Umierałem, cicho żyjąc. Obroża rosła razem ze mną

Wsparło 291 osób
6 977 zł (348,85%)
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 8 Października 2019

Zakończenie: 4 Lutego 2021

Ktoś wziął kiedyś ładnego, białego szczeniaczka... Może dla dzieci, może tak po prostu, Bo "sąsiadowi oszczeniła się suczka"... Ktoś oddał w "dobre ręce". Bo przecież szczeniaki zawsze się gdzieś wyda. Gdzie? Nieważne. Ważne, że poszły jak poprzedni miot, tak jak będzie z kolejnymi. Właściciel dobrodziej nie sterylizuje, bo to przecież nie będzie kaleczył zwierząt!


I piesek zaczął rosnąć. Był coraz większy i większy. Zaczął ganiać kury? Uciekał? W każdym razie wylądował na łańcuchu. Szczeniaki rósł i rósł, a obroża na szyi już... nie. Wrzynała się coraz bardziej, coraz mocniej... Bolało. Bardzo, niesamowicie, ale pan łaskawca tego nie widział. Nie widział ropy, krwi, smrodu. Pies był coraz słabszy.

Już widział tęczowy most. Jednak w końcu łańcuch puścił! Kiedyś mały szczeniaki, teraz podrostek, uciekał, aby szukać ratunku. Wlazł na posesję wygonił psa rezydenta z budy i czekał...
Czekał na cud. Warczał, rzucał się, nie chciał odejść, bo gdzie? Dotarła do nas prośba o pomoc. Na miejscu ukazał się niewyobrażalny dramat. Od razu pognaliśmy do gabinetu weterynaryjnego. W nocy odbyła się operacja, a przed nami długie i kosztowne leczenie...

Psiak dostał na imię Jaskier, jest młodziutki - ma dopiero 1-1,5. I tak wielki i ciężki bagaż złych doświadczeń. Nadal warczy, boi się i sika pod siebie. Ale wierzymy, że w końcu nam zaufa... Ktokolwiek rozpoznaje psa i wlasciciela - prosimy o kontakt: 535 361 111.

Błagamy Was o pomoc! 

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 291 osób
6 977 zł (348,85%)
Wesprzyj