❗️Co z nami będzie? Pomocy!

Wsparły 3 194 osoby
112 404 zł (20,43%)
Brakuje jeszcze 437 596 zł
Adopcje

Rozpoczęcie: 17 Sierpnia 2021

Zakończenie: 31 Sierpnia 2022

Godzina: 23:59

09 Lutego 2022, 13:22
Nasza obecna sytuacja

Kochani, chcemy Wam opisać naszą aktualną sytuację.

Wyczerpałyśmy już wszystkie możliwości pozyskania lokalu dla naszej Pu-Chatki, aby uniknąć zakupu budynku, bo zdajemy sobie sprawę, że bardzo trudno będzie nam zebrać na to tak olbrzymią kwotę... Dlatego w listopadzie 2021 roku utworzyłyśmy PETYCJĘ do Urzędu Miasta Mielca o przydzielenie nam bezpiecznego lokum na zasadzie udostępnienia lokalu na preferencyjnych warunkach przez Urząd Miasta Mielca, wynajmu lub dzierżawy, z uwagi na prawa przysługujące SOS KOTY Mielec jako organizacji pożytku publicznego. Naszą petycję poparło i podpisało na dzień jej złożenia w dniu 1 grudnia 2021 roku 2155 osób (na dziś jest to liczba 2294 osoby). Gdyby miasto przydzieliło nam lokal, dotychczas zebrane środki z naszej zbiórki mogłybyśmy przeznaczyć na dostosowanie lokalu do naszych potrzeb i niezbędny remont... I obniżyć kwotę, a potem zamknąć tę zbiórkę.

Otrzymałyśmy już odpowiedź na naszą petycję od Urzędu Miasta z informacją, iż pomimo szeregu starań i analiz zasobu budynków i lokali miejskich NIE znaleziono budynku / lokalu na potrzeby naszej działalności. Niemniej jednak, chcąc wspomóc nasze działania i zabezpieczyć nam funkcjonowanie do momentu znalezienia miejsca docelowego, weryfikacji poddano również gminne nieruchomości gruntowe. W związku z tym, w przypadku, gdyby nasze Stowarzyszenie rozważało prowadzenie swojej działalności w obiekcie o charakterze tymczasowym, czyli w kontenerach zakupionych z naszych własnych środków, zaistniałaby możliwość oddania nam przez Miasto miejskiej działki w tymczasową dzierżawę.

Niestety takie tymczasowe rozwiązanie nie eliminuje naszego problemu, a wiąże się z koniecznością zakupu przez nas używanych kontenerów, w których umieszczone zostałyby koty jedynie na jakiś okres. Wydałybyśmy wszystkie uzbierane dotąd pieniądze na kupno kontenerów i postawienie ich na działce, którą zaraz będziemy musiały opuścić. W tej sytuacji możemy jeszcze poprosić Urząd Miasta o użyczenie nam działki na bardzo długi okres lub na zawsze. Wówczas mogłybyśmy zakupić i postawić tam kilka dużych kontenerów i dostosować je do naszych potrzeb. To tylko opcja, ale może bardziej realna niż zakup przez nas budynku? Myślałyśmy nawet o wybudowaniu budynku, ale okazuje się, że z powodu drastycznego wzrostu cen nie będzie to tańsze niż kupno już gotowego domu. Gdyby udało nam się uzyskać działkę na bardzo długi termin, wtedy mogłybyśmy z ulgą obniżyć kwotę tej zbiórki, bo ta ogromna cyfra nas przeraża.

Tak więc nadal nie mamy nic. Miałyśmy się wyprowadzić z Pu-Chatki do końca lutego, ale udało się przesunąć termin wyprowadzki o kilka miesięcy, dlatego mamy jeszcze troszkę czasu, choć uzbieranie całej kwoty nie wydaje się możliwe. Przestałyśmy już liczyć na cud, wiemy że nasza zbiórka na dom może potrwać wiele lat, ale my nie mamy tyle czasu. Od jakiegoś czasu bierzemy też pod uwagę likwidację naszej działalności, bo w końcu musimy podjąć jakieś decyzje, przestać przyjmować koty i tego się trzymać. Coraz trudniej jest nam znosić ten stres i niepewność co do przyszłości naszej i naszych kotów. Ale też dobija nas myśl, że jeśli znikniemy, to potrzebujące koty nie znajdą pomocy…

Będziemy jeszcze próbować coś zdziałać, dlatego tradycyjnie prosimy Was gorąco o udostępnianie naszej zbiórki i o wpłaty. Jesteśmy bardzo wdzięczne wszystkim którzy już nam pomogli i pomogą – dziękujemy

W czerwcu otrzymałyśmy ten ANONIM. Wtedy jeszcze nie przejęłyśmy się nim zbytnio, bo spodziewałyśmy się, że zawsze znajdzie się ktoś komu nie podoba się nasza działalność w zakresie pomocy kotom prowadzona w Pu-Chatce. A dziś wisi nad nami widmo wyprowadzki donikąd lub likwidacji działalności. Wizja wylądowania na bruku z 52 kotami...

Byłyśmy naiwne, bo myślałyśmy że jeżeli nie robimy nic złego, a nawet - robimy coś dobrego dla kotów, to nic nam i naszym kotom nie grozi.

Jesteśmy zapaleńcami ratującymi koty – przygarniamy, leczymy, zapewniamy opiekę, sterylizujemy i znajdujemy kotom nowe domy. Od ubiegłego roku trafiły pod naszą opiekę 224 koty, które miały to szczęście że zgłoszono je do nas, a my mogłyśmy je przyjąć bo udało nam się zdobyć lokum dla kotów – PU-CHATKĘ, w której mieszkają nasze koty i tu dostały szansę na nowe życie. Nie zostały w krzakach, nie umarły w męczarniach lub z głodu z powodu chorób, obrażeń w wypadkach, porzucenia w lesie, próby utopienia.

Wyleczyłyśmy dziesiątki kociąt i kotów, niektóre z nich musiały przejść amputacje kończyn lub oczu, ale  zyskały życie. Pomagałyśmy okaleczonym kociętom, wyrzuconym jak śmieć zaniedbanym, zagłodzonym dorosłym kotom, niańczyłyśmy sierotki, sprzątałyśmy wymiociny, trzymałyśmy za łapkę te, które mimo naszych wysiłków odchodziły za tęczowy most. Byłyśmy dla nich na każde zawołanie, nikomu nie odmówiłyśmy pomocy.

Dziś to my jej potrzebujemy.

Chcemy zmieniać ten czasami straszny dla kotów świat na lepszy! A podstawą tej zmiany jest dla nas dom, w którym możemy umieszczać koty i dać im bezpieczne schronienie.

Przez rok nam się to udawało, ale niechęć i nienawiść ludzi teraz odbiera naszym kotom wszystko – ich dom, często jedyny jaki znają od swojego urodzenia. Dom, w którym dostają teraz regularnie posiłki, są leczone i zaopiekowane. Z którego dostają szansę na nowe, szczęśliwe życie.

Wiemy, jak ratować koty. Robimy to z poświęceniem i sercem. Ale teraz zostajemy pozbawieni własnego kąta.

Dlatego prosimy Cię o wsparcie tej zbiórki na zdobycie domu dla kotów – nowej lokalizacji dla naszej Pu-Chatki. Bez niej nie możemy ratować kotów. Nasze koty tracą dom, ale nie będziemy mogły też pomagać kolejnym kotom, bo nie będziemy miały ich gdzie umieścić.

Wierzymy że RAZEM, wraz z tysiącami osób którym nie jest obojętny los kotów, uda się stworzyć najpiękniejsze miejsce dla kotów na całym Podkarpaciu. Prosimy, stań się częścią tej cudownej misji.

Przeczytaj niżej co się stało, co robimy i po co nam pieniądze i Twoja pomoc.

Jak się później okazało, po tym anonimie do wielu mieleckich instytucji i urzędów wpłynęły anonimowe donosy na naszą Pu-Chatkę – tym razem fachowo i rzeczowo napisane na komputerze – od osób, które są dobrze zorientowane w naszej działalności i przepisach prawnych. Donosy sugerowały, że źle się u nas dzieje, że na posesji są martwe zwierzęta, że stwarzamy zagrożenie i trzeba zamknąć tę ‘kociarnię’…

Wkrótce zjawiła się u nas na kontroli Straż Miejska, a 2 dni później – niespodziewana kontrola z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Mielcu (PIW). Zadawano nam mnóstwo pytań, sprawdzano warunki w jakich mieszkają nasze koty. Nie było zastrzeżeń, ale polecono nam przygotować masę dokumentów, a następnie wyznaczono termin kolejnej kontroli. Miałyśmy udowodnić, że nie uśmiercamy kotów, że je leczymy, a nawet że je karmimy…

Od tego czasu żyjemy w ogromnym stresie i niepewności. Ogarnia nas rozpacz na myśl o tym, że stracimy nasze lokum dla kotów, a przede wszystkim – nasze wyratowane koty, którym poświęciłyśmy setki godzin i oddałyśmy im całe nasze serca. Kosztem życia osobistego – oddając im cały swój czas i energię.

Jesteśmy już po drugiej kontroli i choć nie wykazała żadnych nieprawidłowości wiemy już, że NIE MOŻEMY pozostać w naszym obecnym lokum. Bo wielu ludziom przeszkadza sam fakt, że tam SĄ KOTY. Widzą je w oknach, na balkonie. I to już widocznie jest za dużo i przeszkadza niektórym osobom. Nasza działalność nie jest w żaden sposób uciążliwa dla otoczenia, koty nie hałasują, nie stwarzają zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, nie opuszczają budynku… Ale sam fakt że TAM SĄ wystarczył, żeby ktoś chciał się ich i nas stamtąd pozbyć.

W październiku wpłynęły  kolejne donosy - do Urzędu Skarbowego w Mielcu. Na nasze stowarzyszenie oraz personalnie na jedną z nas. I ponownie musiałyśmy przygotować dokumenty, oświadczenia aby udowodnić że są to kłamliwe informacje. Urząd Skarbowy zakończył już postępowanie wszczęte na podstawie tych donosów - w obu przypadkach uznano je za bezpodstawne.

Nie możemy sobie poradzić z tym, że czyjaś niechęć, czy wręcz nienawiść mogła kogoś skłonić do takiego kroku, przez który nam i naszym kotom zawalił się świat. Dla nas to CIOS PROSTO W SERCE. Bo nasze koty to całe nasze życie, które im całkowicie podporządkowałyśmy. A dzięki tym osobom wszystko się wali. Ponad pięćdziesiąt uratowanych bezbronnych stworzonek zdanych tylko na nas - traci teraz wszystko. Bezpieczne schronienie, opiekę lekarską, dobre jedzenie, ręce do przytulania.  

Komu tak przeszkadzało, że uratowałyśmy od śmierci te wszystkie koty? Jest nam potwornie przykro, że można się było posunąć do takich działań. Bo nie naruszamy żadnych przepisów, koty mają dobrą opiekę i schronienie, a nasza Pu-Chatka w żaden sposób nikomu nie zagraża.

NASZA PU-CHATKA

To dom, w którym mieszkają nasze koty - jedno piętro budynku, które użycza nam cudowna Pani – zupełnie za darmo, płacimy jedynie rachunki za prąd, gaz i wodę. Jesteśmy jej za to niezmiernie wdzięczne, bo nie stać nas na wynajem domu w Mielcu.

Początkowo nasza Pu-Chatka miała być schronieniem dla 8 kotów – 3 kocich mam z kociętami, których nie miałyśmy gdzie umieścić. Miałyśmy nadzieję, że szybko znajdą domy i wyprowadzimy się po 2 miesiącach. Ale otrzymywałyśmy mnóstwo zgłoszeń kotków potrzebujących pomocy, kotków dla których nie było już miejsca w schronisku, kotków zgarniętych przez osoby, które nie były w stanie się nimi zająć, ale w przeciwnym razie koty te zostałyby zostawione na pastwę losu.

Od 2020 roku pod naszą opiekę trafiły 224 koty... Wiele z nich wymagało długiego leczenia, operacji, troskliwej opieki. Przeżyłyśmy też dwukrotnie horror epidemii panleukopenii, gdy chorowało nam mnóstwo kociąt, a kilkanaście umarło...

Wszystkie koty mają u nas zapewnione odpchlenie, odrobaczenie, testy na FeLV/FIV, leczenie i zabiegi operacyjne. Wiele z nich żyje tylko dlatego, że otrzymały fachową opiekę weterynaryjną i mogły później rozpocząć nowe życie – najpierw u nas, a później u nowych właścicieli bo nasza Pu-Chatka to dom tymczasowy, z którego koty trafiają do sprawdzonych domów.

Nasza działalność to ciągła walka o kolejne kocie życia. Wożenie kotów setki razy do weterynarza, dyżury w Pu-Chatce – sprzątanie i mycie kilkunastu kuwet, odkurzanie, mycie podłóg i misek, zmywanie kup i wymiocin. Socjalizowanie dzikusków, głaskanie i przytulanie kocich sierotek. A przede wszystkim - szukanie dla nich domów, ogłaszanie w Internecie, i najtrudniejsza rzecz – pozyskiwanie funduszy na to wszystko.

Całe nasze życie kręci się tylko wokół naszych kotów, są one dla nas priorytetem i robimy wszystko aby im zapewnić dobrej jakości karmę, tony żwirku i opiekę weterynaryjną. To wszystko pochłania ogromne pieniądze, które musimy cudem dla nich zdobywać – przez proszenie, a czasami wręcz żebranie o datki, prowadzenie kiermaszu, organizowanie zbiórek. Tylko dzięki Waszej pomocy udaje nam się zapewnić naszym kociakom dobre warunki, leczenie, profilaktykę. W 2021 roku nasze koszty leczenia i utrzymania kotów wyniosły 213.099,87 zł, w tym:
- koszty weterynaryjne: 111.399 zł
- karma, żwirek, akcesoria: 33.740 zł

PO CO NAM PIENIĄDZE?

Aby ratować koty, musimy mieć budynek, w którym dajemy im bezpieczne schronienie i warunki do leczenia, rekonwalescencji i czekania na stałe domy. Niektóre koty nie nadają się do adopcji, więc liczymy się z tym, że będą z nami aż do ich śmierci. Teraz tracimy nasz dom i musimy pozyskać środki na zakup budynku i przystosowanie go dla kotów.

DLACZEGO TO ROBIMY?

Bo kochamy koty, bo nie możemy patrzeć na ich cierpienie, bezsensowną śmierć, obojętność innych ludzi. Bo ktoś musi je ratować, a my chcemy to robić. Sterylizujemy również koty i propagujemy ten najlepszy sposób na ograniczenie bezdomności.

Organizacje takie jak nasza funkcjonują tylko dzięki wsparciu rzeszy ludzi. My jesteśmy wykonawcami, ale potrzebujemy pomocy, aby móc to wszystko robić. Dzięki Waszej pomocy możemy razem powiedzieć: uratowaliśmy tego kota, jest bezpieczny, zdrowy, patrzy teraz ufnie na nas i nie pamięta już horroru jaki przeżył. Dzięki Wam.

Mamy misję ulżenia tym cudownym stworzeniom, zapewnienia im lepszego życia. Widzimy dużo cierpienia, płaczemy gdy trafia do nas kot w tragicznym stanie, gdy umiera kot pomimo naszych wysiłków, ale też mamy ogromną satysfakcję gdy widzimy metamorfozy naszych kotów. Wiemy też jak to jest gdy za dobre chęci i pomaganie dostaje się w tyłek.

ABY POMAGAĆ... SAMI POTRZEBUJEMY POMOCY

Dajemy z siebie wszystko, staramy się pomóc każdemu zgłoszonemu nam kotu. Ale teraz my potrzebujemy Twojego wsparcia, bo same nie udźwigniemy kosztów zakupu, remontu i ogromu pracy z tym związanego. Nie byłyśmy i nie jesteśmy przygotowane finansowo na zmianę lokalu, bo wszystkie nasze środki przeznaczamy na bieżące potrzeby (leczenie, profilaktyka, kastracje, karma, żwirek).

Teraz nie mamy wyboru. Z powodu tych donosów musimy zmienić lokalizację naszej Pu-Chatki. Nie mamy środków nawet na wynajęcie domu, nie mówiąc już o zakupie – a to byłoby najlepsze wyjście.

CO TO BĘDZIE?

Dom dla kotów. Na uboczu, aby koty nie przeszkadzały znowu kolejnym osobom. Wiemy że bardzo przydałby nam się większy dom, bo otrzymujemy setki próśb o pomoc dla kotów. Serce nam pęka, że tyle zwierzaków wegetuje w okropnych warunkach, i większość z nich nigdy nie otrzyma pomocy. Bo nigdzie nie ma dla nich miejsca… Gdy schronisko miejskie jest pełne, my przyjmujemy koty, a bez domu nie będziemy mogły tym kotom pomóc… Jesteśmy jedyną organizacją w Mielcu, która dysponuje jakimkolwiek lokalem. Zdajemy sobie sprawę, że wynajem odpowiedniego budynku jest bardzo trudny, bo w ubiegłym roku tylko cudem udało nam się znaleźć obecne miejsce. I jeśli znowu zajdzie konieczność wyprowadzki, stracimy wszystkie ulepszenia i włożone w nie pieniądze.

Jeśli uda nam się kupić budynek, mogłybyśmy go w pełni przystosować do potrzeb kotów, zorganizować wiele pomieszczeń dla kotów: kwarantannę, pokój dla kotów po operacjach i kastracjach, pokój dla kotów dorosłych, dla dzikich i wycofanych. Kilka żłobków dla kociąt i przedszkole dla podrostków. Tak aby koty czuły się w nich komfortowo i wciąż było miejsce dla kolejnych.

Bardzo by nam się przydało pomieszczenie do przetrzymywania kotów wolno żyjących po kastracjach, aby mogły przez kilka dni spokojnie dochodzić do siebie przed wypuszczeniem ich w miejsce bytowania. Marzymy też o składziku do przechowywania zapasów karmy, żwirku, kuwet, klatek, posłanek, koców. Teraz mamy tylko 3 pokoje i łazienkę i widzimy, że jest to stanowczo za mało.

MOŻE BYĆ PIĘKNIE I BEZPIECZNIE

Chcemy spróbować zdobyć dom dla kotów – na zawsze. Dom, w którym zapewnimy kotom idealne warunki, zbudujemy woliery, osiatkujemy balkony. W którym będzie dużo pomieszczeń i miejsca na kolejne potrzebujące koty. W każdym pokoju będzie szafka na najpotrzebniejsze rzeczy, sofa i półki dla kotów. Może nawet umywalka. Odwiedzający będą mogli usiąść na kanapie lub w fotelu i głaskać koty, zapewnić im zabawę. Będą mogli porozmawiać o kotach do adopcji. Nie będzie ciasnoty i uważania, aby nie nadepnąć na maleńkiego kotka. Podłogi i ściany będą łatwo zmywalne, nie będzie wybrzuszonych parkietów od wody rozlewanej przez hasające kotki. Będzie miejsce na lodówkę i przede wszystkim na pralkę, bo teraz wozimy do swoich domów tony prania, a mogłybyśmy robić pranie w czasie dyżurów w Pu-Chatce. Będzie też maleńka kanciapa na nasze dokumenty i papiery, które teraz przechowujemy w swoich domach.

Nie może to być rudera, bo koty muszą mieć dobre i higieniczne warunki. Jest to najlepsza opcja, która pozwoliłaby nam rozwinąć skrzydła, pomagać większej liczbie kotów i rozwijać naszą działalność. Nie możemy przenieść się poza miasto, bo opiekę nad kotami sprawujemy tylko my dwie i garstka wolontariuszy. Nikt z nas nie ma tu etatu, nie jesteśmy zatrudnione, bo nas na to nie stać. Do tego normalnie pracujemy i załatwiamy tysiące spraw związanych z naszymi kotami, ich leczeniem, adopcjami, zdobywaniem środków finansowych. Dopiero od niedawna mamy na kilka miesięcy 1 osobę na stażu opłacanym przez urząd pracy. Więc dom poza miastem nie sprawdzi się dla nas bo wolontariusze nie będą w stanie do nas dojechać. Musimy być blisko aby w każdej chwili pojechać do lecznicy, czy zawieźć oddanego nam w środku nocy kota.

DLA KOGO TO WSZYSTKO?

Dla ratowanych kotów, ale też dla ludzi – którzy znajdą u nas przyjaciela na całe życie. I dla osób, które chcą pomagać nam w prowadzeniu tego wszystkiego, wolontariuszy – regularnych, i tych z doskoku.

NA CO KONKRETNIE SIĘ ZRZUCAMY?

Na nową Pu-Chatkę – bezpieczną przystań dla skrzywdzonych kotów.

Kwota na zakup oraz przystosowanie budynku do naszych potrzeb (nie wspominając o remoncie) – to dla nas niewyobrażalna suma. Takich pieniędzy nie widziałyśmy na oczy... Więc zdobycie 500 tysięcy złotych to dla nas ogromne wyzwanie.

ALE WIERZYMY, ŻE OGROMNA RZESZA LUDZI MOŻE DZIAŁAĆ CUDA! Wierzymy że jest wyjście z tej bardzo trudnej dla nas sytuacji, że koty nie stracą domu, a nawet będziemy mieć możliwość uratowania i udzielenia pomocy dużo większej liczbie kotów niż dotąd. Ty możesz sprawić że tak się stanie. Koty znajdą u nas bezpieczeństwo, opiekę weterynaryjną, ciepłe posłanko, jedzenie, i miłość. Naszą i ich przyszłych właścicieli. A te, które nie będą miały szans na adopcję – spokojny dom i poczucie bezpieczeństwa. Zrobimy dla nich wszystko! Ale będziemy to robić RAZEM z Wami!

Bądź częścią naszej misji. Twoje wsparcie jest dla nas bardzo WAŻNE. Otwórz serce i DORZUĆ SIĘ NA DOM DLA KOTÓW:

                    PU-CHATKĘ

Dziękujemy z całego serca! 💓 Ogromnie Wam wdzięczne – koty i dziewczyny z SOS KOTY Mielec.

📌 Naszą działalność możecie zobaczyć na Facebooku. Dokumentujemy tam wydatki w albumie: Wydatki SOS KOTY Mielec w 2021 roku 

📌 Zobaczcie historię naszego Pawełka - kota po wypadku, który walczy dzielnie o życie z pomocą setek osób: Historia Pawełka

📌Pu-Chatkowe koty bardzo liczą na Wasz 1% podatku - nasz numer KRS: 0000882077 

Dziękujemy 💓

Organizator
5 aktualnych zbiórek
56 zakończonych zbiórek
Wsparły 3 194 osoby
112 404 zł (20,43%)
Brakuje jeszcze 437 596 zł
Adopcje