Z nadzieją patrząc w przyszłość...

5 dni do końca
Wsparły 44 osoby
1 100 zł (64,7%)
Brakuje jeszcze 600 zł

Rozpoczęcie: 18 Czerwca 2022

Zakończenie: 1 Grudnia 2022

Godzina: 23:59

29 Września 2022, 11:56
ciągle zbieramy

Z sześciu kotów, które zachorowały przeżyło pięć. Matka i czwórka maluchów.

Nikita została wykastrowana i bardzo szybko znalazła nowy dom.

Wszystkie maluchy zostały przetestowane na FelV/FiV i trójka jest już w nowych domach.

Został Cameron (zdj.). Jako ostatni z rodzeństwa, już po kastracji czeka na dom.

Niestety ciągle nam brakuje na opłacenie zaległych faktur a nowe koszty wciąż dochodzą.

Niedzielny czerwcowy poranek. Z samego rana na naszej skrzynce odczytujemy wiadomość, która niemal od razu stawia nas na nogi "W transporcie z Charkowa jedzie kocica oraz 5 około 2-miesięcznych kociaków.

Koty są w drodze od kilkunastu godzin i nadal mają przed sobą setki kilometrów drogi. Niestety noc spędziły w busie, bo nie pozwolono im jechać po godzinie policyjnej. Przed nimi kolejne kilkanaście godzin drogi i brak celu podróży. Pilnie szukają miejsca w organizacji, najlepiej we wschodniej części Polski. Organizacji która przejmie nad nimi opiekę". Nie mamy ani jednej wolnej izolatki, by przejąć maluchy i mamę. Mamy za to świadomość że czas nie jest sprzymierzeńcem. Zgodnie z otrzymaną informacją koty dotrą na granicę późnym wieczorem. Wrzucamy ogłoszenie z błagalną prośbą o dom tymczasowy dla kociej rodziny. Liczymy już chyba tylko na cud...


W wiadomości dostajemy także garść informacji o historii kotów. Kocia mama została znaleziona przez starszą kobietę. Była w ciężkim stanie, znęcano się nad nią. Była brudna, zagłodzona i przypalona papierosami - jej ciało było pełne ran. Starsza kobieta zaopiekowała się kotką na tyle, na ile w wojennych realiach była w stanie. W międzyczasie kotka urodziła 5 kociąt. Z pomocą jednej z lokalnych wolontariuszek wysyłają mamę i kocięta do Polski uznając że to dla nich jedyna szansa na ratunek, a teraz błagają o miejsce dla nich.
 
Cuda zdarzają się rzadko, ale tym razem udało się. Na nasze ogłoszenie odpowiada jeden z naszych wolontariuszy, który oferuje miejsce dla kotów w swoim domu. Od lat pomaga kotom ma nieco doświadczenia, ale od niemal roku nie było u niego żadnego kota na tymczasie. Wiemy więc, że mamy bezpieczne miejsce dla kocich dzieci i ich mamy.
 
Zapada więc decyzja o przyjęciu maluchów. Kwestia transportu to już znacznie łatwiejszy temat. Nasza wolontariuszka oferuje się że pojedzie o której będzie trzeba nawet w środku nocy. Byle tylko koty dojechały bezpiecznie.


I tak nasza wolontariuszka całą noc czuwa i czeka na sygnał do wyjazdu. Jednak droga przedłuża się o kolejne godziny... Z informacji jakie otrzymuje od kierowcy wynika że są zatrzymywani do kontroli co kilkadziesiąt kilometrów. Mijają kolejne godziny... Koty w ciasnej klatce jadą i jadą... Głodne i przerażone... Transport dociera dopiero poniedziałkowym porankiem. Wolontariuszka kiedy tylko dostaje sygnał wsiada i jedzie, w umówionym miejscu jest kilka minut przed czasem. W końcu dojeżdżają, bo ponad 30 godzinach katorżniczej podróży. Od przewoźników wolontariuszka dowiaduje się że przez ten czas koty nie jadły i nie piły, bo "przecież koty są wytrzymałe"
 
Choć do Rzeszowa jest już niedaleko koty od razu zostają zaopiekowane. Niemal rzucają się na jedzenie i wodę. Zapach jaki wydobywa się z niewielkiej klatki jest odrażający. W środku jest pełno odchodów. Coś okropnego... Jednym słowem dramat. W głowie się nie mieści że przez tyle godzin drogi jadąc w kilka osób nikt nie zaopiekował się kotami i nikomu nie przeszkadzał ten okropny smród.


Kiedy kocięta i mama zaspakajają pierwszy głód i pragnienie z klatki zostają usunięte odchody i na tyle, na ile jest to możliwe klatka zostaje wyszyszczona. Dopiero teraz mogą ruszyć w dalszą drogę. To już ostatni odcinek w podróży po lepsze jutro... A przynajmniej wtedy mieliśmy taka nadzieję... Kocięta i ich mama dojeżdżają do domu tymczasowego. Ciasna klatka po ponad 30 godzinach drogi w końcu zostaje zamieniona na duży pokój dostosowany do kocich potrzeb. Pierwsze 2 dni koty odsypiają trudy podróży. Są potwornie zmęczone. Dużo jedzą, dużo piją i dużo śpią.

W kolejnych dobach na szczęście wraca kocięca radość. Maluchy zaczynają się bawić i rozrabiać w mama bacznie pilnuje ich na każdym kroku. Niestety radość nie trwa długo... Po 10 dniach pobytu jeden z maluszków dostaje uporczywej biegunki. Wymiotuje. Szybko słabnie i przelewa się przez ręce. Natychmiast trafia do lecznicy a tam słyszymy diagnozę, która zwala nas z nóg - panleukopenia... Maluch zostaje w szpitalu. Pozostałe kocięta dostają leki do domu. Wszystkie dostają także surowicę, by zwiększyć ich szanse na przeżycie.

Niestety kolejnego dnia pozostała czwórka kociąt także ląduje w szpitalu. U wszystkich potwierdza się ten sam czarny scenariusz...
 

Walczymy! Kocięta są pod stałą szpitalną opieką. Kocia mama póki co czuje się dobrze. Wiemy z jak silnym przeciwnikiem przyszło nam się zmierzyć, ale nie zamierzamy się poddawać będziemy walczyć o kocie życia do końca!

 

Niestety najlepsza opieka i zacięta walka to także ogromne koszty. Maluszki na chwilę obecną wymagają hospitalizacji. Dlatego ten kolejny raz tak bardzo potrzebujemy waszego wsparcia i wierzymy, że nie zostaniemy sami na polu walki.

Załączniki

Pomogli

Ładuję...

Organizator
32 aktualne zbiórki
832 zakończone zbiórki
5 dni do końca
Wsparły 44 osoby
1 100 zł (64,7%)
Brakuje jeszcze 600 zł