Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Zanim przejdę do opisu Naszej obecnej sytuacji, chciałabym Wam Naszym Ukochanym Darczyńcom podziękować za każde wsparcie i każdą walkę z Nami dla NICH! Zawsze podkreślałam, że wszystko, co mamy jest dzięki Wam! Sami nie możemy nic!
O wykupie koni, czyli START nowej drogi życiowej! I jak to właśnie brzmi start, czyli rozpoczynamy nowy etap, nowe życie, nowe wszystko... Kochani wykup konia jest pierwszym krokiem w całej, dalszej machinie czynności i działań na wielu płaszczyznach. Tj. chociażby opiekuńczej (weterynaryjnej, kowalskiej, leczniczej, diagnostycznej) i utrzymaniowej (pożywienie, słoma, owies, pasze, lizawki, witaminy, suplementy, wiaderka, miski, szczotki, kantary, uwiązy aż po dach nad głową).
I tu rozpoczyna się właśnie można by ująć centralna walka! Zabiegamy o każdy grosz, który jest dla Nas na wagę złota! Często Nasze konie wskutek kalectwa, czy sędziwego wieku wymagają wzmożonej opieki, kontroli i monitoringu stanu zdrowia. I nie mówimy tu o hospitalizacji, bo to kolejne tysiące... Mówimy o podstawach, na które nie mamy...
Robimy co w Naszej mocy, by te konie miały Raj na ziemi, każdego dnia oddajemy Im całych siebie... Niestety to nie wszystko.
W załączeniu fakturka na prawie 2000 zł z zaledwie czterech wizyt do jednego konia obejmująca pojedyncze leki i kontrole.
Pozostałe konie czekają na objęcie Ich czynnościami weterynaryjnymi w głębokim tego słowa znaczeniu. My naprawdę nie mamy funduszy!
Faktury są nieopłacone, nie mamy jak dalej funkcjonować- pod względem opieki i także utrzymania! Wasza pomoc jest dla Nas jedynym ratunkiem!
PS Dla większości Azylowych Przyjaciół, która mnie zna - 19 maja muszę się zameldować w Warszawie w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc. Ze względu na zwierzaki odmówiłam dwie ostatnie hospitalizacje.
Trzeciej nie mogę, bo usuną mnie z listy swoich stałych pacjentów... Chciałabym położyć się ze spokojną duszą, że Ci których kocham są bezpieczni...
Proszę...

Dziś o Loverboyu...
Nie jest staruszkiem, ale jest koniem kalekim. Obecnie ze względu na brak środków- nie jesteśmy w stanie rozpocząć ani profilaktyki, ani tym bardziej wdrożyć leczenia! I to jest straszne! Bo pozostaliśmy bez jakiejkolwiek pomocy! A konie w Azylu nie są zdrowymi, pięknymi końmi! Wymagają ciągłej opieki lekarskiej!
Loverboy to koń, który od małego był kopany co spowodowało zerwanie mięśni brzucha wszystkich możliwych- prostych, skośnych i innych. Jego brzuch wisi wyginając kręgosłup, bo utrzymać musi tonę swojego ciała. Te górki i doliny, które widzicie too są wnętrzności!- jelita i inne organy!
On żyje, funkcjonuje i jest podopiecznym Hospicjum dla Koni, bo... każdy dzień może być ty ostatnim!
W chwili obecnej wstrzymaliśmy wszelkie konsultacje i badania lekarskie, bo stan zbiórki jest jaki jest..., a koni takich jak Loverboy jest w Azylu kilka...
Błagamy o wszelką pomoc! Dla Loverka i dla innych, zanim będzie za późno... Kochamy te konie, poóżcie Nam...



Drodzy Darczyńcy zacznę od sprostowania skąd zmiana tytułu zbiórki i przede wszystkim kwoty. Zamknęliśmy z przyczyn technicznych zbiórkę skupiającą się na leczeniu i profilaktyce Staruszkowa.
Połączyliśmy potrzeby koni Starszych i kalekich w jedną całość. Nie ma sensu przenosić tu wszelkich faktur z leczenia przedstawionych na zamkniętej zbiórce. Dlatego dla Wszystkich, którzy chcą się z Nimi zapoznać pozostawiam link do wglądu: tutaj.
PRZECHODZIMY DRAMATYCZNĄ SYTUACJĘ, KTÓRA POCIĄGNĘŁA NAS NA DNO!
Pomóżcie Nam przedłużać Ich dni! Pomóżcie Nam stworzyć im godną starość! Pomóżcie zadbać o spokojne pożegnanie, gdy przyjdzie ten czas... Pomóżcie Nam utrzymać Ich dom! My nie mamy przerwy w leczeniu NIGDY! Nasze konie wymagają CIĄGŁEJ opieki weterynaryjnej!
W chwili obecnej toczymy walkę o przetrwanie! Nie mamy za co leczyć Naszych koni! Nie mamy Ich już nawet za co utrzymać, bo zawsze w pierwszej kolejności są leki ratujące życie!
A teraz chciałabym Wam opisać i pokazać filmik jak wygląda pożegnanie konia... Konia, który spokojnie zasnął, bez bólu i cierpienia, zadbany, zaopiekowany, kochający swoje stado! Odeszła klacz Viktoria, której mogliśmy zaoferować najpiękniejsze lata życia...
Wracaj Viktorio! Co Ty robisz? Gdzie Ją zabieracie?
Nie opuszczaj mnie, mam tylko Ciebie- zarżał bezsilnie, a jednocześnie całym sobą chory na raka Sonhar... Wczorajszy widok rozgniótł Nasze serca tworząc miazgę, której nie da się skleić w żaden sposób...
Rano jeszcze z Nami była i radośnie biegła ze swoim Sonharem na padok, a trzy godziny później... szczęśliwie zwiedzała Koński Raj... Tylko On nie chciał od Niej odejść, tylko On krzyczał, że ma wstać, tylko On z trudem poszedł ze stadem do stajni, po czym wyrwał się i wrócił po Nią wciąż Ją nawołując...
I tak dziś nadal na Nią czekał... aż wstanie, aż podejdzie, aż Go przytuli i powącha, aż wreszcie będzie przy Nim, by wiedział po co ma żyć...
Viktoria tworzyła historię Azylu przez wiele lat. Chorowała na nowotwór gardła, była niewidoma na jedno oczko. Była jedną z podopiecznych Hospicjum Dla Koni. Była tą, której każdy kolejny dzień mogliśmy świętować! Nie zabrała Jej choroba, zabrała Ją starość, godna starość... szybko, bezboleśnie, pośród śpiewu ptaków, zieleni drzew i... tych, których kochała z wzajemnością. Miała 34 lata...
Biegaj szczęśliwie Vikusiu, baw się, figluj, szalej, już nie musisz łapać szczęścia, bo masz je dookoła... Pozostawiłaś Sonhara, który tak bardzo Cię kochał! Zastąpiłaś Mu chorą na raka Angel gdy odeszła. Stałaś się tą dla której chciał żyć! Walczył z nowotworem tak dzielnie... nie dla Nas- dla Ciebie, a teraz...
Fakt jest taki, że etap starości i niepełnosprawności to etap największych potrzeb i wymagań pacjentów. Takich, których nie da się przesunąć w czasie, odłożyć, odstawić z leczenia, czy po prostu zaplanować na inny termin. Każdy przypadek to wulkan indywidualnych zachowań i ściśle określonej funkcjonalności. Niejednokrotnie w tym samym czasie leczenia i diagnostyki potrzebują Wszyscy! I tu zaczynają się schody...
Wybierać nie możesz, bo przecież każdy jest tak samo ważny i każdy zasługuje na taką samą pomoc! Dzielić na ważne i ważniejsze też nie będziesz, bo przecież One nie są winne temu, że Ty akurat nie masz funduszy!
Seniorzy silniejsi i młodsi nie będą, a kalectwo nie zamieni się w cudowne ozdrowienie! Jedno i drugie będzie postępować, a i pacjentów z roku na rok będzie więcej... Stoisz więc z rozdartą z bezsilności duszą, a wokół Ciebie bezbronne zwierzęta, które liczą na to, że udzielisz Im pomocy! Ulżysz w chorobie! Zabierzesz ból, sprawisz że wszystko będzie już dobrze!
Ale to nie wszystko... - Ty nie masz, by opłacić Ich utrzymanie w wynajmowanej Stajni..., a przecież za końskie życia miesięcznie to prawie 10 000 zł... Drodzy jest taki czas, który dotyka czasem każdego z nas, tzw. czas kryzysu. Czas, który udaje się zażegnać i człowiek może odetchnąć.
W Azylu ten kryzys rośnie, rozprzestrzenia się coraz bardziej i zagraża zwierzętom! Jeśli nic się nie zmieni, jeśli nie pomogą nam dobrzy ludzie... to Azyl poniesie klęskę! Mamy dużo zwierząt w tym ciężko chorych pod opieką, mamy niewiele czasu, by wymknąć się spod kryzysu! Pomóżcie... Kwota zbiórki to zabezpieczenie samego utrzymania tylko na 4 miesiące, bez paszy, witamin, leków, lekarzy i kowala.

OTO KILKU PODOPIECZNYCH, KILKU...
Maciuś lat 15 (z obciętym prącem, przeszyty rurką do oddawania moczu).


SZEDAR lat 15 (przewlekła choroba kopyt - ochwat).



MALWINKA lat 12 (zerwane wiązadło rzepki, przechylona na jedną stronę).


VIKTORIA lat 35 (nowotwór gardła, niewidoma na jedno oko).



SONHAR... lat 25 (nowotwór, brak oka).



Ładuję...