Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Dwa lata od dnia przyjęcia Coffiego pod nasz fundacyjny dom , rozpoczął się proces sądowy, w którym jego trenerka jest oskarżona o znęcanie się nad nim ze szczególnym okrucieństwem. Trzymajcie kciuki, za sprawiedliwy wyrok dla Coffiego.
Jednocześnie wciąż prosimy o wsparcie jego życia w Duchu. Jak widać zebrana do tej pory kwota, nie jest w stanie pokryć jego utrzymania przez dwa lata. Prosimy zatem o wpłaty, choćby niewielkie. Wszystko po to, by Coffie mógł bezpiecznie i spokojnie żyć.
Coffie przez 10 dni siedział zamknięty w budzie. Z kagańcem na pysku, dwoma zaciśniętymi obrożami i dławikiem wokół szyi. Ten ostatni wbił się tak bardzo, że trzeba go było odrywać. A do tego wszystkiego szelki i dwie smycze. Czym sobie zasłużył na taką mękę? Czy człowiek ma prawo traktować słabszą od siebie istotę w taki sposób?
Coffie był wyprowadzany dwa razy dziennie na raczej treningi ni`ż spacery. Wtedy mógł się napić wody i załatwić potrzeby fizjologiczne. Przez cały czas nie jadł, bo "nie chciał podejmować" jedzenia w sposób, w jaki życzyli sobie tego trenerzy. Ósmego dnia żuchwa Coffiego utknęła w szparach kagańca. Wtedy też Coffie nie mógł nawet pić. Taka szkoła i metoda.

Gdy Coffie dotarł do Ducha, skończyło się jego pieklo. Udało nam się zdjąć z niego wszystko, co miał na sobie i nareszczie mógł swobodnie się napić. U nas je posiłki z miski, mieszka w domu, chodzi na spacery.

Przyjazd do Ducha był jego ostatnią szansą na życie, ponieważ trenerzy zalecali właścicielce eutanazję, a ona sama panicznie bała się psa. Robimy wszystko, by Coffie miał dobre życie.

Będziemy wdzięczni za pomoc w zapewnieniu Coffiemu spełnienia podstawowych potrzeb - dobrego żywienia, dobrego legowiska (po pobycie w zamkniętej budzie zasługuje na dobry sen), gryzaków dla rozładowania emocji oraz profilaktyki zdrowia.
Z ogromną wdzięcznością - Coffie i Duch Leona.
Ładuję...