Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Każda organizacja działa w określonych przez siebie trybach. To, że Kocia Mama nigdy nie pozwoliła zaszufladkować swojej działalności, chyba nikogo raczej nie powinno dziwić. Udało mi się zbudować zespół złożony z samych kreatywnych osób, które niezależność uznają jako najważniejszą zasadę w życiu.
To, że działamy według własnego kodeksu nie oznacza wcale, że staramy się za wszelką cenę innym narzucić naszą formę aktywności. Pokazujemy rozwiązania alternatywne do zachowawczych, a jakiego wyboru dokonają ludzie aktywni w kociej branży, jest ich wyłącznie decyzją. Można działać na rzecz zwierząt według starego skostniałego klucza, a ograniczenia nałożone z własnej woli paraliżują w efekcie rozwój. Kocia Mama nigdy nie przyjęła próby narracji innych organizacji, żeby ograniczyć pomoc do podejmowania interwencji tylko w pobliżu własnych siedzib. W ich intencji było wiele ukrytych wiadomości, które laikowi nie przyszłyby nawet do głowy.

Ograniczenie zasięgu działania automatycznie przekłada się nie tylko na blokadę interwencyjną, ale przede wszystkim na promocję i reklamę firmy. Tylko interwencje są najlepszym nośnikiem dokumentującym pracę, aktywność i sukcesy. Informacja o skutecznej pomocy dla opiekuna i, oczywiście kota, jest wyraźnym, najlepszym, mocnym przekazem o formie i kondycji organizacji. Mała fundacja, niestabilna finansowo, nie podejmie się ratowania kotów z Kutna, Koluszek czy Uniejowa. W czasie, kiedy kotki wyprowadzają mioty, nagle organizacje ogarnia dziwna niemoc. Zawieszają się serwery internetowe, psują telefony, występują braki kadrowe.
Organizacje w najgorętszym kocim sezonie schodzą do podziemia. Jak myszki pod miotłą czekają, aż przejdzie ta kocia nawałnica, a ktoś inny zrobi za nich porządek. Potem oczywiście jęczą na forach, jakie są biedne, nie mają wsparcia, tracą darczyńców oraz sponsorów. A mnie nasuwa się wtedy od lat to samo, monotonne już w zasadzie pytanie. Czy faktycznie założyliście swoje fundacje, żeby zmieniać kocią rzeczywistość?

Tym razem przedstawiam dwie kocie istotki, obie niestety po urazach łapek. Czarna kotka znaleziona została na terenie zakładu pracy na obrzeżach miasta, a druga przyjechała do nas z Koluszek. Patrząc na mapę zgodnie z obowiązującymi u innych normami, przyjęłam je z miejsc, które nie są w bezpośrednim sąsiedztwie z siedzibą Kociej Mamy.
Odkładając na bok sugestie niewydolnych sprawczo, przyjęłam oba małe połamańce pod skrzydła. Tradycyjnie, najpierw odwiedziły kliniki, potem z wyprawkami pojechały do domów tymczasowych. O ile z kotką z Koluszek nie było żadnego kłopotu, bo wiek i wagę ma już takie, że znieczulenie nie jest dla niej niebezpieczne, o tyle czarne maleństwo musiało pobyć w sztywnym opatrunku, żeby nabrało siły, wieku i co najważniejsze, masy, kwalifikującej ją do zabiegu.

Przy urazach ortopedycznych schemat zawsze jest taki sam. Seria zdjęć RTG daje operatorowi obraz uszkodzenia i jest pomocą, jak przygotować plan zabiegu. Koty małe są trudnymi pacjentami. Nie dość, że organizm młodziutki, to akcja musi być przeprowadzona szybko i sprawnie, żeby zbytnio nie obciążać malutkiego serduszka.



Leki znieczulające, łagodzące ból, nie są obojętne dla rozwoju, więc dokładnie tak, jak w przypadku dzieci, stosować należy je szalenie rozsądnie, ostrożnie i tylko w ilości faktycznie niezbędnej.

To także drogie zabiegi. Potem wkracza dość długa rehabilitacja, diagnostyka kontrolna oraz leki współtowarzyszące zawsze w procesie gojenia.

Wykonanie zabiegu w obecnych czasach nie sprowadza się, jak kiedyś, tylko do sprawności chirurga operatora. W każdej klinice, specjalizującej się w ortopedycznych zabiegach, lekarz ma w zasięgu ręki sprzęty diagnostyczne, które pomagają wybrać rodzaj zabiegu. Operacje ortopedyczne, nawet jeśli urazy mieszczą się w tej samej grupie, nigdy jakościowo nie są takie same. Każda kocia łapka, dokładnie tak, jak ludzka noga, zbudowana jest inaczej. Opracowując schemat kostny człowieka, modelujemy go według prawidłowych „ustaleń” klinicznych. Tak samo dzieje się z kośćcem zwierząt.
Jednak styl życia, dieta, wykonywana praca, u każdego człowieka sprawia, że jego kręgosłup inaczej się układa i posiada pewne anomalia. Koty również mają różne sylwetki. Są małe, na krótkich łapkach, muskularne ze zbitymi, jak mocarz, mięśniami. Bywają długie, na wysokich łapkach, smukłe, delikatne wręcz rachityczne. Trudność zabiegowa polega na tym, że im kot młodszy, tym trudniej poskładać go dobrze, ponieważ zawężone pole operacyjne eliminuje użycie większości dostępnych, dość korzystnych przy takich urazach, elementów ułatwiających szybkość zespolenia. O ile dla człowieka można zbudować protezę na zamówienie, o tyle dla kota są to dodatkowe, znaczące koszty.

Intencja zawsze taka sama, zaopiekować się zwierzakiem, nie generując bez potrzeby ogromnego rachunku.
Doceniając wszelką pomoc sympatyków Fundacji, po raz kolejny proszę o włączenie się do akcji. Każda forma jest dobra: wpłata na konto, promocja, rozpowszechnianie apelu o wsparcie. Obecne czasy są trudne, maleje w ekspresowym tempie budżet, przeznaczany na cele charytatywne. Jednak dobra wola może zdziałać wiele dobrego, a aktywność i działanie zawsze pomagają osiągnąć cel.

Nie będę po raz kolejny wyliczać, jakich kosztów się spodziewam za naprawę obu tych kocich ślicznotek, wiedzą to doskonale wszyscy, którzy śledzą nasze pomaganie środowiskowym. Wybrałam, jak zwykle, wersję „premium”, czyli zabieg i wszystkie współtowarzyszące aktywności. Odrzuciłam w obu przypadkach amputację, co też nikogo, mam nadzieję, nie dziwi.

Teraz wspólnie staramy się zebrać jakieś środki, żeby opłata za obie faktury nie nadszarpnęła zbytnio fundacyjnego budżetu.

Bardzo prosimy o wsparcie dla dwóch maleńkich koteczek z połamanymi łapkami. Koszty operacji a potem leczenia i rehabilitacji, jak zawsze wysokie, ale warto je ponieść, aby nie amputować kocich łapek i zapewnić maleństwom jak najlepsze życie. Pomóżcie Kochani, z Waszą pomocą łatwiej ratować!
Ładuję...