Razem pomóżmy zwierzętom na Ukrainie. One też chcą żyć!

Wsparło 497 osób
20 579 zł (39,57%)
Brakuje jeszcze 31 421 zł

Rozpoczęcie: 28 Kwietnia 2022

Zakończenie: 31 Grudnia 2022

Godzina: 23:00

Pomóżmy Karinie ratować zwierzęta na Ukrainie!

Z Kariną Daniszewska-Sroka współpracujemy już kilkanaście lat. Dla niej zwierzęta nie mają narodowości. Pomaga wszędzie tam, gdzie zwierzęta potrzebują pomocy. Od początku konfliktu zbrojnego, jeździ na Ukrainę po chore, kalekie czy zagłodzone zwierzęta. Te zwierzęta są takimi samymi ofiarami wojny, jak ludzie. Tak samo przeżywają ból, strach i cierpienie. Też mają prawo do godnego, normalnego życia. Z każdego wyjazdu na Ukrainę, przywozi zwierzęta, które tam, podczas wojny, nie mają żadnych szans na leczenie i przeżycie. 

Ostatni jej wyjazd do schroniska w Aleksandrii trwał sto osiemnaście godzin. Dowiozła busem do schroniska prawie cztery ton karmy i około trzysta kg leków weterynaryjnych. W drodze powrotnej zabrała pięć psów i trzy koty (niewidome, zagłodzone, chore, z połamanymi nogami, śrutem w ciele czy metalowym prętem w łapie).

Tę podróż, zapamięta na długo, ze względu na samotną i bardzo długą drogę do schroniska w Aleksandrii (okpło trzy tys. km w dwie strony, bez radia, nawigacji, problemami z tankowaniem paliwa, miejscem do spania czy zacinającym się biegiem wstecznym, alarmami bombowymi w Aleksandrii i wybuchem bomb blisko schroniska a w końcu - wyłączeniem usług telefonicznych przez Play – podobno przez za dużo nabity rachunek). Zapamięta z powodu ponad dwudziestogodzinnej gehenny czekania na przekroczenie granicy (czterokrotnie ją cofano znów na Ukrainę, z tymi chorymi, umęczonymi zwierzętami, które w busie spędziły trzydzieści dwie godziny).

Nikogo nie obchodził los zwierząt, które przewoziła. Niektóre zwierzęta były niewidome, zagłodzone i odwodnione, połamane, z otwartymi ranami i stanami zapalnymi, ze śrutem w klatce piersiowej i szyi, z przykurczem łapy czy metalowym prętem wbitym w łapę. Bezsilność to najgorsze uczucie, które może się nam przytrafić. Gdyby nie pomoc przyjaciela, nie wiadomo jak by się to skończyło. Udało się za piątym razem (ok godz. 20) przekroczyć granice. Zwierzęta odpoczęły, napiły się i zjadły, zmieniła im podkłady i o północy pojechały do lekarza do Przemyśla. O godz. trzeciej nad ranem przepakowała ostatni transport zwierząt, który pojechał do całodobowej kliniki w Warszawie.

Marzymy, aby w tych wyjątkowych i szczególnych czasach Główny Lekarz Weterynarii uwzględnił w swoich wytycznych, że zwierzęta też mają prawo do normalnego, spokojnego i bezpiecznego życia, z dala od wojny i wybuchów. Aby można było  bez żadnego problemu przewieźć przez granice zwierzęta. Karina planuje dowieźć ciężarówką do trzech a może nawet czterech schronisk 10 -15 ton karmy i jak najwięcej leków weterynaryjnych. Zawsze jeździ sama, teraz może udałoby się pojechać z lekarzem weterynarii, który na miejscu mógłby pomóc wielu zwierzętom.

Bardzo potrzebujemy środków finansowych na wypożyczenie ciężarówki, zakup leków i karmy, a także na paliwo i przede wszystkim na późniejsze leczenie zwierząt. Leczenie bardzo często specjalistyczne, łącznie z długim pobytem zwierząt w lecznicy.

Bez Was niestety nie damy rady dalej pomagać. Bardzo potrzebujemy środków na zorganizowanie następnej wyprawy. Dziękujemy za okazane serca!

Pomogli

Ładuję...

Wsparło 497 osób
20 579 zł (39,57%)
Brakuje jeszcze 31 421 zł