Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Kiedy zakładałam fundację sądziłam, że dobre serce i brak strachu przed fizyczną pracą w upałach, mrozach czy ulewach wystarczy.
Długo w to wierzyłam i długo miałam nadzieję, że w końcu będzie lepiej, ale w końcu to nauczyłam się żyć z długami, które zawsze są i zawsze nas gonią. Nauczyłam się przepraszać za brak spłaty, czasem unikać kontaktu z wierzycielami i już nie pamiętam jak to jest żyć bez stresu i codziennego liczenia czy zostanie nam 100zł na koncie, czy 10 groszy.

fot. Kofka lat 36 i Cici Crash uratowany z wypadku

fot. Od lewej Wampirek lat 34, Czejenek lat 35 i z tyłu niewidoma Plamcia, lat 25
Często słyszę, że skoro chcę ratować zwierzaki, to powinnam sama na nie zarobić. Bardzo chętnie, tylko kiedy? Zajmowanie się tyloma końmi to praca na pełen etat dla kilku osób, a do tego dochodzi jeszcze pisanie postów na facebooka czy instagrama, montowanie filmów, księgowość, poszukiwania darczyńców, wolontariuszy, których swoją drogą praktycznie nie ma, szczególnie zimą. Praca przed komputerem, to kolejny etat, być może najważniejszy, bo bez sprawnego marketingu, nie ma nic. A my nie mamy ani w pełni zorganizowanych prac fizycznych w stajni, ani nasze konie nie są wymiziane i wyczesane, tak jak powinny, ani nie mamy odpowiednio zadbanych social mediów, wszystko na pół gwizdka, a zatem spłatę zadłużeń też mamy na pół gwizdka.

fot. Yerbusia lat 31 i Oskinek lat 20

fot. Grzmocik i z tyłu Wuzetka

fot. nasze kucyki z chorobami kopyt (ochwat oraz zwyrodnienia) Maciuś i z tyłu Jadzia i Hedwiga

fot. Dzień otwarty w naszej Fundacji, zaciekawieni i spragnieni miziania Yerbusia i Oski
Bardzo liczyłam na dofinansowanie od pewnej fundacji, w zasadzie od roku starałam się je uzyskać, próbowałyśmy sprostać wymaganiom. Kiedy po pierwszych rozmowach okazało się, że kilka rzeczy trzeba zmienić, po kilku miesiącach spróbowałam znowu. Bardzo długo czekałam na odpowiedź, sądziłam, że pozytywną ale dwa dni przed świętami otrzymałam maila, że jednak nie dostaniemy dofinansowania ale życzą nam powodzenia.
W marcu zjawiła się osoba, która doceniła naszą pracę i starania, pomogła nam jednorazowo bardzo znacząco, byłyśmy szczęśliwe, że może w końcu nasze życie przestanie wyglądać jak walka z wiatrakami. Osoba ta obiecała nam regularne wsparcie. Niestety, na tym się skończyło.
Oczywiście, nie mamy nikomu za złe, każdy pomaga kiedy i jak chce. Być może zrobiłyśmy coś nie tak, być może zaważyły inne losowe sprawy, ale kiedy w tunelu pojawia się światełko, chwytamy się go jak tonący brzytwy, a potem zazwyczaj mamy poranione dłonie. Teraz liczymy na inne dofinansowanie i będziemy starać się z całych sił aby je otrzymać, ale to dopiero za kilka miesięcy.

fot. Struganie kopytek Harrego

fot. Wuzetka z dziećmi z przedszkola

fot. Z przodu Wampirek, dalej Grzmocik, Loczek i za nim Baksa

fot. Słodko śpiąca Kofeinka

fot. A tutaj śpiąca Yerbusia
Codziennie odmawiamy naszym zwierzakom smaczniejszego jedzenia, suplementów, potrzebnych badań. Staramy się minimalizować koszty jak możemy i staramy się jak najwięcej robić własnymi rękami.
W tej chwili nasze długi to jakieś 40 tysięcy. Aż ciężko czasem policzyć, ciężko w kółko o tym myśleć, bo to odbiera siły, a sił to my akurat stracić nie możemy.
Bo nikt nie weźmie naszych koni, nikt się nimi nie zajmie, nie wyobrażam sobie co by się z nimi stało gdybyśmy my w końcu naprawdę wysiadły, a przecież nie jesteśmy ze stali i nie mam tu na myśli mocy fizycznej.

fot. Czejenek i za nim Strunka

fot. Lucek, który kocha kłaść się w brudnych kałużach

fot. Zdarzyło nam się wieźć siano autem... :)

fot. Oski wspiera Yerbusię podczas badania

fot. Pokaz "rozmowy" z koniem podczas dnia otwartego, w roli głównej Złota

fot. Wuzetka kochająca dzieci

fot. odbicie Jadzi w wodzie
Dlatego po raz kolejny prosimy o spore wsparcie. Prosimy o pomoc, bo jak to mówi stare przysłowie "miłości do gara nie włożysz". Gdyby tak było, to w naszym azylu mieszkałoby 10x więcej zwierząt, a my mogłybyśmy pracować dzień i noc aby były szczęśliwe.
Prosimy o wsparcie dla naszych zwierzaków, które liczą na spokojną przyszłość. Ogromna prośba - jeśli nie możesz wpłacić nawet złotówki - przekaż tę zbiórkę znajomym, rodzinie, ludziom, którzy być może będą w stanie nam pomóc i uwierzyć w końcu, że to światełko w tunelu już nie zgaśnie.

fot. Jadzia i Hedwiga ze względu na swoje choroby muszą jeść siano ze specjalnych siatek z bardzo małymi oczkami

fot. Najpiękniejsze niewidome oczka... Plamcia

fot. Wuzetka i Kofka podczas zimowej kolacji
Chciałybyśmy uzbierać trochę więcej niż mamy długów, bo to dałoby nam zabezpieczenie na kolejne miesiące, a kto wie, może w końcu zakup ciągnika, bez którego radzimy sobie już od prawie półtora roku.
Może udałoby nam się znaleźć kogoś, kto pomógłby nam marketingowo, tak żeby więcej osób mogło o nas usłyszeć i poznać nasze najwspanialsze zwierzaki.
Z ogromną nadzieją,
Ewa, prezes Fundacji Heartland.
Ładuję...