Zatrzymaj się by sprawdzić, czy żyję

Zbiórka zakończona
Wsparło 19 osób
790 zł (39,5%)

Rozpoczęcie: 1 Sierpnia 2019

Zakończenie: 4 Września 2019

Dziękujemy za Twoje wsparcie – każda złotówka jest cenna.
Razem wielką mamy moc!
Gdy tylko otrzymamy rezultat zbiórki, zamieścimy go na stronie.

Psy leżące nieruchomo na poboczu drogi to w Polsce widok zwyczajny. Mało kto decyduje się zatrzymać i sprawdzić, czy żyją. Mijamy je z nadzieją, że nie czują już nic.

A może warto - w opozycji do bezusznych kierowców, którzy je potrącili i zostawili - wszcząć akcję - "SPRAWDZAMY". Bo wtedy może się okazać, że uratowanie im życia lub skrócenie męki było tak oczywiste...

Długa jest lista imion psów, które dzisiaj cieszą się szczęśliwym życiem, a wszystko się zaczęło na poboczu drogi. Jednym z pierwszych fundacyjnych podopiecznych był Swager - szczeniak z siódemki. Miał urwany ogon, zdartą skórę z łap i połamane tylne nogi. Spędził dwa tygodnie w klinice, a dzisiaj ma wspaniały dom i pana, znanego wszystkim z telewizyjnego programu, w którym porusza między innymi problem psiej bezdomności i braku empatii. Swager miał szczęście. Ktoś się zatrzymał i postanowił SPRAWDZIĆ, czy pies leżący na drodze żyje.

Kolejnym zebranym z pobocza jest Guru. Guru był odwodniony, głodny i wyczerpany. Nie miał dość sił, by wstać, więc leżał i czekał na śmierć. Mieszkańcy wsi uznali go za martwego. Leżał tak dwa dni, nikt nie podchodził... Dzisiaj jest oczkiem w głowie swojej pani i gwiazdą psich konkurencji. Bo ktoś się nareszcie zatrzymał i  postanowił SPRAWDZIĆ, czy faktycznie nic się już nie da zrobić... Bo go zabrał do bagażnika i zawiózł do przychodni.

Kolejny powypadkowy to Boss. Leżał kilkanaście godzin, w uszach krew, bezwład wszystkich kończyn, czekał na śmierć. Ktoś go jednak zauważył, wszczął alarm. Boss to dzisiaj prawdziwy BOSS, mieszka pod Warszawą i cieszy się cudownym życiem.

To tylko trzy przykłady świadczące o tym, że zwykła, ludzka przyzwoitość,  zatrzymanie auta i sprawdzenie, czy przy drodze leży żywe, czy martwe zwierzę, ocaliło  tak wiele wspaniałych istnień! A te, których nie udało się uratować, odeszły godnie,  skrócono im cierpienia, uśmierzono ból. Takie psy też żegnaliśmy z honorami.

Wczoraj przy drodze leżał Blum. (na zdjęciu profilowym zbiórki to właśnie on). Wyglądał na zabitego. Był tylko potrącony, w szoku. Pies ma się coraz lepiej. Jest diagnozowany, leczony, dwa dni spędził pod kroplówką, wraca do życia. Ale już do innego życia,  które będzie nowe, lepsze. Pomóżcie nam zabierać psy z polskich dróg, a sami SPRAWDZAJCIE, czy te, widziane z okien samochodu - na pewno można już tylko pożegnać machnięciem ręki...

Fundacyjne ofiary wypadków i wyrzuceń z rozpędzonych samochodów trudno zliczyć. Jest ich naprawdę porażająca ilość. Większość psów zabranych z drogi ma urazy, połamaną miednicę lub zwichnięte łapy, wstrząs mózgu, stany zapalne. Leczymy je prosząc o pomoc, która nie zawsze wystarcza na całość zabiegów i późniejsze utrzymanie. Każdy pies przywrócony życiu jest dla nas ogromną radością, to jakby oszukać przeznaczenie, powiedzieć - nie - nieuchronności.

Bo ludzie nie dość, że potrafią psa potrącić i odjechać nie udzieliwszy pomocy, to i z premedytacją wypchnąć z pędzącego auta. Trudno to pojąć, ale fakty są nieubłagane. Jesteśmy okrutnym plemieniem. Każdy ocalony pies ratuje nas od całkowitej hańby. Prosimy o pomoc dla Bluma i wielu innych, wciąż przebywających w hotelach z nadzieją na happy end. 

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 19 osób
790 zł (39,5%)