Ratujemy psy 80-letniej kobiety...

Wsparły 62 osoby
1 551,81 zł (7,75%)
Brakuje jeszcze 18 448,19 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 24 Maja 2019

Zakończenie: 24 Sierpnia 2019

Kilkanaście zwierząt wymagających pomocy. Część pozamykana w stodole, bez wody i jedzenia, część w zewnętrznym boksie z odchodami. Ich właściciel nie jest zwyrodnialcem. To 80-letnia Pani Barbara z jednej z gmin województwa łódzkiego. Nie mamy sumienia stawiać jej przed sądem i odbierać interwencyjnie psów i kotów, jakie posiada. Ma dobre serce, ale przerosła ją liczba przygarniętych zwierząt. Musimy pilnie pomóc nie tylko zwierzętom. Pomoc potrzebna jest również Pani Barbarze.

Kilka dni temu na maila otrzymujemy fotografie psów i tragicznych warunków, w jakich żyją. Bez karmy wody. Zamknięte w ciemnej stodole. To są te fotografie poniżej. 

Psy nie wychodzą na dwór. Ich właścicielem jest 80-letnia kobieta - Pani Barbara. Ludzie proszą o pomoc. Kobieta została sama. Jej mąż w ciężkim stanie leży w hospicjum. Tymczasem w gospodarstwie dramatyczna sytuacja psów trwa dość długo. Udajemy się na miejsce, by ratować te zwierzęta. Do tego miejsca mamy aż 300 kilometrów w jedną stronę. Docieramy w 4 godziny.

Tak wygląda obora, w której trzymana jest część psów. Dobiega z niej szczekanie... Wchodzimy do środka. Po lewej i prawej stronie drewniane boksy. Ciemno tam i niemożliwie duszno od nagromadzenia niesprzątanego kału i moczu.

Od dawna nikt tam nie sprzątał. W kilku boksach trzymane są psy różnej maści i wielkości. Są bez jedzenia i wody. We własnych odchodach. Po ilości kału i moczu można wnioskować, iż siedzą tam długo. Tak też wynika też z relacji świadków.

Psy wołają o ratunek. Proszą, by chociaż ktoś je wypuścił na dwór, na świeże powietrze...  Los dla nich jest dość okrutny. Pani Barbara niestety nie panuje nad całym stadem zwierząt. Nie bywa z nimi u lekarza.

Psy mają guzy na całym ciele, są zapchlone, zarobaczone. Wymagają natychmiastowej pomocy. Niektóre siedzą zrezygnowane w boksie, inne szczekają. Zapach i zaduch w oborze jest tak potworny, że z trudem tam wytrzymujemy. Drapie w gardle od słomy wymieszanej z moczem. One tam jednak muszą żyć... Na zewnątrz kolejny boks i psy. Kolejne zwierzęta potrzebujące pomocy. Wyciągają łapki, jakby prosiły, żeby je stamtąd zabrać. Obiecaliśmy sobie i im, że ich tam nie zostawimy.

W domu Pani Barbara ma kolejne psy: kilka dorosłych, szczeniaki, stado chyba z 7 kotów. - Nie wiadomo, czy ktoś je policzy - śmieje się właścicielka. Nam jednak do śmiechu nie jest. Tym wszystkim psom i kotom trzeba pomóc.

Ot, choćby szczeniakom, które mają silnie wzdęte od zarobaczenia brzuchy. Postanawiamy nie wzywać policji. 80-latka ma bardzo ciężką sytuację materialną i bardzo trudne życie. Nie ma na jedzenie, opał. Przed domem leży chrust z lasu, by palić nim w kuchni węglowej. Sumienie nie pozwala nam inaczej - musimy pomóc tym zwierzętom i jej samej.

Zapada decyzja, by w pierwszy dzień interwencji zabrać 5 psów - tych najbardziej wymagających pomocy oraz kilka kotów. Kobieta przynosi nam zwierzęta i oddaje ze łzami w oczach. Obiecujemy dla tych zwierząt znaleźć nowe domy. Ale najpierw musimy je wyleczyć. Dla pozostałych psów i kotów musimy zapewnić karmę, kastrację i sterylizację oraz opiekę weterynaryjną. I potem zabrać je z tej posesji od Pani Barbary do nowych domów.

Aby pomóc wszystkim tym psom, opłacić ich pobyt w azylu, zapłacić za leczenie, transporty, zakup karmy i zabiegi dla tych, które pozostały -  potrzebujemy około 20 tysięcy złotych. To cena za ratunek dla kilkunastu istnień, które muszą opuścić to miejsce, by bezpiecznie dalej żyć. Dlatego prosimy Państwa o pomoc.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
11 aktualnych zbiórek
15 zakończonych zbiórek
Wsparły 62 osoby
1 551,81 zł (7,75%)
Brakuje jeszcze 18 448,19 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość