Zagłodzone prawie na śmierć, przykute do przyczep, bez bud… 100 psów czeka na pomoc!

Zbiórka zakończona
161 917,54 zł
Wsparło 4 870 osób

Rozpoczęcie: 20 Lutego 2021

Zakończenie: 28 Lutego 2021

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
26 Lutego 2021, 20:13
Pierwsze uratowane PSIE ŻYCIA !

Jesteśmy po pierwszej interwencji. Była to ciężka przeprawa, gdyż ani urzędnicy ani Policja będąca na miejscu nie byli w stanie zapanować nad gniewem właściciela Adama P., który utrudniał nam prowadzone czynności. 

Szarpał i popychał inspektorów oraz zoopsychologa. Koszmar - to najlepsze słowo, które opisuje to, co działo się na miejscu. Po kilku godzinach krzyków i przepychanek udaje nam się dokonać oględzin zwierząt.

W ich wyniku udało się wytypować 18 psów wymagających odbioru w trybie niecierpiąjcym zwłoki z uwagi na zagrożenie utraty zdrowia i życia zwierząt. Odbieraliśmy pierwsze zwierzęta i po kolei umieszczaaliśmy je w samochodzie do transportu. 

Psy są potwornie przemarznięte i wylęknione. Łapczywie rzucają się nawet na podaną im wodę. To, co przeżyły można śmiało nazwać gehenną, którą zgotował im Adam P. Na szczęście część z nich jest już bezpieczna. Transportujemy je do kliniki, aby lekarz weterynarii mógł spokojnie je obejrzeć, zdiagnozować i ustalić sposób pomocy, której potrzebują.

Każdy pies nosi znamiona wychudzenia czyli zapadnięte boki, widoczne guzy biodrowe, policzalne kości kręgosłupa i żeber.

Kilka psów jest wręcz zagłodzona. Ich waga jest znacznie mniejsza niż wzorcowa rasy, która oscyluje między 20 a 30 kg.

Ponadto zwierzęta mają zmiany skórne, łupież, matową sierść, przerośnięte pazury i są zapchlone. Niektóre mają powrastane pazury, inne liczne blizny na łapach, pyskach czy ogonach.

Wszystkie bardzo łapczywie pobierały podany im pokarm.  Rzucały się na pożywienie, były bardzo wygłodniałe.

Czekamy jeszcze na wyniki badań z pobranej im krwi i zaczynamy ich leczenie. Trzeba pamiętać także, że wyleczyć musimy nie tylko ich ciała, ale również i duszę. Przed nami i przed nimi ciężka praca, żeby jak najszybciej mogły zapomnieć, co znaczy głód, chłód, pragnienie i całe zło, jakiego doznały przez człowieka.

Rozpoczęliśmy właśnie likwidację wielkiej pseudohodowli psów. Zrobiliśmy krok w stronę tego, co przez lata było w tym miejscu niemożliwe. Na posesji zastaliśmy ponad 100 psów przywiązanych do drzew, maszyn rolniczych, pozamykanych w stodołach, szopach – wisiały na łańcuchu i powoli umierały z głodu. Czy uwierzycie, że ponad 100 zwierząt nie miało na posesji żadnej budy? Pomóżcie nam w likwidacji tego makabrycznego miejsca. 

W fotografie warunków, w jakich żyją psy, trudno jest uwierzyć. Na terenie posesji w gminie Poniatowa, powiat Opole Lubelskie Adam P. trzyma zwierzęta przykute łańcuchami do drzew.  Nikogo to nie rusza. - Tak je „hartuję” - miał mówić klientom, bo psy oczywiście są na sprzedaż. Poniżej zdięcie warunków utrzymania, jakie trafiło do nas od jednego z potencjalnych klientów. Data wykonania: listopad 2020 r.

Zgłoszenie interwencji trafiło od osób zgłaszających problem do kilku organizacji, ale nikt nie podjął się wyzwania: psy trudne, (owczarki malinois, belgijskie i niemieckie). Właściciel jest agresywny. - Lepiej z nim nie zadzierać. Wszyscy się go boją - takie głosy słychać we wsi, gdzie jest pseudohodowla. Zresztą w ten proceder zaangażowany w tej miejscowości jest nie tylko Adam P.  Poza tym, gdzie zabrać tyle psów?

W końcu fotografie i filmy trafiły do nas, czyli do Pogotowia dla Zwierząt. Obserwujemy posesję: psy śpią przy drzewach dzień i noc. Są do tych drzew przymocowane na stałe.

Nie ma tam żadnej budy. Gdy były mrozy: - 17 stopni poniżej zera - wychudzone i dygoczące z zimna stały i błagały o pomoc. Nie doczekały się jej od właściciela.

Jest wcześnie rano. Wchodzimy na posesje z policją oraz powiatowym lekarzem weterynarii. Są z nami lekarze, zoopsycholodzy, inspektorzy ds. ochrony zwierząt - zespół kilkunastu osób. Po kolei chcemy dokonać oględzin miejsc bytowania psów. Posesja jest cała otoczona psami. Wykorzystane są wszystkie rosnące drzewa. Dramat...

Chcemy te wszystkie psy odebrać z tego miejsca. Możemy to zrobić tylko z Państwa pomocą - czyli Darczyńców.

Razem z Wami zlikwidowaliśmy przecież schronisko w Radysach, gdzie odebraliśmy ponad 1000 psów, razem zlikwidowaliśmy wiele pseudohodowli z setkami uratowanych zwierząt. To działo się każdego roku. Prosimy - pomóżcie nam i tym razem. W oczach tych zwierząt widać cierpienie, ból i stres… To jeden z "hartowanych" szczeniaków z szopy...

Sytuacja tych zwierząt jest dramatyczna. Po tym, jak oceniliśmy stan kilku psów – dobiegł do nas właściciel, zaczął szarpać. Kilkakrotnie uderzał zoopsychologa zwierząt, inspektorów, wyzywał nas, groził lekarzowi powiatowemu, a żona właściciela uderzyła policjanta w twarz i prawie uszkodziła mu kamerę, którą filmował interwencję. Tym sprawcom policja nic nie zrobiła. Nawet ich nie zatrzymała.

Zdjęcie Stowarzyszenia "Pogotowie dla zwierząt"

Właściciel wyrzuca nas z posesji. Policja też się wycofuje. Czekamy na technika policji. W końcu po ponad dwóch godzinach przepychanki wchodzimy ponownie do tego "piekła", ponownie z asystą policji. Widzimy szczeniaki przykute łańcuchem do muru. Jedyną ochroną dla nich jest plastikowa skrzynka. Nad szczeniakiem pochyla się lekarz weterynarii Agnieszka B. Chce tak jak my - aby został zabrany z tego miejsca.

Pośrodku posesji znajduje się duża stodoła. Tam bez bud i pozamykanych w kojcach jest prawie 30 psów. Żyją w koszmarnych warunkach na metrze wysokości: na zbitych paletach z desek. Nie są wypuszczane z tego miejsca.

Psy załatwiają się tam, gdzie śpią, a odchody spadają pod kojec. Sterta kału jest co najmniej z kilku miesięcy. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy...

W żadnym z kojców w stodole nie ma również budy ani wody. Temperatura na zewnątrz i wewnątrz jest taka sama, tej zimy nawet - 17 stopni poniżej zera. Ile zwierząt nie przeżyło w tym miejscu - tak złych warunków? Tego jeszcze nie wiemy. W środku stodoły psy pozamykane są w klatkach, jak lisy na fermie.

Ta fabryka psów jest bezwzględnie do likwidacji. Musimy to zrobić jak najszybciej. Zwierzeta mają zaburzenia behawioralne, odbijają się od betonowych ścian, kręcą się w kółko - zamknięte tu na zawsze, tak jak ten czarny pies poniżej, który żyje we własnych odchodach.

Wychodzimy ze stodoły. Nie możemy dojść do siebie z uwagi na warunki, w jakich żyją psy. Ale najgorsze przed nami. Psy z łańcuchami po 50-60 cm. Nawet spać muszą na stojąco. - To dlatego, że gdybym wydłużył łańcuch, to połamią sobie kręgosłupy - twierdzi przy nas i policji właściciel - Adam P.  

Widzimy kolejne psy bez bud i maszyn rolniczych za stodołą. Konsultuje je Magdalena Kopik, zoopsycholog. A potem następne psy w sadzie. Tam każde większe drzewo ma "swojego" psa. Brak nam słów…

Tu zwierzęta mieszkają obok bron, są mocno wychudzone, co widać z daleka. Psów w stanie zagrożenia życia z uwagi na niedożywienie naliczyliśmy aż 18. W stanie zagrożenia zdrowia aż 90. 

Wchodzimy do kolejnego budynku – do tzw. „szczeniakarni”. Tam kolejne zwierzęta w boksach pełnych odchodów stałych, moczu. Bez wody i jedzenia. Kilkanaście psów w już na pierwszy rzut oka jest do natychmiastowego odbioru.

Ostatnim pomieszczeniem, do jakiego wchodzimy, jest budynek gospodarczy. Część psów jest tam luzem, ale bez wody i bud, a część jest uwiązana na łańcuchach. To są stojące szkielety.

Je też musimy stąd zabrać jak najszybciej. Poniżej jest zbliżenie na tego psa z łańcucha.

Najgorsze jest, to, iż musimy podczas interwencji wybierać, które psy przeżyją, a które nie. Choć mamy miejsca dla wszystkich - decyzją inspekcji weterynaryjnej możemy odebrać tylko 18. To są te zagłodzone prawie na śmierć. Zaraz zaczynamy je ratować.

Musimy je odebrać wszystkie. Koszt przyjęcia jednego psa, diagnostyka weterynaryjna,  zabiegi, opieka weterynaryjna i konsultacje to dla jednego psa od 1000 do 1500 zł. Tych psów jest ponad 100. Niektóre żyją na stałe w takiej przyczepie, też pośród odchodów, bez wody w stałym przeciągu i wietrze. 

Pomóżmy im. Błagamy o to!

Mamy na pokładzie 18 psów w najgorszym stanie. Pozostałe psy też chcemy odebrać w ciągu kilku dni. Mamy na to kilkadziesiąt godzin. To jest bardzo krótki czas, kiedy chcemy od Państwa uzyskać pomoc dla tych pokrzywdzonych zwierząt. To niewiele czasu na naszą pełną mobilizację i działanie. Wierzymy jednak, że się uda - tak jak wiele razy poprzednio. 

Pomogli

Ładuję...

Organizator
2 aktualne zbiórki
113 zakończonych zbiórek
161 917,54 zł
Wsparło 4 870 osób