Walczymy o ich życie i przetrwanie! Na naszym koncie pozostało 64 zł. Czy dzikusy stracą szansę na pomoc? Pomóż nam dalej je ratować...

PILNE!
do końca
Wsparło 667 osób
35 900 zł (44,87%)
Brakuje jeszcze 44 100 zł
Wesprzyj

Rozpoczęcie: 15 Listopada 2021

Zakończenie: 18 Stycznia 2022

Nie mając środków, nie możemy pomagać, możemy jedynie zapaść się pod ziemię, odbierać telefony mówiąc: "Przepraszamy, tym razem nie możemy pomóc, nie mamy za co ratować życia dzikich zwierząt". Niestety nie jest to takie proste, jeśli ma się świadomość, że jesteśmy dla tych zwierząt ostatnią deską ratunku, że bez naszej pomocy nie przeżyją...

Czy ktoś uwierzy w to, że nie mamy za co ratować? Niestety, mało kto. Większość osób uważa, że takie Ośrodki rehabilitacji dzikich zwierząt jak nasz finansowane są przez państwo i nie muszą się o nic martwić. Nic bardziej mylnego...

Ośrodki takie jak nasz ledwo wiążą koniec z końcem, funkcjonują dzięki wspaniałym ludziom-Darczyńcom, utrzymują się głównie dzięki darowiznom i datkom. Nie ma jasno sprecyzowanej ustawy, kto ma ponosić koszty związane z leczeniem, opieką i utrzymaniem tych zwierząt w ośrodkach, a samorządy wykorzystują tę lukę w prawie.

Dziś wodociągi nakazały wstrzymanie dostawy wody za nieopłacone faktury. Niestety nikogo w biurze nie interesuje, że zwierzęta muszą mieć wodę, a bez niej nie możemy funkcjonować. Co będzie kolejne? Prąd, śmieci...

Nasza Fundacja prowadzi Ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt, do którego trafiają zwierzęta chore, ranne, osierocone, a także takie młode, które przez tzw. "chęć pomocy" zostały zabrane ze środowiska naturalnego. Większość z nich po zakończonym leczeniu, rehabilitacji, odchowaniu i przystosowaniu do życia na wolności wraca do natury. Pomagamy zwierzętom głównie z tych miejscowości, gdzie pomocy dla nich nie ma, a zwierzęta, które miały szansę na wyleczenie i powrót do natury są dobijane lub poddawane eutanazji.

Do naszego ośrodka trafiają różne gatunki zwierząt w różnym stanie. Zazwyczaj są to ofiary wypadków komunikacyjnych, zwierzęta, które zostały podkoszone przez kosiarki, pogryzione przez psy, zatrute trutkami na gryzonie, szkodniki lub ucierpiały w wyniku innej działalności człowieka. Trafiają również młode oseski, pisklęta, podloty, które zostały osierocone przez rodziców lub doznały urazów, a także te, które zostały zabrane bez powodu przez człowieka. Każde z tych zwierząt wymaga zazwyczaj całodobowej opieki.

Zwierzęta przywożone są często przez zdeterminowanych ludzi. Ci ludzie zbywani są przez służby i urzędy odpowiedzialne za pomoc tym zwierzętom.

Prowadzimy całodobowe telefoniczne i stacjonarne "Pogotowie dla jeży" siedem dni w tygodniu, również w niedzielę i święta. Staramy się zorganizować dla tych zwierząt pomoc na terenie całego kraju.

Pomagamy tysiącom zwierząt rocznie. Bez funduszy jest to jednak niemożliwe. Wszystko kosztuje: weterynarz, opieka, leki, pokarm, media.

Mamy ogromny problem z opłaceniem zaległych faktur za prąd, wodę, śmieci, odpady, żywność i innych opłat. To niestety nie koniec naszych problemów finansowych...

Dla nas najważniejsze jest życie, ratowanie go. Nie patrzymy na koszty. Nawet wtedy, gdy próbowaliśmy, a zwierzę umiera, pozostają faktury do opłacenia. Rachunki za prąd, wodę, śmieci schodzą na drugi plan. Weterynarzy mamy wspaniałych -  poczekają z opłaceniem faktur za leczenie i leki.

Praktycznie od zawsze nasze zwierzęta leczone są na kredyt. Nigdy nie mamy funduszy, aby na bieżąco zapłacić w przychodni weterynaryjnej za leczenie, zabiegi, operacje czy leki dla zwierząt.

Zawsze, gdy znajdujemy się w dołku, powtarzamy sobie, że nigdy więcej nie dopuścimy do takiej sytuacji. Ale jak to zrobić? Jak odmówić wiedząc, że mamy miejsce i bez naszej pomocy to zwierzę umrze, a ma szansę żyć? Że chodzi tylko, albo, aż o pieniądze, a raczej o ich brak. Każde życie jest bezcenne i tego utraconego już nie przywrócimy. Dla wielu tych zwierząt liczy się czas, każda chwila i nie ma czasu na zastanowienie, skąd weźmiemy fundusze na jego leczenie, utrzymanie, czy stworzenie odpowiednich warunków bytowych. Tym martwimy się, gdy zwierzę otrzyma pomoc.

Ostatnie miesiące to dla nas praca po 20 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu. Choć sezon lęgowy już za nami, wielu naszych podopiecznych wymaga całodobowej opieki. Teraz większą część naszych podopiecznych stanowią jeże, prawie setka pozostanie z nami przez najbliższe miesiące, aż do wiosny. Prócz jeży, obecnie w naszym ośrodku przebywają sarny, lisy, kuny, wiewiórki, wydry, bociany, łabędzie, kaczki, mewy, gołębie oraz inne gatunki ptaków i ssaków. Jedne z nich pozostaną u nas kilka dni, inne kilka tygodni lub miesięcy.

Przyjmujemy od ludzi zwierzęta nieodpłatnie, wiele z nich obiecuje pomoc w utrzymaniu czy leczeniu, ale zazwyczaj ta pomoc kończy się na obietnicach. A my musimy głowić się, z czego zapłacić za weterynarza, wyżywienie, opłacić media i inne. Zbiórki stoją w miejscu, darowizn i datków niewiele.

Często jeździmy po zwierzęta, często zabieramy je z drogi. Nikt nie zwróci nam kosztów paliwa, ani wezwania lekarza weterynarii. Wszystkie koszty ponosi nasza Fundacja, bo my zabraliśmy zwierzę i to nasz problem.

Brakuje nam pieniędzy zupełnie na wszystko, począwszy od opłat, a skończywszy na środkach czyszczących. Każdy dzień funkcjonowania naszego Ośrodka graniczy z cudem, codziennie musimy wybierać, co jest ważniejsze: zapłata za faktury czy pożywienie dla zwierząt. Zwierzęta jeść coś muszą, muszą mieć podkłady, leki, opatrunki. Muszą mieć zapewnione odpowiednie warunki bytowe, by jak najszybciej powrócić do zdrowia i środowiska naturalnego. Opłaty zawsze schodzą na drugi plan.

Nasi podopieczni wymagają specjalistycznego żywienia: świeżego mięsa, ryb, owadów karmowych, świeżych warzyw, owoców, ziarna. Skrajnie wycieńczone osobniki i młode zwierzęta wymagają specjalistycznych karm i mieszanek mlekozastępczych. To ogromne koszty!

Schodzą nam ogromne ilości rękawiczek jednorazowych, bandaży samoprzylepnych, podkładów jednorazowych, chusteczek nawilżonych, środków do dezynfekcji, peletu i wielu innych rzeczy. Od początku pandemii wiele z tych rzeczy podrożało o kilkaset procent.

Staramy się pomagać tym zwierzętom, nawet w beznadziejnych przypadkach. Walczymy o każde życie. Zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze uda się im pomóc. Ale wtedy też ponosimy koszty leczenia, utylizacji, czy eutanazji, kiedy brakuje już wszystkich innych możliwości, a zwierzęciu trzeba skrócić w sposób humanitarny cierpienie.

Nie dajemy rady. Błagamy Was o pomoc... Jest u nas naprawdę źle. Jak długo tak jeszcze pociągniemy? A zwierząt z roku na rok coraz więcej. Jesteśmy przerażeni sytuacją. Jesteśmy zdani na Waszą łaskę. To dzięki Waszemu wsparciu i pomocy możemy ratować dzikie życie... Będziemy ogromnie wdzięczni za każdą pomoc i wsparcie!

Pomogli

Ładuję...

do końca
Wsparło 667 osób
35 900 zł (44,87%)
Brakuje jeszcze 44 100 zł
Wesprzyj