Lolek - kotek, który obdarł się ze skóry

Anna Filipowska

W LECZNICY NIEMAL OBDARŁ SIĘ ZE SKÓRY - 5 TYGODNI MĘCZARNI KOCIĄTKA!!!

Ten bezdomny kociak miał 4 miesiące, gdy z siódemką bezdomnych maluchów trafił do lecznicy w Puławach z objawami panleukopenii. Przeżyła tylko czwórka, w tym on - Lolek. Przez trzy tygodnie kotki nic nie jadły i miały ostrą biegunkę. Żyły tylko dzięki kroplówkom podawanym we wszystkie łapki. Zamieniły się w żywe szkielety. Po panleukopenii dopadł je wirus kociego kataru. Nie mogliśmy pozwolić, aby w takim stanie kotki trafiły do schroniska, co było pomysłem urzędników. Tam nie miałyby szans na dojście do zdrowia. Walczyliśmy o ich wydanie. Po trzech tygodniach dostaliśmy pod opiekę pierwszego - kotkę Szyszę, po czterech kolejne dwa - Nosia i Gwiazdkę - wszystkie dalej chore. W dodatku Gwiazdka miała niewładną, "wiszącą" i spuchniętą przednią łapką. Ale Lolka wciąż lecznica nie chciała nam wydać, a nawet pokazać, choćby przez chwilę. nie rozumieliśmy dlaczego. A to miał biegunkę, a to ropień, a to ranki. Ale byłyśmy nieustępliwe. Codzienne telefony i wizyty w lecznicy chyba zmęczyły lekarzy. Po pięciu!!!! tygodniach wyciągnęli ze szpitalnej klatki i przynieśli nam żywą, krwawiąca ranę. Na pytanie: co mu się stało, dostaliśmy odpowiedź: " to chyba grzybica". Byłyśmy w szoku. Nasze dziewczyny z fundacji "Uszy do góry" wiele widziały, ale ten widok nas zamurował.

Anna Filipowska

Loluś strasznie cierpiał - bolało wszystko i wszędzie. Od szyi do połowy pleców i po bokach było czerwone, krwawe, żywe mięso, pod spodem też było wszystko wydrapane. Dostaliśmy też informację, że po takich przejściach organizm kotka jest wrakiem i trudno mu będzie normalnie funkcjonować. I że trzeba opłacić koszty pobytu kotków w lecznicy przez tyle tygodni, które przekroczyły 4200 zł!!!! To dla nas nieosiągalna kwota. Dochodzą też koszty dalszego leczenia. Ale przecież nie mogliśmy tam zostawić Lolka, żeby zadrapał się na śmierć.

Anna Filipowska

Ani Nosia, ani Szysi, ani Gwiazdki. Chcemy podkreślić, że jesteśmy wdzięczni lecznicy za uratowanie tej czwórki. Szkoda tylko, że po tak długim czasie kotki opuściły ją dalej chore, a mimo to rachunek jest tak ogromny. Lolo natychmiast trafił do innej lecznicy na konsultacje. Po kilka razy dziennie rany są czyszczone, smarowane maścią, bandażowane. Kotek ma też dodatkowo zakładany kaftanik, żeby się nie drapać, nie zakażać ran i żeby skóra mogła się odtworzyć. Efekty już pomału widać. Pozostałą trójka też dochodzi do siebie. Dlatego nie prosimy, ale błagamy o pomoc. Jeśli możecie pomóc Lolkowi i pozostałym jego współtowarzyszom niedoli to prosimy o wpłaty na konto fundacji: 03 87410004 0007 2661 2000 0010 lub za pośrednictwem tej skarbonki Prosimy o wpłaty, pomoc i UDOSTĘPNIANIE!!!! Brakuje nam jeszcze 3 tys. zł

Darowizny trafiają bezpośrednio do fundacji:
Wsparło 0 osób
0 zł (0%)