Bez leczenia one umrą. Czy będziemy musieli wstrzymać pomoc?

Wsparło 1 939 osób
75 957 zł (46,31%)
Brakuje jeszcze 88 043 zł
Adopcje

Rozpoczęcie: 22 Listopada 2021

Zakończenie: 29 Grudnia 2026

Godzina: 23:59

01 Lutego 2024, 19:50
Żyją dzięki szpitalowi..

Wbrew rozsądkowi (finansowemu), ale zgodnie z sercem postawiliśmy szpital "na zeszyt". Dwa lata zbieramy, zbieramy... Bardzo Wam wszystkim dziękujemy za każdą wpłatę, wsparcie, udostępnienie... Dużo jeszcze brakuje, ale sami zobaczcie czy nie było warto.

Gdyby nie było szpitala, to Romcio ze złamanym kręgosłupem nie miałby gdzie się ogrzać... Znaleziony w hipotermii w rowie daleko za miastem...

Co stałoby się z Krapkiem? 

U nas nie byłoby odpowiedniego miejsca do tak wyspecjalizowanej pomocy... Jak myślicie? 

Co by się stało z dziećmi z pseudohodowli, które ciężko chore mieszkały zimą w błocie i odchodach jedząc zlewki...

Mamy pod opieką setkę skrzywdzonych przez ludzi psów i ponad 20 kotów. Tutaj krótki film o nas:

Dziękujemy za każde wsparcie z Waszej strony!

Pokaż wszystkie aktualizacje

03 Września 2023, 15:12
Okrucieństwo ciągnie nas na dno....

Codziennie spotykamy się z okrucieństwem wobec zwierząt, musimy się z tym mierzyć i dawać radę ....uwierzcie nie jest łatwo :-( Te obrazy, dźwięki zostają z nami na zawsze .....I stają się naszymi koszmarami !

Jednak my tylko to widzimy, słyszymy a ofiarami są One....każdego dnia.

Chcemy IM pomagać, ratować w nich wiarę w resztki człowieczeństwa, w to....że można inaczej...

Czasami brakuje sił, przychodzi załamanie i myśl- koniec, wystarczy, trzeba odpuścić ...

Jednak mobilizujemy się i działamy dalej ocierając łzy, zaciskając zęby z rozpaczy , bólu, zmęczenia ...

To pokonamy...

Nie pokonamy ...braku funduszy, tu nie wyciśniemy z siebie więcej, tu nie pomoże kolejny upchany kenel ..... tu tylko Wasze wsparcie zdziała cuda i pomoże do końca spłacić to miejsce, w którym ratunek odnajdują te skatowane, umierające

04 Czerwca 2023, 13:19
dla nich to wszystko....i dla tych co czekać będą potrącone, sponiewierane ...

03 Maja 2023, 12:52
Jakiś rok później...

Od rozpoczęcia tej zbiórki minęło sporo czasu, sporo się wydarzyło i sporo się nie wydarzyło. Nie udało nam się nazbierać środków na szpital. Szpital powstał, trochę go wyposażyliśmy, ale na zapłatę faktury za niego kwota na zbiórce się nie zebrała. 

Powstało kilka innych drobniejszych lub większych zbiórek.  Też raczej z efektem deficytowym do założeń. Wszystkim jest teraz bardzo ciężko i doskonale to rozumiemy... choć chciałoby się inaczej, inaczej nie jest. Przybyło nam  psiaków, u których klinicznie zdiagnozowany jest nowotwór, tj. Osi i Brooklyn. Nasza Temida (amstaffka) też po usunięciu jakiś czas temu guzów na listwie mlecznej.

Na zdjęciu Osi, po wycięciu zmiany, która pojawiła się na boku - wysłaliśmy wycinek na badania histopatologiczne.

Niestety wynik - nowotwór o znacznym stopniu złośliwości. Osi do tego wszystkiego ma jeszcze chore serduszko. Jednak czuje się jak na swój stan zadziwiająco dobrze... chociaż jedzenie musi być z "górnej półki", bo inaczej nie ruszy. Ma prawo do marudzenia...

Mamy Rico - psa przywiązanego do drzewa. Jak się później okazało - przywiązały go te same osoby pod których opieką się pies miał znajdować, a potem  które potem zgłosiły że znalazły przywiązanego psa. Rico jest młodym, bardzo ciężko chorym psem - niewydolność wątroby.

Marcel - pies z wypadku, który kilkanaście godzin czekał na udzielenie pomocy w schronisku, które nie powinno się tak nazywać .... bo dało tylko cierpienie. Zabraliśmy go i pierwsze tygodnie spędził właśnie na szpitalu. 

Zbudowaliśmy to miejsce dla wszystkich cierpiących zwierząt. Walczyliśmy o nie, prosząc Was o pomoc - i ono ocaliło życie wielu zwierząt. Rachunki za ogrzewanie (prąd) oczywiście przytłaczają - już tylko w 2023 roku wynoszą odpowiednio powyżej 7 tys. i drugi powyżej 8 tys.

Karmy specjalistyczne to sami wiecie jaki ogromny koszt. Mamy chorego Dajmona, Largo i Rico (karmy wątrobowe i suplementy). Naszym "nowotworowcom" gotujemy kurczaka, serduszka i dajemy Dolinę Noteci. 

Staruszki tj., Sanyo, Freak, Eris, Mietek, Sara, Dolce, Gabana, Hans, Trevor, Rodo, Smoke, Dogan, Poker, Chips, Kicia itd. dostają mokrą karmę. Pod opieką mamy kilkadziesiąt kotów i prawie 100 psiaków. Niespłacane obciążenia ściągają w dół... a przecież codziennie przychodzą kolejne. Zebrane wcześniej (ponad rok temu) środki włożyliśmy w część faktury za szpital, ale kolejna część...?

Wiadomo balansujemy - kasą na karmę spłacamy coś, co jest wymagalne teraz. Kasą na leczenie coś innego i tak przekładamy z "kupki na kupkę". Nie mamy szans w żadnych konkursach czy czymkolwiek.

Marcel, który kilka dni po wypadku był jeszcze nieprzytomny. Miał szansę wyzdrowieć w naszym szpitalu.

I tak moglibyśmy bez końca pisać, wklejać, ale czas wracać do pracy, do NICH.... bo jeszcze możemy z nimi być. Nie zostawiajcie nas samych, bo mimo wielkich chęci nie damy rady bez Waszego wsparcia.

„Oddam Ci całą moją miłość, oddam Ci całe moje serce,
Oddam Ci nawet moją duszę, tylko mnie przytul, weź na ręce.
Spojrzę Ci wtedy ufnie w oczy, wtulę swój nosek w Twoje ramię,
Przyrzeknę wierność już na zawsze… a tej przysięgi nic nie złamie.
Więc daj mi tę ostatnią szansę, pomóż w bolesnej mej udręce,
Stanę się całym Twoim życiem…tylko mnie przytul, weź na ręce…”

Bezdomne, pobite, zagłodzone, zaniedbane. Rozjechane przez samochód i ludzką obojętność. Niechciane, porzucone, powieszone latami na zardzewiałym łańcuchu, pilnujące zardzewiałej beczki i wiatru w polu. Te, które ludzie obojętnie mijają, bywa, że odwracając wzrok z obrzydzeniem. Bo chore, bo stare, bo nie ma się czym pochwalić. Zaśmiecają świat pełen pięknych domów i drogich samochodów. Umierają niekochane, choć dla człowieka zrobiłyby wszystko, ale nie mają nikogo, kto chciałby się z nimi podzielić swoim sercem i miejscem na kanapie.

To dla nich, 17 lat temu, powstał Alarmowy Fundusz Nadziei na Życie. Powstał z potrzeby serca, by ratować te najbardziej potrzebujące. Przez te wszystkie lata, wspólnie z Wami, ocaliliśmy tysiące zwierząt, dając im szansę na życie. Reagujemy na każde zgłoszenie - a tych mamy i po kilka dziennie - nigdy nie pozostając obojętnym. Z miłości do nich prowadzimy azyl, gdzie każdego dnia troszczymy się o kilkaset skrzywdzonych przez ludzi psów i kotów. Wyprowadzamy je z najcięższego stanu, leczymy, przywracamy im sprawność. W opiekę nad każdym z tych biedaków wkładamy ogrom pracy i serca, by uwierzyły, że są na świecie ludzie, dla których ich życie jest ważne i cenne.

Ale dziś nasze serca są pełne obaw, czy będziemy w stanie nadal je ratować. Choć skutecznie działamy na rzecz zwierząt, pozyskiwanie darowizn jest dla nas bardzo trudne, a koszty leczenia są zawrotne i rosną z każdym kolejnym miesiącem. Jest nam tym trudniej, że działamy głównie na terenach wiejskich, gdzie skala bestialstwa wobec naszych braci mniejszych jest ogromna, a środki na pomoc znikome. A przecież te biedne, nieszczęśliwe, cierpiące zwierzęta zasługują na to, by o nie walczyć do końca. Dlatego prosimy – pomóżcie nam. One, wbrew przekonaniu wielu, same się nie wyliżą. Dla zwierząt w stanie, w jakim odbieramy je każdego dnia, nie ma innej szansy na pomoc, jak profesjonalna opieka weterynaryjna, a taką może zapewnić tylko szpital.

Pilnie potrzebujemy Waszego wsparcia w ukończeniu i wyposażeniu powstającego przy azylu - szpitala dla zwierząt w ciężkim stanie. Musimy wspólnie im pomóc, by każdy z tych walczących o życie biedaków, miał zapewnioną konieczną opiekę. Bez tego szansę na przeżycie są znikome. Tym bardziej teraz, gdy zbliża się zima, najcięższy okres dla zwierząt.

Z całego serca prosimy Was o pomoc. Sami nie udźwigniemy już takich kosztów. W naszym azylu mamy pod opieką blisko 200 zwierząt, każdego dnia staramy się ze wszystkich sił je ratować, ale sami jesteśmy zbyt słabi. Prosimy, stańcie po ich stronie, nie zostawiajacie tych najbiedniejszych.

Organizator
12 aktualnych zbiórek
64 zakończone zbiórki
Wsparło 1 939 osób
75 957 zł (46,31%)
Brakuje jeszcze 88 043 zł
Adopcje