By mógł zdarzyć się cud...

9 dni do końca
Wsparły 64 osoby
2 369 zł (78,96%)
Brakuje jeszcze 631 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 23 Lipca 2019

Zakończenie: 23 Października 2019

Ta zbiórka opowiada o naszej działalności, a chwila jest ciężka. Wakacje. Setki próśb o pomoc, ratunek, interwencję. 

Być psem w Polsce to niefart. To kraj, gdzie psy się produkuje i wyrzuca. Więzi i przykuwa łańcuchami do bud tłumacząc, że taka tradycja. Przegania się je, kiedy proszą o pomoc. Trzyma się je latami w zamkniętych kojcach bez żadnych określonych przepisem standardów, bo takiego przepisu nie ma. Chorych się nie leczy. Kastracja (sterylizacja) bywa postrzegana jako gwałt na naturze, pokutuje przekonanie o "jednej ciąży dla zdrowia suki".

Polska to kraj, gdzie na bezdomnych psach robi się gigantyczne interesy. Powstają coraz to nowe, prywatne placówki nazywane schroniskami. Bezdomne psy są tam przywożone na mocy kontraktów z władzami gmin i NIKT nie kontroluje ich dalszego losu. Na miejscu są kojce, z których psów NIGDY się nie wypuszcza. Te "schroniska" nie mają wolontariatu w obawie przed publicznym monitoringiem, działają według własnych zasad.

Gminy płacą jednorazową stawkę za każdego psa - zwykle między 1500 a 2000 złotych. Selekcja jest oczywista - im dłużej pies siedzi w takim "schronisku", tym mniej pieniędzy zostaje w kieszeni właściciela. Przy dobrych układach z lekarzem weterynarii większość psów się usypia pod pretekstem choroby lub agresji. Kalekie stanowią czysty zarobek. A jednak cuda się zdarzają - chociaż nie zdarzają się same. Działalność fundacji  to liczenie na cud, ale też ciężka praca nad tym, by mógł się spełnić.

To SNAJPER z rozszczepem łapy. Jeden z 50 psów wyciągniętych  z mordowni w Suchedniowie. Dzięki pomocy wielu osób obecnie szczęśliwy w swoim domu, łapka po amputacji.

Być psem w Polsce to niefart. Na bezdomnych psach się zarabia, dlatego nie wszystkie się likwiduje. Najlepiej jest je wyrzucić z powrotem, np. do innej gminy, gdzie działa kolega. Szczeniaki rozdaje się menelom, bywa, że z dopłatą za podpisanie umowy. Chodzi o to, żeby się rozmnożyły. Ilość szczeniaków rodzących się co roku w koślawych budach z matek stojących na krótkim łańcuchu, szczeniaków  ginących na drogach i umierających z głodu w lesie - jest przerażająca!  W środku Europy, w XXI wieku małe pieski  są łupem dla lisów i jastrzębi, a "przygarnięte" - stają się chwilową zabawką dla dzieci. Kiedy wyrosną, lądują na ulicy albo przy budzie.

SURI urodzona w budzie, gdzie jej matka tkwiła na łańcuchu. Poprzedni pies umarł przez chorobę odkleszczową. Zabraliśmy ją, jej siostrę Pumę (ma już dom) i matkę - Selenę, która obecnie czeka w hotelu. To z pewnością cud dla nich, zważywszy ilość takich zgłoszeń w kontekście naszych możliwości działania.

Być psem w Polsce to niefart. Nawet jeśli psy są czipowane - czipów wystarczy nie wpisać do bazy, by inne schronisko mogło je za kolejne państwowe pieniądze zgłosić do odłowienia. Gminy psów nie czipują, trwa więc w najlepsze psi exodus. Każda gmina ma obowiązek wybrać swojego weterynarza, kierując się jednak najniższą ofertą cen. Wiem o sterylizacji, której koszt wynosił 40 zł. Cięcie bez znieczulenia? Na pewno bez antybiotyków...  Wbrew ogólnemu przekonaniu łańcuch nadal jest legalny, wolno psa przykuć do budy na 12 godzin. To jakby dać zezwolenie na bicie dziecka tylko do dziesięciu klapsów. Kto sprawdzi, ile ich było?

To FARSA I BEZA - ich właściciel żywi przekonanie, że pies powinien być na łańcuchu. Z tego podwórka udało się nam zabrać  Farsę z dziećmi - Bezą (zdjęcie)  i Melbą. Zostały jeszcze dwa. Aktualnie zabieramy kolejnego - 11-letniego Obamę. Tylko tak można im pomóc, bo mogą nie dożyć dnia, kiedy ich pan zmieni zdanie. Cieszymy się, że je oddał. Pracujemy nad decyzją dotyczącą trzeciego pieska.

Poniżej - Farsa na wycieczce w Wenecji.

Być w Polsce psem w typie rasy jest jeszcze gorzej. Moda na yorki ustępuje miejsca modzie na maltańczyki. Dzieci wymieniają zabawki na nowe. Amstaffy są już passe, labradory to ulubione pomniki psiej męczarni, żywcem zamurowywane w kojcach na posesjach i podwórkach w całym kraju. Owczarki masowo zapełniają gminne punkty przetrzymań, wędrują po drogach i lasach wyrzucone, lub po prostu pozbawione jakiejkolwiek kontroli i relacji z człowiekiem, co dla tej rasy jest podstawą bytu. Są najczęściej odławianym przez hycli typem psa, ze względu na "agresję".

ODRA - jedna z 48 owczarków, które zabraliśmy z bezdomności. Trudno w to uwierzyć. ODRA ma już dom na Śląsku.

Być psem w Polsce to niefart. Choć pies został udomowiony jako jeden z pierwszych gatunków zwierząt, Polska nadal jest krajem dzikich psów! Psów urodzonych z bezdomnych suk, od szczeniaka nauczonych ostrożności lub wręcz panicznego lęku przed człowiekiem. Takie psy, odławiane na zlecenie gmin - w stanie skrajnego przerażenia są transportowane "schronisk" i tam , na pętli - prowadzone do uśpienia, które się odbywa najtańszymi metodami.

GLORIA od dwóch lat w fundacji, odławiana i  doprowadzana na zabiegi na pętli. mam ślady pogryzienia przez nią, panicznie się boi człowieka, ale krok po kroku nabiera zaufania. Udało się ją namówić na wejście do transportera i jest obecnie w hotelu z resocjalizacją. Piękna, młodziutka, ma szanse na dom. W morzu dzikich psów, jakie rok rocznie są likwidowane w hyclowniach - stanowi zapewne jeden z cudownych wyjątków. Jej się udało. 

Być psem w Polsce to niefart - po śmierci właściciela rodzina za wszelką cenę stara się pozbyć osieroconego pupila. Zgłasza do gminy staruszki przyzwyczajone do kanapy pod telewizorem, hycel ładuje je do klatki i po zainkasowaniu doli przyśpiesza "śmierć ze starości". Czasem jakiś sąsiad się ulituje i zaprowadzi skazańca na eutanazję oszczędziwszy koszmaru transportu, kwarantanny i zimnej budy na ostatnie dni życia.

SANDAŁEK - staruszek zabrany przez gminę do kojca, właściciel zmarł, rodzina zgłosiła psa jako bezdomnego... Miał szczęście. Został na zawsze w domowym hoteliku jako pies Marzeny, która się w nim zakochała. I mamy kolejny cud... (zdjęcie główne).

To tylko część wiedzy, z jaką musi się zmierzyć człowiek ratujący zwierzęta w kraju nad Wisłą. Telefon dzwoni bez przerwy. Ogrom nieszczęść jest taki, że zajmuje 24 godziny na dobę. Nie starcza już ani sił, ani energii na protesty pod sejmem i pisanie do prezydenta. A przecież od tego należałoby zacząć. Bo dopóki nie stoi za nami prawo, dopóty nic się nie zmieni. Każdy uratowany pies będzie tylko kroplą w oceanie hańby - i człowieczej i psiej. Spis "cudów", które jednak się zdarzają nie zmienia faktu, że jest CORAZ GORZEJ, zamiast coraz lepiej...  Przyczyny są oczywiste, niestety nie dla każdego. Tu opisane przypadki być może Państwa zmobilizują do indywidualnych działań mających na celu przyśpieszenie wprowadzenia USTAWY, która  wciąż nie została zatwierdzona w sejmie, a która w dużej mierze zatrzymałaby psi eksodus spowodowany biznesem na bezdomnych zwierzętach.

My niestety nie mamy na to ani chwili czasu. Doba jest za krótka. My, fundacje - zajmujemy się tylko naszymi psami. Mamy bardzo ograniczone możliwości wobec takiego ogromu potrzeb. Prosimy o pomoc w utrzymaniu i ratowaniu zwierząt, bo innej pomocy nie mamy.

Pomogli

Ładuję...

Organizator
6 aktualnych zbiórek
15 zakończonych zbiórek
9 dni do końca
Wsparły 64 osoby
2 369 zł (78,96%)
Brakuje jeszcze 631 zł
Wesprzyj