❗️Pu-Chatka była domem dla 200 kotów. Teraz musi zmienić lokalizację lub przestać istnieć... Czy warto wierzyć w cuda? Z Wami musi się udać!

Wsparły 1 262 osoby
50 480 zł (9,17%)
Brakuje jeszcze 499 520 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 17 Sierpnia 2021

Zakończenie: 31 Grudnia 2021

13 Listopada 2021, 01:21
Kolejne donosy i nękanie

CIĄG DALSZY DONOSÓW I NĘKANIA NAS…
Myślałyśmy, że po czerwcowym ataku na nasze stowarzyszenie, po donosach z oszczerstwami do mieleckich instytucji, po kontrolach które nie wykazały u nas żadnych nieprawidłowości, możemy odsapnąć i zająć się kotami. Niestety niedawno okazało się, że nasi prześladowcy nie ustają i pewnie nie ustaną w swoich wysiłkach aby nas zniszczyć, uprzykrzyć nam życie i oderwać nas od pomocy kotom. Teraz te osoby wysłały kolejne donosy - do URZĘDU SKARBOWEGO w Mielcu. Na nasze stowarzyszenie oraz personalnie na jedną z nas. I ponownie musiałyśmy przygotować dokumenty, oświadczenia - aby udowodnić że te donosy to kłamliwe informacje, które niestety Urząd Skarbowy jest ponoć zobowiązany sprawdzić. Tak więc zamiast poświęcać maksimum naszego czasu kotom, pozyskiwaniu środków na ich ratowanie, musiałyśmy zająć się kolejnymi donosami. Oprócz tego, ‘życzliwe’ osoby wysyłają kłamliwe informacje do osoby, z którą współpracujemy. Rozpowszechniają też nieprawdziwe informacje o naszym stowarzyszeniu, np. że ponoć wygraliśmy ostatnio w konkursie karmę, ale nie chcemy jej wydawać karmicielom, albo że ratujemy koty dla kasy, piszą złośliwe i szydercze komentarze na nasz temat. Nieważne, że to nieprawda, ważne że tak łatwo w ten sposób zepsuć komuś opinię. Jesteśmy tym wszystkim bardzo zmęczone, wykończone psychicznie tym knowaniem, nieustającym kopaniem dołków, i wiemy że to się raczej nie skończy bo mamy do czynienia ze złymi, zawistnymi i mściwymi małymi człowieczkami, którzy będą nas gnębić i czerpać z tego satysfakcję przez kolejne lata. DOPÓKI NIE ZNIKNIEMY?

No więc mamy dla tych osób informację: być może znikniemy, bo chyba będziemy zmuszone zlikwidować naszą działalność.

Przez te wcześniejsze donosy tracimy dom dla kotów - Pu-Chatkę, który był nam użyczony za darmo. Było tak dobrze, mogłyśmy przyjmować koty, leczyć je, znajdować im domy. To była realna i potrzebna pomoc. Nie stać nas na wynajęcie dużego budynku dla kotów, a tym bardziej na jego zakup. Miałyśmy nikłą nadzieję, że nasza zbiórka na budynek się rozkręci, ale nie udało się. Mamy już niewiele czasu, tylko do lutego. I na utrzymaniu kilkadziesiąt kotów, których życie i dobrostan zależy tylko od nas.

Dlatego mamy dla naszych prześladowców propozycję: zgłoście się do nas, adoptujcie wszystkie te koty, ponoście koszty ich leczenia, karmienia, żwirku. Pomimo wielkiej rozpaczy odczuwamy też swego rodzaju ulgę, że skończy się dla nas ogromny stres związany z zapewnieniem pieniędzy na tę działalność, ta wieczna gonitwa, brak czasu na cokolwiek. Zdajemy też sobie sprawę że coraz trudniej będzie nam pozyskać fundusze na naszą działalność. Od początku roku wydałyśmy na nasze koty 166 tysięcy złotych. Jak zdobywać dalej pieniądze? Jest coraz trudniej, nasza zbiórka z biciem rekordu Guinnessa uratowała nas na kilka miesięcy, ale to od niej zaczęło się nękanie nas przez zawistne osoby.
Jak uzbierać co miesiąc 2-3 tysiące na wynajem budynku, skoro od 8 września próbujemy uzbierać pieniądze na faktury za leczenie i po 2 miesiącach mamy dopiero 19% potrzebnej kwoty? Czasy są ciężkie, i pewnie będzie coraz trudniej. Jesteśmy maleńką organizacją, nie czerpiemy żadnych korzyści z naszej działalności, nie wypłacamy sobie pensji, wszystkie uzbierane pieniądze przeznaczamy na nasze koty. Poświęciłyśmy im cały swój czas poza pracą, całe życie. Nikt nam nie kazał, same chciałyśmy po prostu ratować koty. Nasz wybór. Można chodzić do kina, knajp, jeździć na rowerze, oglądać seriale, czytać książki. My nie mamy na to czasu, bo w dzień i w nocy robimy coś dla kotów, sprzątamy im, wozimy je do lecznicy. Wielu tych działań nie widać, ale wymagają setek godzin tylko po to aby zdobyć pieniądze dla kotów na faktury w lecznicach i karmę. Aby im znaleźć dom, załatwić transport, odpisać na wiadomości, zgłosić do konkursu, błagać o pomoc, napisać zbiórkę.

Chciałybyśmy dalej pomagać kotom bo one nie są niczemu winne, ale sytuacja w jakiej znalazłyśmy się skutecznie nam to uniemożliwia.
Nasza zbiórka na budynek dla kotów trwa już 3 miesiące i nas wykończyła i zdołowała. Bo próbowałyśmy z całych sił ją nagłośnić, pozyskać kogoś kto się ujmie za naszymi kotami. Pisałyśmy tysiące wiadomości i próśb do znanych osób, do różnych portali, profili na Facebooku i Instagramie. Mamy uzbierane 8,02%. Bardzo to przykre trafiać ciągle na mur obojętności, tak bardzo żal nam naszych kotów - że mało kogo obchodzą.
No więc musimy powoli przyzwyczajać się do myśli, że to początek naszego końca. Bo nie mamy szans. Próbowałyśmy uzyskać budynek od miasta, ale w Mielcu nic nie ma.

Podejmujemy jeszcze resztkami sił działania aby rozkręcić zbiórkę na budynek, dlatego też prosimy Was po raz kolejny o jej udostępnianie, o pisanie próśb do znanych osób, portali, profili. Może macie wśród swoich znajomych kogoś takiego? Dziękujemy z całego serca wszystkim którzy ją wsparli i próbowali ją nagłośnić. Wiemy, że już nieraz ją tu widzieliście, dlatego ważne jest aby trafiła ona do osób, które nas jeszcze nie znają.
Nie wiemy co będzie dalej. Staramy się z całych sił coś wywalczyć, ale z niektórymi rzeczami trzeba się po prostu pogodzić.

Na zdjęciu nasz Alfredzik i komentarze przy wpłatach na naszej zbiórce – jako przeciwwaga dla działań naszych prześladowców, którym słowo ‘człowieczeństwo’ jest chyba obce. Bardzo nas podnoszą na duchu Wasze komentarze – dziękujemy za nie i za wszystkie słowa otuchy, które tam piszecie. Bardzo potrzebujemy takiego wsparcia.

W czerwcu otrzymałyśmy ten ANONIM. Wtedy jeszcze nie przejęłyśmy się nim zbytnio, bo spodziewałyśmy się, że zawsze znajdzie się ktoś komu nie podoba się nasza działalność w zakresie pomocy kotom prowadzona w Pu-Chatce. A dziś wisi nad nami widmo wyprowadzki donikąd lub likwidacji działalności. Wizja wylądowania na bruku z 52 kotami...

Byłyśmy naiwne, bo myślałyśmy że jeżeli nie robimy nic złego, a nawet - robimy coś dobrego dla kotów, to nic nam i naszym kotom nie grozi.

Jesteśmy zapaleńcami ratującymi koty – przygarniamy, leczymy, zapewniamy opiekę, sterylizujemy i znajdujemy kotom nowe domy. Od ubiegłego roku trafiło pod naszą opiekę prawie 190 kotów, które miały to szczęście że zgłoszono je do nas, a my mogłyśmy je przyjąć bo udało nam się zdobyć lokum dla kotów – PU-CHATKĘ, w której mieszkają nasze koty i tu dostały szansę na nowe życie. Nie zostały w krzakach, nie umarły w męczarniach lub z głodu z powodu chorób, obrażeń w wypadkach, porzucenia w lesie, próby utopienia.

Wyleczyłyśmy dziesiątki kociąt i kotów, niektóre z nich musiały przejść amputacje kończyn lub oczu, ale  zyskały życie. Pomagałyśmy okaleczonym kociętom, wyrzuconym jak śmieć zaniedbanym, zagłodzonym dorosłym kotom, niańczyłyśmy sierotki, sprzątałyśmy wymiociny, trzymałyśmy za łapkę te, które mimo naszych wysiłków odchodziły za tęczowy most. Byłyśmy dla nich na każde zawołanie, nikomu nie odmówiłyśmy pomocy.

Dziś to my jej potrzebujemy.

Chcemy zmieniać ten czasami straszny dla kotów świat na lepszy! A podstawą tej zmiany jest dla nas dom, w którym możemy umieszczać koty i dać im bezpieczne schronienie.

Przez rok nam się to udawało, ale niechęć i nienawiść ludzi teraz odbiera naszym kotom wszystko – ich dom, często jedyny jaki znają od swojego urodzenia. Dom, w którym dostają teraz regularnie posiłki, są leczone i zaopiekowane. Z którego dostają szansę na nowe, szczęśliwe życie.

Wiemy, jak ratować koty. Robimy to z poświęceniem i sercem. Ale teraz zostajemy pozbawieni własnego kąta.

Dlatego prosimy Cię o wsparcie tej zbiórki na zdobycie domu dla kotów – nowej lokalizacji dla naszej Pu-Chatki. Bez niej nie możemy ratować kotów. Nasze koty tracą dom, ale nie będziemy mogły też pomagać kolejnym kotom, bo nie będziemy miały ich gdzie umieścić.

Wierzymy że RAZEM, wraz z tysiącami osób którym nie jest obojętny los kotów, uda się stworzyć najpiękniejsze miejsce dla kotów na całym Podkarpaciu. Prosimy, stań się częścią tej cudownej misji.

Przeczytaj niżej co się stało, co robimy i po co nam pieniądze i Twoja pomoc.

Jak się później okazało, po tym anonimie do wielu mieleckich instytucji i urzędów wpłynęły anonimowe donosy na naszą Pu-Chatkę – tym razem fachowo i rzeczowo napisane na komputerze – od osób, które są dobrze zorientowane w naszej działalności i przepisach prawnych. Donosy sugerowały, że źle się u nas dzieje, że na posesji są martwe zwierzęta, że stwarzamy zagrożenie i trzeba zamknąć tę ‘kociarnię’…

Wkrótce zjawiła się u nas na kontroli Straż Miejska, a 2 dni później – niespodziewana kontrola z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Mielcu (PIW). Zadawano nam mnóstwo pytań, sprawdzano warunki w jakich mieszkają nasze koty. Nie było zastrzeżeń, ale polecono nam przygotować masę dokumentów, a następnie wyznaczono termin kolejnej kontroli. Miałyśmy udowodnić, że nie uśmiercamy kotów, że je leczymy, a nawet że je karmimy…

Od tego czasu żyjemy w ogromnym stresie i niepewności. Ogarnia nas rozpacz na myśl o tym, że stracimy nasze lokum dla kotów, a przede wszystkim – nasze wyratowane koty, którym poświęciłyśmy setki godzin i oddałyśmy im całe nasze serca. Kosztem życia osobistego – oddając im cały swój czas i energię.

Jesteśmy już po drugiej kontroli i choć nie wykazała żadnych nieprawidłowości wiemy już, że NIE MOŻEMY pozostać w naszym obecnym lokum. Bo wielu ludziom przeszkadza sam fakt, że tam SĄ KOTY. Widzą je w oknach, na balkonie. I to już widocznie jest za dużo i przeszkadza niektórym osobom. Nasza działalność nie jest w żaden sposób uciążliwa dla otoczenia, koty nie hałasują, nie stwarzają zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, nie opuszczają budynku… Ale sam fakt że TAM SĄ wystarczył, żeby ktoś chciał się ich i nas stamtąd pozbyć.

Nie możemy sobie poradzić z tym, że czyjaś niechęć, czy wręcz nienawiść mogła kogoś skłonić do takiego kroku, przez który nam i naszym kotom zawalił się świat. Dla nas to CIOS PROSTO W SERCE. Bo nasze koty to całe nasze życie, które im całkowicie podporządkowałyśmy. A dzięki tym osobom wszystko się wali. Ponad pięćdziesiąt uratowanych bezbronnych stworzonek zdanych tylko na nas - traci teraz wszystko. Bezpieczne schronienie, opiekę lekarską, dobre jedzenie, ręce do przytulania.  

Komu tak przeszkadzało, że uratowałyśmy od śmierci te wszystkie koty? Jest nam potwornie przykro, że można się było posunąć do takich działań. Bo nie naruszamy żadnych przepisów, koty mają dobrą opiekę i schronienie, a nasza Pu-Chatka w żaden sposób nikomu nie zagraża.

NASZA PU-CHATKA

To dom, w którym mieszkają nasze koty - jedno piętro budynku, które użycza nam cudowna Pani – zupełnie za darmo, płacimy jedynie rachunki za prąd, gaz i wodę. Jesteśmy jej za to niezmiernie wdzięczne, bo nie stać nas na wynajem domu w Mielcu.

Początkowo nasza Pu-Chatka miała być schronieniem dla 8 kotów – 3 kocich mam z kociętami, których nie miałyśmy gdzie umieścić. Miałyśmy nadzieję, że szybko znajdą domy i wyprowadzimy się po 2 miesiącach. Ale otrzymywałyśmy mnóstwo zgłoszeń kotków potrzebujących pomocy, kotków dla których nie było już miejsca w schronisku, kotków zgarniętych przez osoby, które nie były w stanie się nimi zająć, ale w przeciwnym razie koty te zostałyby zostawione na pastwę losu.

Od 2020 roku pod naszą opiekę trafiło ponad 180 kotów… Wiele z nich wymagało długiego leczenia, operacji, troskliwej opieki. Przeżyłyśmy też horror epidemii panleukopenii w październiku 2020 roku gdy zachorowało nam 19 kociąt, a 9 umarło...

Wszystkie koty mają u nas zapewnione odpchlenie, odrobaczenie, testy na FeLV/FIV, leczenie i zabiegi operacyjne. Wiele z nich żyje tylko dlatego, że otrzymały fachową opiekę weterynaryjną i mogły później rozpocząć nowe życie – najpierw u nas, a później u nowych właścicieli bo nasza Pu-Chatka to dom tymczasowy, z którego koty trafiają do sprawdzonych domów.

Nasza działalność to ciągła walka o kolejne kocie życia. Wożenie kotów setki razy do weterynarza, dyżury w Pu-Chatce – sprzątanie i mycie kilkunastu kuwet, odkurzanie, mycie podłóg i misek, zmywanie kup i wymiocin. Socjalizowanie dzikusków, głaskanie i przytulanie kocich sierotek. A przede wszystkim - szukanie dla nich domów, ogłaszanie w Internecie, i najtrudniejsza rzecz – pozyskiwanie funduszy na to wszystko.

Całe nasze życie kręci się tylko wokół naszych kotów, są one dla nas priorytetem i robimy wszystko aby im zapewnić dobrej jakości karmę, tony żwirku i opiekę weterynaryjną. To wszystko pochłania ogromne pieniądze, które musimy cudem dla nich zdobywać – przez proszenie, a czasami wręcz żebranie o datki, prowadzenie kiermaszu, organizowanie zbiórek. Tylko dzięki Waszej pomocy udaje nam się zapewnić naszym kociakom dobre warunki, leczenie, profilaktykę. Od 1 stycznia 2021 roku nasze koszty leczenia i utrzymania kotów wyniosły 166 tysięcy złotych (na dzień 12.11.2021).

PO CO NAM PIENIĄDZE?

Aby ratować koty, musimy mieć budynek, w którym dajemy im bezpieczne schronienie i warunki do leczenia, rekonwalescencji i czekania na stałe domy. Niektóre koty nie nadają się do adopcji, więc liczymy się z tym, że będą z nami aż do ich śmierci. Teraz tracimy nasz dom i musimy pozyskać środki na zakup budynku i przystosowanie go dla kotów.

DLACZEGO TO ROBIMY?

Bo kochamy koty, bo nie możemy patrzeć na ich cierpienie, bezsensowną śmierć, obojętność innych ludzi. Bo ktoś musi je ratować, a my chcemy to robić. Sterylizujemy również koty i propagujemy ten najlepszy sposób na ograniczenie bezdomności.

Organizacje takie jak nasza funkcjonują tylko dzięki wsparciu rzeszy ludzi. My jesteśmy wykonawcami, ale potrzebujemy pomocy, aby móc to wszystko robić. Dzięki Waszej pomocy możemy razem powiedzieć: uratowaliśmy tego kota, jest bezpieczny, zdrowy, patrzy teraz ufnie na nas i nie pamięta już horroru jaki przeżył. Dzięki Wam.

Mamy misję ulżenia tym cudownym stworzeniom, zapewnienia im lepszego życia. Widzimy dużo cierpienia, płaczemy gdy trafia do nas kot w tragicznym stanie, gdy umiera kot pomimo naszych wysiłków, ale też mamy ogromną satysfakcję gdy widzimy metamorfozy naszych kotów. Wiemy też jak to jest gdy za dobre chęci i pomaganie dostaje się w tyłek.

ABY POMAGAĆ... SAMI POTRZEBUJEMY POMOCY

Dajemy z siebie wszystko, staramy się pomóc każdemu zgłoszonemu nam kotu. Ale teraz my potrzebujemy Twojego wsparcia, bo same nie udźwigniemy kosztów zakupu, remontu i ogromu pracy z tym związanego. Nie byłyśmy i nie jesteśmy przygotowane finansowo na zmianę lokalu, bo wszystkie nasze środki przeznaczamy na bieżące potrzeby (leczenie, profilaktyka, kastracje, karma, żwirek).

Teraz nie mamy wyboru. Z powodu tych donosów musimy zmienić lokalizację naszej Pu-Chatki. Nie mamy środków nawet na wynajęcie domu, nie mówiąc już o zakupie – a to byłoby najlepsze wyjście.

CO TO BĘDZIE?

Dom dla kotów. Na uboczu, aby koty nie przeszkadzały znowu kolejnym osobom. Wiemy że bardzo przydałby nam się większy dom, bo otrzymujemy setki próśb o pomoc dla kotów. Serce nam pęka, że tyle zwierzaków wegetuje w okropnych warunkach, i większość z nich nigdy nie otrzyma pomocy. Bo nigdzie nie ma dla nich miejsca… Gdy schronisko miejskie jest pełne, my przyjmujemy koty, a bez domu nie będziemy mogły tym kotom pomóc… Jesteśmy jedyną organizacją w Mielcu, która dysponuje jakimkolwiek lokalem. Zdajemy sobie sprawę, że wynajem odpowiedniego budynku jest bardzo trudny, bo w ubiegłym roku tylko cudem udało nam się znaleźć obecne miejsce. I jeśli znowu zajdzie konieczność wyprowadzki, stracimy wszystkie ulepszenia i włożone w nie pieniądze.

Jeśli uda nam się kupić budynek, mogłybyśmy go w pełni przystosować do potrzeb kotów, zorganizować wiele pomieszczeń dla kotów: kwarantannę, pokój dla kotów po operacjach i kastracjach, pokój dla kotów dorosłych, dla dzikich i wycofanych. Kilka żłobków dla kociąt i przedszkole dla podrostków. Tak aby koty czuły się w nich komfortowo i wciąż było miejsce dla kolejnych.

Bardzo by nam się przydało pomieszczenie do przetrzymywania kotów wolno żyjących po kastracjach, aby mogły przez kilka dni spokojnie dochodzić do siebie przed wypuszczeniem ich w miejsce bytowania. Marzymy też o składziku do przechowywania zapasów karmy, żwirku, kuwet, klatek, posłanek, koców. Teraz mamy tylko 3 pokoje i łazienkę i widzimy, że jest to stanowczo za mało.

MOŻE BYĆ PIĘKNIE I BEZPIECZNIE

Chcemy spróbować zdobyć dom dla kotów – na zawsze. Dom, w którym zapewnimy kotom idealne warunki, zbudujemy woliery, osiatkujemy balkony. W którym będzie dużo pomieszczeń i miejsca na kolejne potrzebujące koty. W każdym pokoju będzie szafka na najpotrzebniejsze rzeczy, sofa i półki dla kotów. Może nawet umywalka. Odwiedzający będą mogli usiąść na kanapie lub w fotelu i głaskać koty, zapewnić im zabawę. Będą mogli porozmawiać o kotach do adopcji. Nie będzie ciasnoty i uważania, aby nie nadepnąć na maleńkiego kotka. Podłogi i ściany będą łatwo zmywalne, nie będzie wybrzuszonych parkietów od wody rozlewanej przez hasające kotki. Będzie miejsce na lodówkę i przede wszystkim na pralkę, bo teraz wozimy do swoich domów tony prania, a mogłybyśmy robić pranie w czasie dyżurów w Pu-Chatce. Będzie też maleńka kanciapa na nasze dokumenty i papiery, które teraz przechowujemy w swoich domach.

Nie może to być rudera, bo koty muszą mieć dobre i higieniczne warunki. Jest to najlepsza opcja, która pozwoliłaby nam rozwinąć skrzydła, pomagać większej liczbie kotów i rozwijać naszą działalność. Nie możemy przenieść się poza miasto, bo opiekę nad kotami sprawujemy tylko my dwie i garstka wolontariuszy. Nikt z nas nie ma tu etatu, nie jesteśmy zatrudnione, bo nas na to nie stać. Do tego normalnie pracujemy i załatwiamy tysiące spraw związanych z naszymi kotami, ich leczeniem, adopcjami, zdobywaniem środków finansowych. Dopiero od niedawna mamy na kilka miesięcy 1 osobę na stażu opłacanym przez urząd pracy. Więc dom poza miastem nie sprawdzi się dla nas bo wolontariusze nie będą w stanie do nas dojechać. Musimy być blisko aby w każdej chwili pojechać do lecznicy, czy zawieźć oddanego nam w środku nocy kota.

DLA KOGO TO WSZYSTKO?

Dla ratowanych kotów, ale też dla ludzi – którzy znajdą u nas przyjaciela na całe życie. I dla osób, które chcą pomagać nam w prowadzeniu tego wszystkiego, wolontariuszy – regularnych, i tych z doskoku.

NA CO KONKRETNIE SIĘ ZRZUCAMY?

Na nową Pu-Chatkę – bezpieczną przystań dla skrzywdzonych kotów.

Kwota na zakup oraz przystosowanie budynku do naszych potrzeb (nie wspominając o remoncie) – to dla nas niewyobrażalna suma. Takich pieniędzy nie widziałyśmy na oczy... Więc zdobycie 500 tysięcy złotych to dla nas ogromne wyzwanie.

ALE WIERZYMY, ŻE OGROMNA RZESZA LUDZI MOŻE DZIAŁAĆ CUDA! Wierzymy że jest wyjście z tej bardzo trudnej dla nas sytuacji, że koty nie stracą domu, a nawet będziemy mieć możliwość uratowania i udzielenia pomocy dużo większej liczbie kotów niż dotąd. Ty możesz sprawić że tak się stanie. Koty znajdą u nas bezpieczeństwo, opiekę weterynaryjną, ciepłe posłanko, jedzenie, i miłość. Naszą i ich przyszłych właścicieli. A te, które nie będą miały szans na adopcję – spokojny dom i poczucie bezpieczeństwa. Zrobimy dla nich wszystko! Ale będziemy to robić RAZEM z Wami!

Bądź częścią naszej misji. Twoje wsparcie jest dla nas bardzo WAŻNE. Otwórz serce i DORZUĆ SIĘ NA DOM DLA KOTÓW:

                    PU-CHATKĘ

Dziękujemy z całego serca! Ogromnie Wam wdzięczne – koty i dziewczyny z SOS KOTY Mielec.

Naszą działalność możecie zobaczyć na Facebooku 

Organizator
5 aktualnych zbiórek
42 zakończone zbiórki
Wsparły 1 262 osoby
50 480 zł (9,17%)
Brakuje jeszcze 499 520 zł
Wesprzyj