Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Mieliśmy już nikogo nie przyjmować. Obiecaliśmy to Wam, a przede wszystkim sami sobie. Pisaliśmy, że dopóki nie zamkniemy zbiórek albo nie wpłyną środki z 1,5%, musimy się zatrzymać. Zwyczajnie nie jesteśmy w stanie dalej ratować na kredyt.
Jednak są historie, które bolą bardziej niż inne, bo otwierają w nas rany, które nigdy do końca się nie zagoiły. Jesteśmy w tak trudnym miejscu finansowo, a ta historia po prostu zalała nas łzami. To zdjęcie, które widzicie, przypomina nam nasze początki ze Sprytkami. Przypomina nam Sindy, czyli naszą pierwszą niepełnosprawną podopieczną - sunię ze złamanym kręgosłupem, która mimo potwornego bólu odchowywała swoje dzieci.
Teraz, nagle w naszym najgorszym czasie historia zatoczyła koło. Pod Radomiem, kobiety znalazły to maleństwo i cztery szczeniaki. W te pędy zabrały ją do weterynarza. Połamany kręgosłup, miednica i pewnie przerwany rdzeń kręgowy, obrażenia wewnętrzne… Przy całym tym cierpieniu nadal musiała zajmować się dziećmi. Lekarz, który zabezpieczył ją przeciwbólowo zaproponował TYGODNIOWE CZEKANIE, a potem podejmowanie decyzji. Serio?
Jeśli mamy ją uratować, a nie widzimy innej możliwości, to tak naprawdę dopiero zaczynamy walkę - przede wszystkim z czasem i finansami. Przed sunią pełna diagnostyka. Musimy dowiedzieć się, czy są szanse na odzyskanie sprawności, jakie leczenie będzie potrzebne i czy możemy dać jej życie bez bólu. Patrzymy na nią i wracają wszystkie wspomnienia - każda najmniejsza walka o Sindy, która teraz śmiga na wózku we własnym domu.
Kochani, wiecie, że jesteśmy na ostatniej prostej do środków z 1,5%. Wiecie też, że od tygodni walczymy nie tylko o psy, ale również z zasięgami. Czujemy Wasze wsparcie każdego dnia. Naprawdę je czujemy, ale niestety nie mamy wsparcia algorytmów. Coraz mniej osób widzi nasze posty, a my coraz częściej stajemy przed wyborami, których nie chcemy podejmować. Dlatego błagamy Was. Pomóżcie nam zamknąć jeszcze dwie zbiórki, które wciąż nad nami wiszą i pomóżcie nam zawalczyć o tą sunię, a tak naprawdę cała rodzinkę.
Naprawdę nie chcemy przejść obok niej obojętnie. Jeśli możecie, wesprzyjcie naszą zbiórkę. Jeśli nie możecie, udostępnijcie ten post. Błagamy, nie pozwólmy, żeby ta historia skończyła się inaczej niż historia Sindy.
Ładuję...