do nas 5 szczeniaków wyrzuconych w przydrożnym rowie, które w nocy latały po ulicy i były skazane na śmierć pod kołami samochodu.

Psiak z wypadku, który nie dosyć,że poobijany, to jeszcze z babeszjozą i żółtaczką...dzięki walce o jego życie się udało, a było naprawdę ciężko... mógł umrzeć sam, bez pomocy w ogromnym bólu.

Nasza stała rezydentka zerwała więzadło, co było dość problematyczne,bo jej druga tylna łapa też nie jest w pełni sprawna. Łączny koszt opieki weterynaryjne to prawie 10 tysięcy złotych.


Każdy kolejny dzień to walka. Każdy miesiąc to stres przed kolejnymi kosztami. Nie wiem już, gdzie szukać pomocy i co robić, by wyrwać mój azyl dla tych biednych zwierząt z kryzysu, w którym jest.

Codzienne patrzenie im w oczy i dawanie nadziei na lepsze jutro to moja misja...ale kto da tę nadzieję mi?

Staram się robić to wszystko jak najlepiej, ale czasami naprawdę nie mam już siły. Jednak ciągle mam Was.. nie zostawiajcie mnie z tym samej, tak bardzo Was proszę...

Drodzy Darczyńcy!
Dzięki Waszej nieocenionej pomocy udało mi się spłacić prawie połowę przeterminowanych zaległości. Czas ucieka, faktur przybywa, bo przecież nie osiadam na laurach, a azyl cały czas działa dla tych, którzy w nim przebywają.
Nie mogę narażać stałych mieszkańców na kłopoty, a przyjmowanie nowych zwierząt w obecnej sytuacji do niczego innego by nie doprowadziło. Serce pęka mi za każdym razem, kiedy muszę odmawiać, ale wiem, że nie mogę inaczej.

Sytuacja w azylu jest dynamiczna, zwierzęta potrzebują cały czas pomocy... zbliża się termin szczepień całego azylu, zabezpieczenia na pchły, kleszcze, opieka nad zwierzętami gospodarskimi. Nie zapominajmy o tym, że azyl to miejsce dla zwierząt porzuconych, często schorowanych, starszych... Nigdy nie wiem, co przyniesie kolejnym dzień, a życie w ciągłym stresie o każdy grosz przyprawia mnie o ciarki na całym ciele. Nie możemy żyć bez zaplecza finansowego... ale jak mieć zaplecze, skoro nie możemy wygrzebać się z zaległości, które się za nami ciągną?

Chciałam przyjść do Was z optymizmem i uśmiechem na twarzy, ale przestałam być już naiwną optymistką... Azyl musi istnieć, a możliwe jest to tylko z Waszą pomocą.

Wasze wsparcie każdego dnia sprawia, że mam motywację, by walczyć o siebie, moje zwierzęta i miejsce, które robi tak dużo dobrego.
Dziękuję Wam, Drodzy za to, co robicie każdego dnia, by czynić to miejsce jeszcze lepszym.
Wszyscy jesteśmy Masz Nosa ❤️
Mimo buntowniczej natury nigdy nie lubiłam walczyć, wolałam ratować i na tym opierałam swoją przyszłość - by pomagać zwierzętom.
To dawało sens mojemu życiu, motywowało do codziennego wstawania z łóżka. Na początku wiele osób ochoczo kibicowało, motywowało, a ja czułam jak każde słowo jest niczym wiatr w żagle. Nawet gdy dryfowaliśmy na nieznanym, przyjmując obce gatunki, to nigdy nas nie zostawiliście. Z czasem jednak tego wsparcia było mniej i rozumiałam to, przecież poza murami azylu toczy się wiele historii, a my nie jesteśmy w centrum świata.

Niestety nasz mały świat powoli przestaje istnieć. To, że w pewnym okresach fundacje dla bezpieczeństwa podopiecznych zaprzestają przyjęć nowych zwierząt jest całkiem naturalne. Jednak obecnie mierzymy się z czymś znacznie, znacznie gorszym. Już sama niemoc odpowiadania na liczne maile z prośbą o pomoc łamie nam serce, ale teraz nie mamy nawet jak zaopiekować zwierzęta, za które już wzięliśmy odpowiedzialność. Nasza łódź ma złamany żagiel i zaczyna nieubłaganie tonąć. Każdego dnia zatapia się mocniej i niebawem tylko decyzja o oddaniu zwierząt w inne miejsce, będzie w stanie uratować ich życie. A wtedy moje nie będzie miało już celu…
Fundacja Masz Nosa może przestać istnieć! Przyjmowanie zwierząt wstrzymane! Brak środków, choroby, śmierć nie dają nam nadziei!
Jestem załamana sytuacją w azylu. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, a nadzieja na lepsze jutro gaśnie w moich oczach. Podopieczni jeszcze się nie domyślają, nie mogą stracić poczucia bezpieczeństwa, bo w końcu po to powstało to miejsce - by zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy nigdy go nie mieli.

Ostatnio odeszła Balu, była pierwszym konikiem w Masz Nosa, jej historia zakończyła się wraz z jej ostatnim oddechem, gdy tuliłam jej głowę na swoich kolanach. Inne konie żegnały ją po swojemu, jak członka rodziny. Tak bardzo nie przypominały wtedy siebie, smutne, wycofane, gdy o tym myślę, mam świadomość, że za chwilę nie śmierć, a ja sama mogę być zmuszona je rozdzielić, trudno mi opisać ten ból, strach i poczucie, że zawiodłam…

Od dłuższego czasu się na to zanosiło. Finanse się nie zgadzają, ale ciągle miałam nadzieję na to, że "jakoś to będzie". Ale jest źle, dramatycznie! Nie wystarcza nam nawet na pokrycie najpilniejszych faktur. Za dużo się dzieje, żeby jakoś z tym wszystkim podołać.

Proszenie o pieniądze zawsze sprawia mi trudność, bo chociaż wykonuje swoją pracę oddając każdy dzień tygodnia i każdą godzinę każdego dnia, to nie umiem sprawić, by opłacić faktury na czas, zapełnić magazyn z karmą. Pracuję za kilku, a i tak wciąż oszczędzamy i wybieramy, co z podstawowych rzeczy kupić najpierw… Nie takiej przyszłości chciałam dla tych zwierząt, jedyne co mnie pociesza, że są tu kochane, zrozumiane, chciane….

Chcę pomóc wszystkim, zapominając o tym, że w azylu przebywa 120 skrzywdzonych zwierząt, które każdego dnia wymagają pomocy i opieki. Coraz to nowsze przypadki, które dają w kość naszym funduszom. Mnóstwo chorych, skrzywdzonych zwierząt, które patrzą w nasze oczy nie rozumiejąc, że jedyny problem jaki jest to pieniądze.


Mimo że jest ciężko, nie mogę udawać, że nie widzę tej krzywdy dookoła. Każde zgarnięte z ulicy zwierzę to ogromne koszty, z którymi muszę się zmagać.

Moi podopieczni zawsze są przygotowani do adopcji na wysokim poziomie: odpchleni, odrobaczeni zaszczepieni, zaczipowani, wykastrowani, po rozszerzonych badaniach krwi i kału, starsze psy przechodzą także USG jamy brzusznej i echo serca.
To wszystko kosztuje, a ja mam tylko Was... aż Was. Przy 1 psie to jest dużo. Przy 70 psach to dziesiątki tysięcy złotych.

W azylu na co dzień dzieją się nowe rzeczy! Rozchorował mi się Serdel - starszy podopieczny, który z dnia na dzień przestał chodzić. Badania, operacja, szpital, to wszystko kosztuje...

Bułka - moja stała rezydentka, podupadła na zdrowiu i wylądowała na ponad tydzień w klinice. Żółtaczka problem z nerkami...

Nie mam funduszy, by zapłacić za faktury od lutego. Koszty, które będę musiała ponieść w kolejnym czasie mrożą krew w żyłach. Jedyna nadzieja to Wy. Miałam już takie momenty i właśnie dzięki Wam udało się uratować azyl. Dom dla tak wielu skrzywdzonych istnień.
Mam nadzieję, że i tym razem się uda... Błagam Was, nie zostawiajcie nas! Muszę znowu dać radę, tyle par zranionych oczu patrzy na nas z nadzieją...
Ładuję...