Sonia karmi 9 dzieci, mimo że ma otwartą ranę - rozpadający się nowotwór...

Zbiórka zakończona
Wsparło 200 osób
6 645 zł (110,75%)

Rozpoczęcie: 10 Listopada 2019

Zakończenie: 6 Grudnia 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – bez Ciebie nie udałoby się zebrać potrzebnej kwoty.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.
04 Grudnia 2019, 23:35
Dzieci Soni chcą do domków!

Zaczynamy się przygotowywać do adopcji maluszków, które dzielna mamusia wykarmiła mimo rany, która miała. Przed nami czipowanie, odrobaczanie i szukanie najlepszych domków świata.

Zerknijcie i zakochajcie się. nr kontaktowy w sprawie adopcji: 668 395 939

Pokaż wszystkie aktualizacje

17 Listopada 2019, 23:22
Sonia Wam dziękuję

Wymiernym skutkiem naszych działań i Waszej niocenionej pomocy są efekty. Mimo, że twardo stąpamy po zimi-to w tym wypadku uważamy, że Wasza moc dobrych mysli, troski i ogromu wsparcia ZADZIAŁAŁA! Sonia chce bardzo żyć, ma najlepszą na świecie opiekę, ciepło, super jedzenie i wdrożone leczenie. Soni rana się zasklepia!!!!!!!!!! Codzinne zmiany patrunków, smarowanie specjalistyczną maścią i leki -to wszystko z Waszą miłością i troską sprawiło,  że widzimy gołym okiem, że jest coraz lepiej. Z dalszą diagnostyką-rtg, usg czekamy, aż nasza mamunia będzie na tyle silna by wykonac resztę niezbędnych działań. Póki co przekazujemy Wam kochani-że jest o niebo lepiej. Wasza PSia Ekipa z Sonią, dziewiątką dzieci i cudowną Marleną z rodziną (dom tymczasowy).

Nie uważam się za matkę idealną. Nie myślę też, żebym była matką najgorszą na świecie. Kocham moje dziecko najbardziej na świecie, ale nie ukrywam, że czasami mam ochotę go "udusić".  Nigdy też nie oceniałam macierzyństwa przez pryzmat gatunku. Każda matka, czy ta dwunożna, czy na czterech łapach, ma swoją granicę cierpliwości do własnego dziecka. Ale kiedy zobaczyłam ją...

Zrozumiałam że ze swoją miłością macierzyńską nie dorastam tej suni do pięt. Z otwartą raną po rozpadniętym guzie nowotworowym, leżała i cierpliwie karmiła swoje dzieci. Nie mrugnęła nawet, kiedy jeden z maluchów włożył łepek w tą okropną dziurę i szukając sutka zaczął ssać żywe mięso. Sonia leżała i czekała aż przestanie, chociaż ból, jaki musiała odczuwać, był niewyobrażalny. Pokłoniłam się przed jej matczynym uczuciem. Schyliłam nisko głowę przed suczką - zwykłą, skundloną suczką, na którą nikt nie spojrzał z szacunkiem.

Jest dla mnie wzorem. Jest dla mnie obrazem PRAWDZIWEJ MATKI. Szczeniaków jest 9. Ona sama.  Odebrana interwencyjnie z miejsca, gdzie pieniądze wolano przeznaczyć na alkohol niż ratowanie jej życia.

Rozpadający się guz. Otwarta rana. Leczenie trwało długo... Operacja usunięcia listwy mlecznej, biopsja, hospitalizacja w pierwszych dobach. Koszty ogromne. Zostawić, bo fundacja jedzie na oparach i ma wstrzymane nawet awaryjne odbiory? Nie spróbować? Nie możemy tej bohaterskiej Mamie Soni tego odmówić. Ona na to nie zasłużyła.

Ona ma teraz nas, a my mamy Was... Damy radę ? Do całej masy kosztów dochodzi odrobaczenie, potem szczepienia zakaźne dla maluszków... jest ich 9! 6 suniek i 3 samczyki - wszystkie cudowne! Chemy maluchy przestawić na pokarm zastępczy w jak najszybszym tempie, by móc Soni zatrzymać laktację i by trafiła na stół operacyjny. Błagamy...

Pomogli

Ładuję...

Organizator
1 aktualna zbiórka
4 zakończone zbiórki
Wsparło 200 osób
6 645 zł (110,75%)