Ofiara porzucenia. Konsekwencje ponosi do dzisiaj!

Rozpoczęcie: 22 Marca 2021

Zakończenie: 4 Maja 2022

Prosimy, przeczytajcie do końca! To bardzo ważne! Prosimy również o pomoc dla tego cudownego psa. A każde udostępnienie może ocali kolejnego! 

Zanim opowiemy, jego historię, tym razem musi być wstęp.

"Dzień Dobry, czy mogę oddać psa do schroniska?" - nie ma dnia, by pracownikom schronisk w całej Polsce, nie zadawano tego pytania.

Argumenty właścicieli?

- No chyba lepiej, jak go oddam, niż wywiozę?

- Szkoda go wieszać.

- Inaczej będę musiał go zabić.

- W schronisku mu będzie lepiej (...)

Wyobrażenia właścicieli, o tym, jak bardzo pomagają swoim psom, oddając je do schronisk, jest tak mocno mylna.

Mimo to właściciele znajdą milion argumentów, które wydaje im się, że usprawiedliwią ich przed zrobieniem zdjęć, przesłaniem ich, napisaniem ogłoszenia. "E tam. Oddamy, bo tak szkoda oddać go znowu na łańcuch. W schronisku będzie mu dobrze."

Powiedzmy to raz na zawsze - nie będzie!

Nigdy nie będzie nikomu dobrze, w zgiełku rozpaczy innych zwierząt, wśród licznych zagrożeń - pasożytów, chorób wirusowych, stresu. Nigdy. Różnica jest taka, że w schronisku pracownicy zrobią wszystko, by utrzymać zwierzę w zdrowiu i przy życiu. Jakkolwiek jednak dobre jest schronisko, jakkolwiek cudowna opieka i troska, schronisko dla zwierzaka to stres i zagrożenie.

I nikt nie ma prawa zabijać psa, nikt nie ma prawa szantażować nikogo, pozbawieniem kogoś życia. Zwierzęta to istoty żywe! A jednak - od lat, codziennie - znajdzie się ktoś, kto próbuje pozbyć się problemu, oddając psa do schroniska.

I śpią spokojnie opiekunowie, bo w końcu nie zabili, nie wyrzucili, więc mają czyste sumienie. Nie powinni mieć. A spadkobiercy zacierają ręce. Bo dom wzięli, a psa z domu po zmarłym błyskawicznie się pozbyli…

Coraz częściej spotykamy się też z sytuacjami:

- "To taki nasz wioskowy pies, nie ma właściciela, ale mieszkańcy od pięciu lat o niego dbają"

Trzy miesiące później:

- "Proszę przyjechać po tego psa, już nie chcemy się nim zajmować".

Zabawa w dobrych mieszkańców się znudziła. Czas wakacji, wyjazdów, wałęsających się suk z cieczkami. Nagle wszystkim pies przeszkadza, a nikt nie będzie pilnował swoich psów. Kolejne mylne przeświadczenie - "pies na wsi biegać musi, jaka tam smycz!"

To, co przeczytaliście do tej pory - to wstęp do historii psa, który stał się ofiarą „w schronisku będzie mu lepiej” – nie będzie i nie jest. Bo w wyniku stresu/alergii stał się ofiarą choroby autoimmunologicznej – pęcherzycy liściastej.

Unicorn trafił do nas zdrowy. Szwendał się po ulicach wsi. Nie znalazł pomocy innej niż wezwania pracowników schroniska. Unicorn zamieszkał pośród innych porzuconych psów. Cudowny pies, o niesamowicie łagodnym usposobieniu. Promyk dobroci, przyjaznego nastawienia do wszystkich. Pies, któremu nie kończą się powody do merdania ogonem. Pies, o którym powinien marzyć każdy. A mimo to stał się bezdomnym psem, kolejną ofiarą ludzkiej obojętności. I niestety nie spotkał na drodze nikogo, kto znalazłby dla niego odrobinę miejsca, by uchronić go przed schroniskiem.

Unicorn z dnia na dzień zaczął łysieć. Lekarz weterynarii zdiagnozował psa – obniżona odporność, pęcherzyca liściasta – choroba autoimmunologiczna. Jego ciało nagle pokryły rany, pęcherze ropne. Sierść odpada garściami. Strup na strupie. Niewyobrażalny ból i świąd. A on nadal merda ogonem.

Unicorn to zaprzeczenie „w schronisku będzie mu dobrze”. Psy, jak ludzie, mają emocje. Odczuwają strach, smutek, przerażenie, tęsknotę. Wszystko to wpływa na ich ciało, odporność, psychikę. Unicorna organizm osłabił pobyt w schronisku połaczony z alergią. Stres, który „zorganizował” ogromne spustoszenie w jego odporności. Poddało się ciało i jego serce.

Walczymy my, o to, by znowu kiedyś zobaczyć w nim zdrowego psa, by znów zawalczyć o szansę na jego lepszą przyszłość. Teraz wzbudza tylko odrazę, politowanie, ale nie miłość. Nikt nie adoptuje w takim stanie psa. Chociaż to właśnie adopcja jest dla niego najlepszym lekarstwem dla jego choroby. Zabrać go z tego miejsca, odciąć go od stresu, od niestabilności… to najlepszy lek, którego nie sposób wydać na żadną receptę.

Unicorm codziennie jest smarowany, suplementowany, pod stałą opieką lekarza weterynarii. Niedługo rozpoczniemy kąpiele, które także powinny przynieść mu ulgę. Wciąż jednak znajdujemy krew na posłaniu, odpadające kępy sierści. Strupy, rany… Nie znaleźliśmy też leku na jego złamane serce.

Prosimy, pomóżcie nam wyrwać z tej choroby Unicorna. Potrzebujemy dla niego, przede wszystkim spokojnego ciepłego miejsca. Obecnie przebywa w pawilonie, w którym za ścianą gości drugi pies. To także wpływa na jego stres.

Pilnie szukamy dla niego domu tymczasowego/stałego!

Prosimy również o pomoc! O stworzenie cichego zakątka dla Unicorna i psiaków, których stres najbardziej dotyka w schronisku i wpływa na ich zdrowie. Wiemy, że jedną zbiórką nie uzbieramy na to, ale może ktoś zna kogoś, kto może podarować taki pawilon? Albo może ktoś ma na sprzedać taniej? Może ktoś zechce nam pomóc pisać prośby do firm?

Pilnie też potrzebujemy klimatyzatora, bo obecnie w pomieszczeniu, którym przebywa Unicorn, jest tylko mały grzejnik i trudno nam ogrzać jego pomieszczenie. Brak sierści jednak robi swoje...

Pomogli

Ładuję...

4 470 zł
Wsparło 155 osób
Wesprzyj