Czad w pożarze stracił wszystko, prócz życia. Teraz zaciekle o nie walczy

Wsparło 169 osób
4 713 zł (72,5%)
Brakuje jeszcze 1 787 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 15 Marca 2019

Zakończenie: 15 Czerwca 2019

Tylko wspólnymi siłami możemy dać mu szansę! Czad cudem uniknął śmierci w pożarze. Uratowany, z licznymi poparzeniami dróg oddechowych trafił do szpitala. Nikt nie wierzył, że się uda, ale dzięki niezwyklej pracy lekarzy weterynarii, a później schroniskowych opiekunów, kot się nie poddał.

Przyszedł moment wygojenia ran i wreszcie zaczął jeść samodzielnie. Mógł już opuścić lecznicową klatkę, ale nie mógł wrócić do domu. Domu już nie było, ukochanej Pani również nie... Zmienił więc klatkę na schroniskową, z której trafił do naszego domu tymczasowego. Dlaczego do nas? Bo Czad niedowidzi, a my zajmujemy się ślepaczkami.

Początkowe dni w domu tymczasowym pełne były kociej radości, niepokoiła tylko chudość i nikły apetyt Czada. Podstawowe badania krwi nie wykazały nic niepokojącego, więc złożyliśmy wszystko na konsekwencje gojących się w przewodzie pokarmowym ran. Jednak nadal coś weterynarzy i nas niepokoiło, więc rozpoczęliśmy bardziej szczegółową diagnostykę. Już obraz USG sprawił, że stanęły nam serca - powiększone nerki i płyn w otrzewnej. Płyn fipowy... Diagnoza: FIP, czyli do niedawna bezwzględny wyrok śmierci.


Prowadzący naszego pogorzelca weterynarz nieoczekiwanie dał nam nadzieję, mówiąc, że w USA trwa program badań leczenia tej choroby i w styczniu ogłoszono jego niezwykle pozytywne rezultaty. Nastąpił przełom w walce z wirusowym zapaleniem otrzewnej. Jest lek, który daje szansę! Niestety szalenie drogi. Jednak nawet nie cena zdawała się największym problemem, a czas potrzebny weterynarzom do sprowadzenia specyfiku - czas, którego Czad nie ma.

I w tym momencie stała się rzecz nieprawdopodobna. Okazało się, że zaprzyjaźniona fundacja sprowadziła ten lek przez swojego lekarza weterynarii. Niestety ich koteczka ratunku nie doczekała, zmarła, zanim dotarł do Polski. W tej sytuacji dziewczyny zgodziły się, byśmy to my kupili lekarstwo, by ratować Czada. Lek jest w łódzkiej lecznicy, niemal na wyciągnięcie ręki. Jest niezwykła wola życia kota, który niedawno uniknął śmierci w płomieniach - one odebrały mu wszystko, poza życiem.

Gdy przyszedł moment, w którym los miał już dać ślepkowi wytchnienie, po raz kolejny runął jego świat. Ale przecież Czad już nie jest sam, ma nas - japaczową rodzinę! Postanowiliśmy zrobić wszystko, by uratować tego czarnego ślepka, by choć spróbować zagrać na nosie okrutnemu dla niego losowi! Jednak nie jesteśmy w stanie zrobić tego bez Was! Dlaczego?

Dlatego, że cena życia Czada to 6500 tysiąca złotych. Dla nas to kwota przytłaczająca, przeogromna. Dla Was pewnie też. Jednak nie tracimy nadziei, bo wiemy, że wspólnie jesteśmy w stanie czynić cuda i zmieniać wyroki losu, że nigdy nie zostawiliście ślepaczka w potrzebie.

Nigdy dotąd nie prosiliśmy o tak wiele, ale nie potrafimy uwierzyć, że brak pieniędzy ma odebrać tak niezwykłą szansę na życie kotu, którego spotkało już tyle przepotwornych nieszczęść. Możecie sądzić, że jesteśmy szaleni prosząc o tak wiele, jednak bez odrobiny szaleństwa nie da się odwracać smutnych wyroków losu, a do tej roli jesteśmy zobowiązani jako wolontariusze.

Wierzymy, że nie zostawicie Czada i że wspólnie podarujemy mu szansę na radosne, pełne miłości życie. Że chociaż spróbujemy, bo bierność równa się śmierć.

Zawalczcie z nami, prosimy! Każda złotówka jest na wagę życia. Każda ciepła myśl również. Kochamy Was i bardzo na Was liczymy, tym razem prosząc o niezwykle wiele złotówek... Dla naszego pogorzelca, cudownego Czada. Dziękujemy całym sercem, kochani!

Dziękujemy jak szaleni i jak szaleni prosimy o pomoc!

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 169 osób
4 713 zł (72,5%)
Brakuje jeszcze 1 787 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość