Dzikie - to znaczy gorsze? Jesteśmy w opłakanej sytuacji. Pomoc jest potrzebna bardzo pilnie...

1 dzień do końca
Wsparły 1 872 osoby
78 710 zł (87,45%)
Brakuje jeszcze 11 290 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 12 Listopada 2020

Zakończenie: 7 Maja 2021

Bez Waszej pomocy i wsparcia nie damy rady. Tak jak z każdym dniem przybywa dzikusów potrzebujących pomocy, tak rosną nasze zaległości. Nie ma dnia, aby jakieś zwierzę nie potrzebowało pomocy. Często dla tych zwierząt jesteśmy ostatnią deską ratunku, bez naszej pomocy nie przeżyją.

Nasza Fundacja prowadzi Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Kobylnicy. Ośrodek rehabilitacji to szpital dla zwierząt. Utrzymujemy się głównie dzięki darowiznom i datkom. Niestety okoliczne gminy i miasta nie chcą w jakikolwiek sposób pokrywać kosztów związanych z leczeniem, utrzymaniem, wyżywieniem i opieką.

Jesteśmy zdani na łaskę ludzi. Zazwyczaj pomagają nam te same osoby, a to ogranicza pomoc, jaka do nas płynie...

Jesteśmy ogromnie wdzięczni za każde wsparcie, niestety potrzebujących zwierząt jest tak strasznie dużo... Mamy ogromny problem z opłaceniem zaległych faktur za prąd, wodę, śmieci, odpady, żywność i innych opłat.

Sięgają już one kilkunastu tysięcy złotych. To niestety nie koniec naszych problemów. Praktycznie od zawsze nasze zwierzęta leczone są na kredyt. Nigdy nie mamy funduszy, aby na bieżąco zapłacić w przychodni weterynaryjnej za leczenie, zabiegi, operacje czy leki dla zwierząt.

Mamy do wystawienia fakturę za blisko sto pięćdziesięcioro zwierząt, aż boimy się zapytać, ile wyszło do zapłaty. Naszymi zwierzętami zajmują się wspaniali lekarze weterynarii. Wiedzą, w jakiej jesteśmy sytuacji i nigdy nie nalegają z płatnościami.

Faktura za leczenie opiewać będzie na ładnych kilkanaście tysięcy złotych lub więcej. Ciężko jest nam konkretnie określić kwotę, gdyż nigdy nie pytamy, ile będzie kosztowało, tylko prosimy, aby robić wszystko, by uratować zwierzę.

Prosimy o wystawienie faktury, gdy na koncie Fundacji są większe pieniądze. Na zbiórce będziemy na bieżąco wrzucać nasze zaległości i informacje o naszych podopiecznych.

Do naszego ośrodka trafiają różne gatunki zwierząt w różnym stanie.

Zazwyczaj są to ofiary wypadków komunikacyjnych, zwierzęta, które zostały podkoszone przez kosiarki, pogryzione przez psy, zatrute trutkami na gryzonie, szkodniki lub ucierpiały w wyniku innej działalności człowieka.

Trafiają również młode oseski, pisklęta, podloty, które zostały osierocone przez rodziców lub doznały urazów, a także te, które zostały zabrane bez powodu przez człowieka. Każde z tych zwierząt wymaga zazwyczaj całodobowej opieki.

Często dla tych zwierząt jesteśmy ostatnią deską ratunku. Mamy świadomość tego, że gdyby nie my, to po prostu by nie przeżyły.

Staramy pomagać się tam, gdzie zwierzęta pomocy nie mają, tam, gdzie innej alternatywy nie ma. Nie potrafimy odmówić ludziom i zwierzętom pomocy i powoli zapędzamy się w kozi róg. Gminy w większości przypadków zbywają ludzi, bo twierdzą, że nie mają obowiązku pomagać takim zwierzętom i należy pozwolić naturze robić swoje. Tylko niestety nie biorą pod uwagę faktu, że te zwierzęta w większości przypadków nie są eliminowane przez naturę, a ucierpiały na skutek działalności człowieka.

Do ośrodka nie tylko trafiają gatunki zwierząt chronionych, trafiają również zwierzęta łowne, takie jak: sarny, lisy, kaczki krzyżówki.

Niesiemy pomoc dla ponad półtora tysiąca zwierząt rocznie. Prowadzimy całodobową infolinię "Pogotowie dla Jeży", zawsze i o każdej porze można otrzymać poradę, wsparcie, często sami organizujemy pomoc dla zwierzęcia z innych części kraju. Organizujemy i przeprowadzamy prelekcje edukacyjne w szkołach i przedszkolach.

Brakuje nam pieniędzy zupełnie na wszystko, począwszy od opłat, a skończywszy na środkach czyszczących.

Każdy dzień funkcjonowania naszego Ośrodka graniczy z cudem, codziennie musimy wybierać, co jest ważniejsze: zapłata za faktury czy pożywienie dla zwierząt. Zwierzęta jeść coś muszą, muszą mieć podkłady, leki, opatrunki. Muszą mieć zapewnione odpowiednie warunki bytowe, by jak najszybciej powrócić do zdrowia i środowiska naturalnego.

Opłaty zawsze schodzą na drugi plan.

Niektórzy są przekonani, że utrzymanie takich zwierząt wiele nie kosztuje, bo wróblowi, łabędziowi lub innemu ptakowi można dać suchy chleb, lisom czy jeżom resztki z obiadu, zlewki lub obierki. Nic bardziej mylnego. Te zwierzęta wymagają specjalistycznego żywienia: świeżego mięsa, ryb, owadów karmowych, świeżych warzyw, owoców, ziarna.

Skrajnie wycieńczone osobniki i młode zwierzęta wymagają specjalistycznych karm i mieszanek mlekozastępczych. Schodzą nam ogromne ilość rękawiczek jednorazowych, bandaży samoprzylepnych, podkładów jednorazowych, chusteczek nawilżonych, środków do dezynfekcji, peletu i wielu innych rzeczy. Ceny wielu produktów przez pandemię wzrosły kilkukrotnie, bez koronawirusa było bardzo ciężko...

Staramy się pomagać tym zwierzętom, nawet wtedy, kiedy szanse są niewielkie. Walczymy o każde życie. Strata chociażby jednego z naszych podopiecznych to dla nas ogromna porażka... Zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze uda się im pomóc.

Ale wtedy też ponosimy koszty leczenia, utylizacji, czy eutanazji, kiedy brakuje już wszystkich innych możliwości, a zwierzęciu trzeba skrócić w sposób humanitarny cierpienie. Ośrodek powstał dzięki osobom o wielkich sercach i Gminie Kobylnica (gmina użyczyła budynek i teren) bez dofinansowań i dotacji. Udaje się pomóc większości zwierząt. Po zakończonym leczeniu, rehabilitacji powracają do środowiska naturalnego.

A te kalekie lub chore na nieuleczalną chorobę pozostają u nas dożywotnio. Nie poddajemy zwierząt eutanazji tylko dlatego, że będzie kalekie.

Jeśli kalectwo nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu takie zwierzę ma zapewnioną u nas opiekę i odpowiednie warunki bytowe. Każde życie jest dla nas tak samo cenne. I wiemy, że dla Was też!

Gdy służby odmawiają pomocy, jeździmy po zwierzęta, często zabieramy je z drogi...

Wszystkie koszty ponosi nasza Fundacja, bo my zabraliśmy zwierzę.

Ale gdyby nie my, to zwierzę by skonało lub dogorywało w męczarniach. Wiele osób uważa nas za instytucję państwową, którą nie jesteśmy. Że mamy obowiązek przyjechać, przyjąć zwierzę. Wiele osób nie patrzy, że nie mamy za co pomagać, a często nawet nie usłyszymy słowa "dziękuję". Tak bardzo chcemy móc każdego dnia ratować ich życie...

Niestety nie wystarczy nasze poświęcenie i chęć. Bez pieniędzy nie zrobimy nic. Może z czasem zmieni się świadomość urzędników i zaczną dbać o dzikie zwierzęta, większość z nich to przecież gatunki zwierząt chronionych! Do tego czasu jesteśmy zdani na Waszą łaskę i dobre serducha.

Nie chcemy odmawiać przyjęcia zwierząt tylko dlatego, że nie będziemy mieli za co zapłacić weterynarzom, dać zwierzętom jeść.

Albo skończy się na odcięciu prądu i innych mediów... One nie są niczemu winne. Większość z nich ucierpiała na skutek działalności człowieka. Zwierzęta chronione według ustawy, ale jeśli potrzebują pomocy to już temat tabu. Bo kto tę pomoc powinien zapewnić...

Bez pomocy człowieka wiele gatunków może w ciągu kilku lub kilkunastu lat zniknąć bezpowrotnie. Te zwierzęta zasługują na taką samą pomoc jak nasze domowe pupile. 

One nie są w niczym gorsze. Są zdane na ludzi... Na ludzi o Wielkich serduchach, którym ich los nie jest obojętny. Prosimy Was o wsparcie. Bez Waszej pomocy nie damy rady!

Poniżej kilka zdjęć z przystosowania naszych podopiecznych do życia na wolności oraz ich powroty do natury:

Za każdą wpłaconą złotówkę będziemy ogromnie wdzięczni! Dziękujemy!

Pomogli

Ładuję...

1 dzień do końca
Wsparły 1 872 osoby
78 710 zł (87,45%)
Brakuje jeszcze 11 290 zł
Wesprzyj