❗️Ocal ponad setkę zwierząt. Nie pozwól nam skoczyć w przepaść...

6 dni do końca
Wsparło 1 229 osób
46 064 zł (85,3%)
Brakuje jeszcze 7 936 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 31 Stycznia 2020

Zakończenie: 1 Marca 2020

17 Lutego 2020, 07:52
Stan krytyczny

Nowy tydzień - nowa nadzieja.
Minione dni były dla nas bardzo ciężkie.
Wpłynęło do nas kilka interwencji, które jak wynikało ze zdjęć, skutkowały by odbiorem zwierząt.
I pierwszy raz w życiu musiałam prosić osoby zgłaszające, by szukały innej organizacji, bo my nie jesteśmy w stanie pomóc
Nawet nie wiecie, jak trudno mi było odmówić wiedząc, że jakaś istota cierpi
Ale gdy nie mamy co do "garczka włożyć" dla tych, które już mamy...
To strasznie ciężkie decyzje, które prześladują mnie nocami...

W czwartek byłyśmy w elektrowni, błagając o przedłużenie terminu płatności, żeby naszym zwierzakom nie odcięto prądu.
Nie wiemy czy się zgodzą.
Podanie leży.
Do 1 marca nie odetną, a potem...
Sama nie wiem.

Kochani, wiem że proszę o dużo, ale błagam Was...
Już tak niewiele brakuje - niewiele a jednocześnie mega dużo.
Proszę, POMÓŻCIE nam.
Jeśli nie możecie nas wesprzeć, bo wiemy że każdy dźwiga swoje ciężary i problemy - udostępnijcie, przecież musi się stać jakiś cud, by uratować APA.

Bardzo proszę ❤

Nie pozwól pozbawić tych wszystkich istot nadziei na pomoc... Nie pozwól tym aniołom skoczyć! Koniec APA. Koniec robienia tego, co kochamy, czemu poświęcamy się absolutnie bez reszty i co jest sensem naszego życia.


Ale tu nie chodzi o organizację, o ludzi pracujących w niej społecznie – nie! Tu chodzi o zwierzęta! Tylko i wyłącznie o zwierzęta – setki istot, które są pod cudowną opieką APA, a których los zależny jest od ludzkiej pomocy.


Bardzo się starałyśmy, by długi nas nie przygniotły, ale ratowanie zwierząt niestety zawsze równa się  koszty. Wszystkie wiemy, ale żadna z nas nie chce tego powiedzieć na głos – to koniec APA. Nie damy rady, nie wiem jaki cud musiałby się stać, byśmy temu podołały. Trzymamy się jeszcze, bo są z nami zwierzaki.


Ręce mi drżą, gdy myślę, co się z nimi stanie, gdy nas nie będzie, nie – nie chcę o tym nawet myśleć. Rozpieszczone, śpiące w pościeli, jedzące wartościową karmę i wolne, wolne i szczęśliwe – co – schronisko? To dla nich wyrok śmierci. Nie przeżyłabym tego – naprawdę! Nie mogłabym dalej żyć ze świadomością, że jest im źle, że cierpią, że…


Jak zasnąć, gdy w głowie kłębi się tyle myśli, gdy człowiek wciąż martwi się o te bezbronne istoty nic niewinne temu, że tym światem rządzi pieniądz, a dobre serce to dziś za mało – ba… to nic nie znaczy, gdy przychodzi do płacenia. Telefony ciągle dzwonią i wszyscy chcą, żeby ratować. Tylko ci wszyscy nie zdają sobie sprawy z tego, że ratować – znaczy płacić. Nie umiemy odmawiać, tak – to nasza pięta achillesowa i jeśli tylko możemy, zawsze pomagamy.


Nie przesadzę, mówiąc, że niemal każdego dnia trafia do nas jakaś bida. Nie piszemy na stronie o wszystkich, bo to fizycznie niemożliwe - jest ich po prostu za dużo, ale każda z tych istot wymaga leczenia, opieki i musi mieć co jeść. Przy ponad setce zwierzaków w tym przewlekle chorych, wizyty u weterynarzy to codzienność. Naprawdę jesteśmy w gabinetach każdego dnia, a gdy z „niczym” nie przyjeżdżamy, weterynarze żartują, że to normalnie święto.


Gdy trzeba ratować, nie myślimy o kosztach tego, bo życie bezbronnych istot jest najważniejsze. Gdy trzeba w środku nocy wsiąść w samochód i gnać do Chorzowa, nie rozmyślamy – tylko pakujemy zwierzaka i jedziemy, modląc się, by mu pomogli. Gdy trzeba było jechać do Niemiec po Feliserin, gdy był jeszcze dostępny, by ratować maluchy – jechaliśmy. Gdy potrzebny jest Canglop z wywieszonym językiem, pędzi się do Czech, byle ratować. Tylko to się liczy - życie!

Większość ludzi myśli, że jest to nasza praca. Nie, to nie jest praca zarobkowa. Wszystko to, co robimy, robimy społecznie. Każda z nas jest w stu procentach wolontariuszem, oddającym całe serce temu, co robimy. Nie wypłacamy sobie pensji, bo i z czego. W większości same płacimy za paliwo. Każdego miesiąca, kosztem naszych rodzin dopłacamy do karmy, bo zwierzaki nie rozumieją, że konto puste i nakarmić je trzeba. Ale nie narzekamy. Choć jest bardzo ciężko, to te ocalone – one naprawdę wynagradzają każdy trud. Bo my, czyli 3 dziewczyny (APA to trzy kobiety i setki podopiecznych zwierząt), naprawdę kochamy to, co robimy. To, że możemy zmieniać świat, czynić dobro… Nie wiem, może nie pasujemy do tych czasów, może wielu uzna to za nienormalne, ale to sens naszego życia.


Dlatego błagamy Was – pozwólcie nam to dalej robić! Wiemy, że zadanie jest gigantyczne, bo jeszcze nigdy nie byłyśmy w tak dramatycznej sytuacji i jeszcze nigdy nie potrzebowałyśmy tak wiele, ale błagamy – pomóż nam! Pomóżcie naszym zwierzętom, które mają tylko nas. Pomóżcie tym, które czekają na pomoc, bo gdy nas zabraknie, ich wołanie o ratunek pozostanie głuche.

Po prostu Was pokornie błagamy, bo już nic więcej nie możemy zrobić. Ocalcie nasze zwierzęta i dajcie nadzieję tym, które na pomoc czekają. Na dług składają się faktury z terminem opłacenia do połowy lutego za czynsz, prąd, faktury od weterynarza, opłata za hotelik, hurtowanie zoologiczną. Stan konta APA na dzień 30 stycznia to 750 zł - zamrożone na bieżący zakup jedzenia dla zwierząt. Bardzo się boję, co dalej... Liczymy na Was! Z góry dziękujemy.

Pomogli

Ładuję...

6 dni do końca
Wsparło 1 229 osób
46 064 zł (85,3%)
Brakuje jeszcze 7 936 zł
Wesprzyj