Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Zanim dojdzie do dramatu zwracamy się o pomoc do wszystkich ludzi, którzy mają serce! Każdy z Was może zmienić czarny scenariusz, który napisał dla nas los i sprawić, że zdarzy się świąteczny cud...
Jeśli ten apel nie odniesie skutku, nasza Fundacja przestanie istnieć, a życie części naszych podopiecznych zostanie zagrożone! A dla reszty z ponad 70 zwierząt, które udało nam się uratować przed śmiercią w rzeźni, trwałym kalectwem oraz cierpieniem, rozpocznie się tragedia. To w ich imieniu błagamy Was dziś o pomoc, bo brakuje nam już sił, aby dalej walczyć!


Obecnie nie mamy już środków na zakup paszy i karmy dla zwierząt oraz na możliwość kontynuowania leczenia starych i zmaltretowanych przez złych ludzi seniorów, dla których terapia jest jedyną ochroną przed bólem.


Prawie 8 lata temu założyłyśmy tę Fundację, bo nie mogłyśmy przejść obojętnie obok cierpienia zwierząt, którym nikt inny nie chciał udzielić pomocy! Ratowałyśmy zmaltretowane zwierzęta, mając nadzieję, że będą już zawsze żyły szczęśliwie. Własnymi rękami podniosłyśmy z ruiny wydzierżawione gospodarstwo, które udało nam się zamienić dla nich na bezpieczne schronienie. Nasz azyl jest wprawdzie brzydki i biedny, ale jest dla naszych podopiecznych szczęśliwym domem, którego nigdy wcześnie nie miały.
Wydawało nam się, że dzięki swojemu zaangażowaniu zapewnimy im do końca życia miłość, poczucie bezpieczeństwa, troskę i możliwość leczenia. Ale najwyraźniej mimo swoich starań, przegrałyśmy te zmagania z losem. Aby utrzymać tyle zwierząt potrzebne są wielkie fundusze. Koszty karmy i opieki weterynaryjnej ciągle rosną. Nasza sytuacja jest coraz cięższa. Zobowiązania się kumulują, bo zwierzaki chorują, brakuje karmy i leków, a weterynarze nie są skłonni do leczenia zwierząt bez uregulowania należności za poprzednie usługi.


Nasi darczyńcy, to w większości osoby prywatne o skromnych dochodach, które coraz częściej rezygnują, z udzielania wsparcia dla naszych zwierząt, bo brakuje im środków na własne potrzeby . A my nie mamy szans, żeby trafić do szerszego grona osób, bo nie dysponujemy całym sztabem ludzi, jak duże fundacje, które stać na wielkie kampanie reklamowe.


Jest nas tylko dwie. Obie pracujemy zawodowo, w firmach nie związanych z naszą Fundacją. Zajmujemy się sprawami naszych podopiecznych po pracy, w każdy weekend i urlop, do późnej nocy, a czasem do rana. Poświeciłyśmy bardzo wiele sił, energii i środków materialnych, żeby te zwierzęta mogły żyć, tak jak na to zasługują. Niestety z powodu braku pieniędzy, wszystko co z takim wysiłkiem budowałyśmy przez lata, na naszych oczach rozsypuje się jak domek z kart. Mamy pod opieką zwierzęta gospodarskie, dla których byłyśmy jedyną szansą na uratowanie życia oraz psy i koty, których nikt nie chciał, mimo setek udostępnianych ogłoszeń.


Ale największym dramatem, który nie pozwala nam spokojnie zasnąć, jest obawa przed śmiercią naszych starych i schorowanych koni oraz osiołków, krów, kóz i owiec, które w razie upadku Fundacji trafią ponownie na rzeź*.

Dziś stoimy na krawędzi totalnej katastrofy, ta zbiórka to ostatnia szansa na przetrwanie Fundacji, która jest domem dla ponad 70 zwierząt i często jedyną możliwością na ocalenie życia i zdrowia dla setek innych.

Z całego serca Was prosimy - pomóżcie nam zmienić ten okrutny scenariusz i dopisać do niego szczęśliwe zakończenie! Błagamy dziś o pomoc każdego kto ma serce!

------------------------------------------
*Takie są dziś niestety realia w naszym kraju, gdzie co trzecia osoba z dumą przyznaje się do ułańskich korzeni, że przez chęć zysku - konie po latach ciężkiej pracy dla ludzi, dostają od nich w nagrodę wyrok śmierci! Polska - kraj najwspanialszych kawalerzystów, stała się piekłem dla koni. Już prawie nikt nie pamięta, że koń był dla żołnierza najwierniejszym przyjacielem i razem z nim stanowił w czasie walki niemal integralną całość.
Bardzo często ratował mu życie, unosząc rannego na swoim grzbiecie w bezpieczne miejsce. Żaden ułan nie skazałby na gehennę transportu w strasznych warunkach i pełną niewyobrażalnego bólu śmierć w rzeźni swojego konia, nawet gdyby płacili mu za to największe pieniądze!


Film przedstawia historię Balbinki, która przeszła przez takie piekło. Gdy zobaczyłyśmy ją na targu, doznałyśmy głębokiego szoku, mimo że widziałyśmy już tak wiele maltretowanych zwierząt. Biedna kucynka leżała na podłodze przyczepy nie mogąc unieść głowy. Kopytka miała tak przerośnięte i powykręcane, że musiała bardzo długo doświadczać niewyobrażalnego cierpienia.
Nie była już w stanie chodzić, więc miała zostać przeciągnięta za nogi do Tira i sprzedana na tzw. "dopych", gdy już nie będzie świadków.
Nie potrafimy znaleźć słów, które oddadzą stan, w jakim się znajdowała. Spędziła ponad 2 miesiące w klinice, ale rokowania na początku nie były pomyślne. Jednak Balbinka udowodniła nam i lekarzom, jak bardzo pragnie żyć i walczyła z wielkim samozaparciem o swoje zdrowie. Niestety wiele lat katorgi i skrajnego zaniedbania nadszarpnęło jej organizm na zawsze. I choć Balbinka nigdy już nie będzie galopować, bardzo kocha życie i potrafi się ogromnie cieszyć każdym kolejnym dniem.




Ładuję...