Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.


Pierwszy raz w życiu prosiliśmy lekarzy, aby pozwolili mu odejść. Nie pamiętamy drugiego takiego przypadku.
Kiedy zobaczyliśmy Shadowa, po prostu pękło nam serce. Zobaczyliśmy psa, który przeszedł coś tak strasznego, że trudno to w ogóle opisać słowami.
Znalazł go w lesie człowiek, który nie potrafił odwrócić wzroku. Nie przeszedł obojętnie, zadzwonił na policję, aby ustalić jakieś dalsze działanie. Tak Shadow trafił do Kasi Gromskiej pod Radomiem, a później pod naszą opiekę.
Jego ciało jest jedną wielką raną. Ogromne rany kłute, a w każdej z nich larwy much. Oderwana moszna. Skóra na grzbiecie wygląda tak, jakby ktoś wylał na niego gorący olej. Nie wiemy, co się wydarzyło - nie wiemy, czy zrobiło to zwierzę, czy człowiek. Może nawet nie chcemy wiedzieć? Niezależnie od odpowiedzi, wiemy, że ten pies cierpiał bardzo długo.
Patrzyliśmy na niego i czuliśmy bezsilność - taką zwyczajną ludzką rozpacz, że gdzieś na końcu świata był pies, który przechodził przez to wszystko zupełnie sam. Lekarze powiedzieli jednak, że chcą walczyć i chcą dać mu szansę. Obiecali nam, że zrobią wszystko, żeby już nigdy nic go nie bolało.
Dziś Shadow jest na bardzo silnych lekach przeciwbólowych. Większość czasu śpi. W dalszym ciągu trwa oczyszczanie ran i ratowanie tego, co jeszcze można uratować. Przed nim długa droga, a przed nami ogromne koszty. Wiemy, że prosimy często, ale kiedy patrzymy na Shadowa, naprawdę nie umiemy przejść obok niego obojętnie. Jeśli lekarze uwierzyli, że warto o niego walczyć, to my też chcemy.
Błagamy, pomóżcie nam dać mu tę szansę, bo jeśli ktoś zasłużył, żeby w końcu przestało boleć, to właśnie Shadow.
Ładuję...