Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kochani, Basia już z nami!
Dojechała spokojnie, choć zmęczona, i teraz odpoczywa po tej trudnej, pełnej strachu drodze. Staruszka przeszła już pierwsze oględziny, zaczyna okres kwarantanny, a potem czeka ją to, na co zasłużyła przez całe swoje długie, pracowite życie, prawdziwa emerytura.
Kochani, staruszka jest taka piękna... Tyle w niej łagodności, mądrości i tej niezwykłej godności, którą niosą ze sobą tylko stare konie, co przeżyły zbyt wiele, a mimo to wciąż potrafią zaufać człowiekowi, choćby najmocniej zranione.
Kochani, to Wasza zasługa. To dzięki Wam Basia żyje. Dzięki Wam nie pojechała tam, skąd nie wraca nikt. Dzięki Wam ma zasłużony spokój.
Z całego serca dziękuję każdemu, kto pomógł. W moim imieniu i w imieniu Basi, która już nie musi się bać, już nie musi udowadniać swojej wartości, już nie musi być „używana”.
Teraz może po prostu być.
Dziękujemy. ❤️
Kochani… jest okropna tragedia. Życie staruszki wisi na włosku. Smutek i łzy, gdy na nią spojrzałam. Basia.
Zwykła, wiejska, ciężka klacz zimnokrwista, jedna z tych, które pracowały przez całe swoje długie życie, bez słowa skargi. Przez prawie 30 lat robiła wszystko, czego od niej chciano. Ciągnęła, woziła, dźwigała, rodziła. Zmieniała ludzi, podwórka, obory. Zawsze tylko narzędzie do pracy. Zawsze ta, która miała wykonać polecenie i przynieść zysk.
Ludzie ją wykorzystywali przez całe życie, w każdy, możliwy sposób. A dziś, nikomu taka babuleńka nie jest potrzebna. Nikt jej nie chce. Ani świat, ani ludzie. Jest stareńka, posiwiała, już nieporadna, z ciałem zniszczonym pracą. Gdy handlarz ją wyprowadził do zdjęć, szła pomalutku, powłócząc nogami. Ostrożnie kroczek, po kroczku. Dziś nie pociągnie już wozu, nie zaora pola, nie urodzi kolejnego dziecka, które można sprzedać na mięso.

Dla tych, co ją wykorzystywali, dziś to „stary śmieć”. Starowinkę Basię sprzedano do handlarza. Nikt nie pomyślał, żeby dać jej schronienie, małą stajenkę, kawałek pastwiska, miękką słomę na ostatnie dni. Nikt nie pomyślał, że mogłaby być kochana, chciana, ważna. Po prostu ją oddano – jak zużyty sprzęt. Zamknięto ją w ciemnej komórce. Samą. Samiuteńką. Nasypali owsa, dali wody i słomy. Powiedziano, że „pojedzie”, bo „takie stare nie mają przyszłości”.

Basia czeka w ciszy.
Ona zna ten ton, zna te rozmowy, zna ten chłód. Koń, który tyle widział, rozumie i czuje, kiedy kończy się jego życie. Stareńka Basia wie, jak to jest być nikim w świecie, w którym każda garstka owsa jest tylko za ciężką, fizyczną pracę. Ona rozumie, że nikt jej już nie weźmie do swojego domu, „na służbę”, jak to zawsze było. Tam, gdzie jest, liczy się tylko to, że można ją zabić i zarobić. U handlarza w oborze nikt nie pogłaszcze Basi, nie przytuli. Nikt nie powie, że jest potrzebna. Nie powie, że jest ważna. Nikt jej nie da jej szansy na życie.

Kochani, od tego handlarza nigdy nie ratowałam koni. Nie znam go, nie wiem, czy dotrzyma słowa. Czy poczeka z wywozem, aż zbiorę pieniądze. Chce wierzyć, że tak będzie, ale nie mam tej pewności, dlatego musimy działać bardzo szybko, jeśli mamy ją wyrwać z tego miejsca.
Powiedziano mi, że do zapłaty za Basię jest 4000 zł. To dużo pieniędzy. Ale czy to naprawdę za drogo za Basi życie? Za to, że jej nie zabiją? Handlarz w rzeźni dostałby pewnie trochę mniej, ale tam miałby zapłacone „od ręki”. Te 4000 zł kosztuje życie Basi, ale też jego czekanie na pieniądze i to, że sprzeda ją nie do rzeźni, nie na fermę lisów, gdzie konie są paszą dla cierpiących tam zwierząt, a mi.

Te 4000 zł to wszystko, co stoi między Basią a rzeźnickim nożem. Między strachem w ciemnej komórce a spokojnym, godnym życiem, którego nigdy nie miała. Między zabiciem a położeniem się kiedyś na łące i spokojnym odejściem wśród ludzi, dla których jest KIMŚ, a nie CZYMŚ.
Kochani, błagam o pomoc. Ona całe życie służyła ludziom, a teraz za lata posługi chcą ją zabić.
Proszę Was o jedno: o życie dla Basi. Choć trochę światła, choć chwilę bezpieczeństwa. Szansę, by mogła odejść kiedyś ze starości, a nie z powodu wyroku człowieka.
Kochani, błagam Was pomóżmy Basi. Dajmy jej to, czego nie miała przez trzy dekady: ciepło, troskę, spokój. Każda złotówka to krok do ocalenia. Każda pomoc, jak dotyk dłoni na jej zmęczonym karku. Mamy czas na zebranie całej kwoty tylko do soboty. Ale tutaj musimy się śpieszyć, bo jak pisałam, nie znam tego handlarza, nie wiem czego się spodziewać.
Monika






Chętnie odpowiem na pytania:
Adopcje - 666 220 540
Ogólne - 570 666 540
fundacja@konikimoniki.org.pl
Dziękuję za pomoc.
Zbiórka obejmuje wykup, transport, koszt diagnostyki, leczenia, wizyty kowala oraz zakup paszy i suplementów.
Zobacz więcej na www.konikimoniki.org.pl
Ładuję...