Umierałem, cicho żyjąc. Obroża rosła razem ze mną

Zbiórka zakończona
Wsparło 301 osób
7 152 zł (357,6%)

Rozpoczęcie: 8 Października 2019

Zakończenie: 8 Listopada 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Ktoś wziął kiedyś ładnego, białego szczeniaczka... Może dla dzieci, może tak po prostu, Bo "sąsiadowi oszczeniła się suczka"... Ktoś oddał w "dobre ręce". Bo przecież szczeniaki zawsze się gdzieś wyda. Gdzie? Nieważne. Ważne, że poszły jak poprzedni miot, tak jak będzie z kolejnymi. Właściciel dobrodziej nie sterylizuje, bo to przecież nie będzie kaleczył zwierząt!


I piesek zaczął rosnąć. Był coraz większy i większy. Zaczął ganiać kury? Uciekał? W każdym razie wylądował na łańcuchu. Szczeniaki rósł i rósł, a obroża na szyi już... nie. Wrzynała się coraz bardziej, coraz mocniej... Bolało. Bardzo, niesamowicie, ale pan łaskawca tego nie widział. Nie widział ropy, krwi, smrodu. Pies był coraz słabszy.

Już widział tęczowy most. Jednak w końcu łańcuch puścił! Kiedyś mały szczeniaki, teraz podrostek, uciekał, aby szukać ratunku. Wlazł na posesję wygonił psa rezydenta z budy i czekał...
Czekał na cud. Warczał, rzucał się, nie chciał odejść, bo gdzie? Dotarła do nas prośba o pomoc. Na miejscu ukazał się niewyobrażalny dramat. Od razu pognaliśmy do gabinetu weterynaryjnego. W nocy odbyła się operacja, a przed nami długie i kosztowne leczenie...

Psiak dostał na imię Jaskier, jest młodziutki - ma dopiero 1-1,5. I tak wielki i ciężki bagaż złych doświadczeń. Nadal warczy, boi się i sika pod siebie. Ale wierzymy, że w końcu nam zaufa... Ktokolwiek rozpoznaje psa i wlasciciela - prosimy o kontakt: 535 361 111.

Błagamy Was o pomoc! 

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 301 osób
7 152 zł (357,6%)