Koty żyją i CIERPIĄ na cmentarzu - bez pomocy zginą!

Wsparło 29 osób
2 700 zł (71,05%)
Brakuje jeszcze 1 100 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 7 Lipca 2021

Zakończenie: 1 Grudnia 2021

Na jednym z dużych warszawskich cmentarzy od kilkudziesięciu lat mieszkają koty. Porzucone przez ludzi, zaniedbane, wygłodzone, rozmnażały się i umierały wśród grobów. Przetrwać pomagali im starsi Państwo, dla których te koty były przyjaznymi istotami czekającymi na nich, kiedy odwiedzali groby swoich zmarłych. Koty zapadły w ich serca i zaczęli o nie dbać, karmić, szukać pomocy.

Tak trafili na kilkoro wolontariuszy, którzy wspólnymi siłami postanowili pomóc ograniczyć liczbę kotów tam, oswojone wydać do ciepłych domów, a dzikie i nieśmiałe otoczyć opieką.

Starsi Państwo niestety zmarli :-( koty zostały i teraz bardzo, bardzo staramy się zapewnić im nie gorszą opiekę. Wszystkie koty od kilku lat są wykastrowane, w razie chorób leczone lub... kiedy nie ma wyjścia, po prostu pomagamy im odejść bez bólu. Ich liczebność znacznie się zmniejszyła a te, które pozostały, są już weteranami cmentarnej bezdomności, jak na koty bezdomne kilkanaście lat to jest naprawdę bardzo podeszły wiek.

Zaczęły się choroby związane z wiekiem i latami bezdomności, chłodu, mrozu, deszczu - o ile staramy się zapewniać im posiłki, to nie to samo, co ciepły dom. Koty chorują na choroby związane z bezdomnością, nerki, płuca, większość ma zęby do ekstrakcji lub jest już po. Często mają urazy fizyczne - są narażone na działanie nieprzychylnych ludzi, szkło z tłuczonych zniczy nie raz znajdowaliśmy w styropianowych budkach. Po cmentarzu często chodzą luźno psy.

Źli i nieodpowiedzialni ludzie podrzucają nowe, a z terenów likwidowanych okolicznych fabryk dołączają nowe koty wolno żyjące, które po przejęciu terenów przez deweloperów też potrzebują znaleźć względnie bezpieczną przystań. Regularnie więc monitorujemy stan i skład stada, odławiając nowe egzemplarze do zabiegów, obserwując stałych bywalców i w razie potrzeby interweniując.

Koty, które rokowały na oswojenie, zostały zabrane z cmentarza, przekazane do tymczasowych opiekunów, znalazły domy docelowe. Ze stada ok. 35 kotów (stan z roku 2014) zostało kilkanaście sztuk mieszkających na stałe na tym terenie i kilka kotów dochodzących.

Staramy się, żeby codziennie koty odwiedził wolontariusz - karmiciel, zostawił świeżą wodę, posprzątał, nakarmił. Koty mają budki styropianowe rozmieszczone w miejscach, w których nikomu nie przeszkadzają i koty czują się tam bezpiecznie. Staramy się stale monitorować ich stan i w razie potrzeby wymieniać ocieplenie.

Niestety, to wszystko generuje duże koszta, z którymi już nie dajemy sobie rady. Praca przy opiece nad stadem to wolontariat, każdy poświęca na to własny czas i zasoby, ale wolontariuszy nie stać, by cały czas zapewniać temu sporemu stadu karmę, żeby opłacać faktury za leczenie u weterynarza (przy stadzie zaawansowanym wiekowo jak to największy koszt stanowią zabiegi stomatologiczne).

W roku 2020 z cmentarza zabranych zostało 7 kotów, z czego 6 to były koty podrzucone, a tylko jeden dziki po zabiegach wrócił na cmentarz. W roku 2021 po długich próbach został złapany i zabrany na leczenie kocurek Kotkot, który był znany fundacji Bojkot jeszcze z czasów bytowania na terenie fabryki Bumar, ale z powodu likwidacji poszczególnych budynków znalazł lepsze schronienie na cmentarzu.

Kotkot bardzo cierpiał, jego prawa część pyszczka spuchła dwukrotnie, okazało się, że ropień przeżarł się do środka, powodując OGROMNE CIERPIENIE, ból i dziury. Wszystkie zęby Kotkota były przegniłe, w pyszczku miał ogromny stan zapalny. Lekarze wyleczyli ropień, dziury zasklepiły się, usunięto większość zębów, ale w najbliższym czasie będzie potrzebna kolejna operacja. Ponieważ Kotkot ma również chore nerki, nie mógł wrócić z powrotem na cmentarz, trafił do siedziby fundacji Bojkot, gdzie zostanie już na emeryturze... i będzie nadal kosztował... Na ten moment czuje się bardzo dobrze i już zaznajomił się z nowymi towarzyszami.

Kolejną biedą jest stareńka kotka Misia, bardzo łagodna i przyjacielska, ale bojąca kicia, która mieszka tam już minimum 11 lat. Została wykastrowana jeszcze przed 2010 rokiem, w 2013 zabraliśmy ją na zabieg ekstrakcji części zepsutych zębów, a tego lata poczuła się bardzo źle, znacznie pogorszył się jej stan, przestała jeść, schudła, z buzi ciekła krew. Odłowiliśmy ją na leczenie i zawieźliśmy do szpitala z sercem na ramieniu, ale okazało się, że powodem też jest ropień i zepsute kolejne zęby. Bardzo dobrze zareagowała na leczenie i czuje się dużo lepiej, więc nie możemy podjąć decyzji o eutanazji. Tu znów Bojkot przychodzi z pomocą - wezmą Misię na "dożycie", na spokojną emeryturę w cieple i pod kontrolą, ale to także będzie wymagało nakładów finansowych... Zostają jeszcze duże faktury za oba koty.

Na powyższym zdjęciu ropa w opłucnej u Misi.

Ostatnio kupiliśmy też zapas karmy, bo poprzedni zakup stopniał szybko po zimie. Bardzo prosimy o pomoc, żeby udało się pomagać pozostałym żywym mieszkańcom cmentarza!

Bardzo prosimy, pomóżcie tym kotom mniej cierpieć, mniej głodować, mniej marznąć! Cmentarz to nie jest dobre, miłe ani bezpieczne miejsce dla kotów, ale jedyne, jakie mają i znają. Czy pomożecie poprawić ich komfort życia i przetrwać? Wygenerowało to spore koszty, z którymi cały czas boryka się maleńka grupa wolontariuszy i zaledwie 2-3 osoby, które miesięcznie zdecydowały się przeznaczać jakąś kwotę na wsparcie.

Bardzo prosimy - pomóżcie nam leczyć te schorowane zwierzaki i nie dopuścić, by głodowały!

update - okazało się, że kotka Grafitka nie ma siły, przewraca się: złapaliśmy ją i dostarczyliśmy do lecznicy, czekamy na wyniki i fakturę...

aktualizacja: 23.08.2021

kotka Graficia z powyższego zdjęcia niestety była tak chora, że jedyne, co mogliśmy zrobić, to pomóc jej odejść ;( [*] będziemy zawsze pamiętać tą wesołą, delikatną kicię.

Została do zapłacenia faktura za jej diagnozowanie, badania, eutanazję i utylizację zwłok: 624,99 zł:

Następnie złapaliśmy kocura Denisa - to stosunkowo młody kocur, pojawił się na cmentarzu niedawno, a dopiero od miesiąca zaczął pokazywać się na tyle regularnie, że można było go złapać. Planowaliśmy jedynie zabieg kastracji, ale okazało się, że to ten kot pobije rekord wysokości faktury wet - stan jego paszczy był tak dramatyczny, że koszt operacji i hospitalizacji wyniósł 1906,01!

Kolejny złapany kot to Rybka. Tutaj również wymagana była interwencja stomatologiczna, ale na mniejszą skalę. Faktura za jego pobyt wyniesie 1016.02 zł.

To ogromne koszta, ale te koty w życiu otrzymują tak mało od człowieka, że trudno im odmówić operacji, która oszczędzi im cierpienia i pozwoli przyjmować pokarm. Te kwoty są dla nas ogromne - błagamy o pomoc!

Pomogli

Ładuję...

Organizator
30 aktualnych zbiórek
63 zakończone zbiórki
Wsparło 29 osób
2 700 zł (71,05%)
Brakuje jeszcze 1 100 zł
Wesprzyj