Bez dachu nad głową... Walka o miejsce dla zwierząt!

4 dni do końca
Wsparło 851 osób
35 121 zł (8,78%)
Brakuje jeszcze 364 878 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 31 Sierpnia 2020

Zakończenie: 6 Grudnia 2020

Kochani, jesteśmy zrozpaczone... Nasi podopieczni - schorowani muszą opuścić dotychczasowe schronienie, tylko gdzie... ? Co mamy zrobić ? Stoimy przed decyzją likwidacji fundacji tylko co mamy zrobić ze zwierzętami, których nikt nie chce ?

Nie mamy już jak pomagać i przede wszystkim nie mamy już gdzie przyjąć innych potrzebujących zwierząt... Musimy odmawiać im pomocy, a nikt im nie pomoże oprócz nas. Jesteśmy fundacją ostatniej nadziei, działającą na zasadzie hospicjum, albowiem nasi podopieczni zostaną z nami do końca swoich dni. Suczki odebranne z pseudohodowli - schorowane nie tylko ciałem lecz psychicznie mają u nas godziwą, psią emeryturę. Tylko my w naszej okolicy ratujemy i leczymy koty i inne potrzebujące zwierzęta, którym nikt nie chce pomóc, cierpiące na choroby przewlekłe.

Nasza wiara, determinacja i cierpliwość często działają cuda. Nieprzespane noce, czasami kilkukrotne wizyty u weterynarza w ciągu dnia to nasza codzienność. To trudne, jednak cieszymy się szczęściem i zdrowiem zwierzaków.


N
iestety stoją przed nami przeszkody, których nie jesteśmy w stanie same pokonać. Upatrzyłyśmy miejsce dla zwierząt, które wymaga ogromnego remontu. Płaczemy, bo zbiórka stoi w miejscu. Nie mamy dokąd zwrócić się o pomoc. Stoimy pod ścianą. 

Na początek koniecznym jest remont fundamentów, ocieplenie budynku i wymiana przeciekającego dachu. Marzymy o ogromnej wolierze, profesjonalnym szpitaliku, pomieszeniu na kuwety, krawantannie i przestrzeni dla chorych zwierząt. To wszystko dałoby ogromny komfort psychiczny dla naszych podopiecznych, które mają dosyć małej przestrzeni, na której obecnie są zmuszone przebywać.

Czasy są trudne dla wszystkich, jednak czy powinno się zaprzestać czynić dobro dla zwierząt ? Mamy nadzieję, że nie...

My poświęcamy całe siebie i swój czas dla tych cudownych istot, ale pomoc jest nam potrzebna badziej niż zwykle.. To nasze być albo nie być .... 

Kto nas zna, ten wie, że swoje prywatne mieszkanie w całości poświęciłyśmy dla zwierząt. Mamy lękliwe psy i ogromne kocie grono pod codzienną opieką. Nie na domach tymczasowych, tylko u siebie w mieszkaniu...


Nasz jedyny „majątek” został zniszczony: panele są pozdzierane i puchną, kuchnia jest codziennie zalana, wszystko się rozchodzi i woła o pomstę do nieba. Zniszczone łóżka, materace, kanapy, szafy, meble. Jedna łazienka przeznaczona na kuwety, w drugiej jedzą koty i są tam ich również ich kuwety, transportery, klatki. Wszystko.

Poświęciłyśmy mieszkanie na rzecz zwierząt i naszej działalności. Osiatkowałyśmy dwa balkony i to wciąż za mało. Nie żyjemy w ciepłym klimacie, więc metraż domowy jest dla nas niezwykle ważny. Mieszkamy i żyjemy z tymi wszystkimi zwierzakami i nie do końca to jest ten raj: najzwyczajniej w świecie nie mieścimy się już w tym mieszkaniu. Koty są podenerwowane (atakują siebie nawzajem, posikują). Zostają z nami te zwierzęta, które są po prostu nieadopcyjne (z różnych względów: lęk przed obcymi, choroby, niepełnosprawność). Nie mamy już u siebie nawet miejsca na kwarantannę czy po prostu zwykłe przetrzymanie kociaka po zabiegu.

Nasz limit został wyczerpany... Nie możemy pozwolić na brak komfortu zwierząt, ponieważ ich los był wystarczająco ciężki i zasługują na spokojne życie. W każdym pomieszczeniu jedzą koty, bo nie są w stanie jeść razem (zanim nałożymy jednym, to drugie im po prostu wyjadają), dlatego też koty jędzą: w kuchni, łazience, dwóch pokojach... Każdy ma swoje miejsce, do którego jest przyzwyczajony ❤️


Marzymy o zielonych arach, dużym metrażu, tak by móc jeszcze pomóc potrzebujące zwierzakowi. W tej chwili nie mamy już takiej możliwości. Nasze możliwości mieszkaniowe się wyczerpały! Mimo to przyjęłyśmy do siebie kolejne kocie dziecko, które przeżyło ostatnie ulewy... Tak zrodził się w naszej głowie pomysł Kociego Lasu. A Koci Las, bo właśnie marzymy o takiej przystani w pobliżu lasu.

Pełne ekscytacji zaczęłyśmy przeglądać oferty nieruchomości na naszym terenie... Faza ekscytacji nie trwała zbyt długo. Potem był tylko płacz... Z jakiego powodu? A to z powodu cen... Jesteśmy z Koszalina, chcąc nie chcąc Koszalin jest położony blisko morza. Nie musimy mówić, jak to wpływa na ceny nieruchomości.


Poszłyśmy o krok dalej
, szukałyśmy oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów nieruchomości, mimo że wiązałoby się to z kolejnym poświęceniem: ciągłe dojazdy do wolnożyjących kotów pod naszą opieką w Koszalinie, weterynarza, pracy itd. Mimo to nie tracimy nadziei, potrzebujemy tysięcy dobrych serc, które pomogą nam osiągnąć ten cel. 

Mamy już wizję wszystkiego! Woliery, kwarantanna, szpitalik, więcej miejsca dla zwierząt. Już widzimy ich szczęście. One tak samo jak człowiek, potrzebują własnej przestrzeni. My niestety nie jesteśmy im w stanie dać więcej niż to, co od nas dostały.


❗️Gdybyśmy miały zdolność kredytową nie zajmowałybyśmy się w ogóle zakupem nieruchomości dla fundacji, tylko zrobiłybyśmy to we własnym zakresie. Mimo szczerych chęci, rozmów w bankach, nie mamy takiej możliwości. Serce nam się kraje... 

Wspieramy też bezdomne, wolnożyjące koty. Codziennie karmimy, doglądamy, dbamy o ich zdrowie.


Powiemy Wam, kochani, że nie możemy spać w nocy, cały czas o tym myślimy - zwłaszcza że takie oferty zdarzają się bardzo rzadko. W naszej ocenie cena jest stosunkowo niska jak na lokalizację, w której mieszkamy. Bardzo chciałybyśmy zatrzymać sprzedającego, ale nie mamy ani złotówki... Bardzo byśmy chciały kupić tę nieruchomość i stworzyć tam koci raj zwany Kocim Lasem. Nasi podopieczni poznaliby w końcu zapach świeżo skoszonej trawy, zyskaliby azyl, który jest im niezbędny. Kontrolowana wolność i spokój ducha, którego w tej ilości nie mają... Teraz czujemy ogromną ekscytację, jednak wiemy, że potrzebujemy ogromnej pomocy, aby móc zrealizować ten cel.

Dzięki Waszemu wsparciu i naszemu wysiłkowi możliwe są takie cuda! Na zdjęciu wyżej widzicie Kukę, która jest bardzo łagodną, kochaną koteczką. Wszystkim się interesuje i... sprawia wrażenie, jakby każdemu chciała pomóc!


Kochani, nawet nie wiecie, jak często płaczemy z bezsilności... Wiszące widmo nad nami to albo zamknięcie fundacji, albo diametralna zmiana wszystkiego. Jesteśmy już u kresu swoich granic, ale ostatnio otoczyło nas grono osób, które mówią, że razem damy radę, motywują nas - mówią "zróbcie to, pomożemy...!

Czy pomogą? Zobaczymy, dostałyśmy słowa motywujące nas do działania, to spróbujemy!

Błagamy Was w imieniu tych zwierząt, często porzucanych, poniewieranych, tych, które oprócz nas nie mają nic ani nikogo oraz w imieniu tych, które staną na naszej drodze i będziemy mogły im dać choćby skrawek swojego miejsca czy godnych warunków do zebrania sił. Pomóżcie nam stworzyć koci las!

_____________

Pomogli

Ładuję...

Organizator
3 aktualne zbiórki
80 zakończonych zbiórek
4 dni do końca
Wsparło 851 osób
35 121 zł (8,78%)
Brakuje jeszcze 364 878 zł
Wesprzyj